żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Radykalna zmiana jest możliwa - świadectwo nawróconej lesbijki

autor: Debora Barr

użytkownik: Admin z dnia: 2013-10-08

Radykalna zmiana jest możliwa! Przez 18 lat żyłam w lesbijskim „małżeństwie” i nie chciałam tego zmienić. Teraz, kiedy uwolniłam się z niewidzialnych kajdan homoseksualizmu, doświadczam najcudowniejszej i bezwarunkowej miłości mojego zbawiciela Jezusa Chrystusa i nigdy Go nie opuszczę!

Kiedy urodziłam się w 1963 moja mama miała 19 lat a tata 21. Byłam drugim dzieckiem rodziców, gdyż mój starszy brat umarł podczas porodu, dokłanie rok wcześniej. Moi rodzice byli wychowywani w rodzinach, w których jeden z rodziców miał skłonności homoseksualne, co doprowadziło go do przedwczesnej śmierci. Jestem najstarszą z trójki biologicznego rodzeństwa i jednej adoptowanej osoby. Wychowywano mnie w wierze katolickiej, dzięki temu rozwinęła się we mnie taka miłość do Boga, że nawet marzyłam, aby zostać zakonnicą.

Jako dziecko byłam bardzo niespokojna i z trudnością nawiązywałam przyjaźnie. Nigdy nie mogłam znaleźć bratniej duszy z dziećmi w moim wieku, a moi najlepsi przyjaciele zawsze byli starsi ode mnie. Szybko dojrzałam, w wieku 9 lat opiekowałam się młodszym rodzeństwem, jak również 50 przybranymi dziećmi (niemowlętami), które moja rodzina wzięła w adopcję w okresie 7 lat. Nawet jako dziecko czułam się zbyt „dorosła”.

W szkole średniej zaczęłam chodzić na randki z chłopakiem, który był kilka lat starszy ode mnie. On mieszkał dość daleko od mojego miejsca zamieszkania, więc tylko podczas weekendów przyjeżdżał do mnie do domu. W tym czasie moja matka zaczęła często chodzić z nami do kina, czy na kręgle. Ona jako nastolatka nigdy nie chodziła na randki, ponieważ wychowywała swoich dwóch młodszych braci. Wyszła za mąż za mojego tatę w wieku 16 lat, aby uciec od swojego ojca alkoholika i dysfunkcyjnej rodziny.

W wieku 15 lat mój chłopak i ja wyjechaliśmy na biwak zorganizowany przez kościół, do którego chodziłam. Tam właśnie miałam swój „pierwszy raz”. Kiedy wróciłam do domu doświadczyłam głębokiej zdrady przez kogoś, kto był bardzo bliski mojemu sercu. To spowodowało, że popadłam w głęboką depresję. Całkowicie wyrzekłam się Boga i odwróciłam się od Niego zaprzeczając Jego istnieniu. Przez następne kilka lat zmagałam się z głęboką depresją i próbami samobójczymi. Ukończyłam szkołę średnią, rodzice rozwiedli się, a ja poszłam do collegu, który znajdował się w innej części stanu. Tam doświadczyłam kolejnej tragedii - zostałam zgwałcona przez trzech starszych mężczyzn. Nadal odrzucałam istnienie Boga, byłam przekonana, że to co wierzyłam w dzieciństwie jest kompletnym kłamstwem i zwykłą baśnią - nie ma żadnego Boga! Aktywnie odrzucałam istnienie Boga mówiąc wierzącym ludziom, że są słabi i zostali oszukani.

Zbudowałam nieprzepuszczalny, kamienny mur wokół mojego serca. Zaczęłam ubierać się i zachowywać jak mężczyzna. Zaprzyjaźniłam się z koleżanką w collegu, z którą razem mieszkałyśmy w akademiku. Ona pokazała mi „nieseksualną miłość”. Zaczęłyśmy sypiać ze sobą. W takich chwilach ona mnie obejmowała, a ja czułam się bezpieczna. Potem stałam się okropnie zazdrosna, kiedy ona zaczęła chodzić na randki z chłopakiem, który przeprowadził się do naszego akademika. Przeżywałam wielki ból słysząc ich odgłosy z sąsiedniego pokoju i po raz kolejny byłam samotna. Zaczęłam zmagać się z myślą, że jestem „prawdziwą lesbijką”. W tym celu udałam się na konsultacje, podczas których terapeuta powiedział mi, że jestem lesbijką i powinnam to zaakceptować.

W wieku 24 lat dostałam się do wojska. Tam spotkałam kobietę, która wprowadziła mnie w świat homoseskualizmu. Początkowo czułam się bezpieczna i kochana. Jednakże ta kobieta była w stałym związku z inną kobietą, a to co zaszło między nami było dla niej tylko przelotną znajomością. W tym też czasie uprawiałam seks z dwoma żonatymi żołnierzami, na który się zgodziłam, ponieważ poszukiwałam prawdziwej miłości i zmagałam się z moją własną seksualnością. Skończyło się na tym, że całkowicie zaakceptowałam moją homoseksualność i byłam „cichą” lesbijką w wojsku. Następnie poznałam inną kobietę i zostałyśmy kochankami. Jednakże moja kochanka po 6 latach naszego burzliwego związku, odeszła ode mnie, co spowodowało, że ponownie popadłam w depresję. Czułam się jakbym umierała.

W 1993 zaczęłam chodzić na randki z kobietą, wierzącą i praktykującą. Pewnego razu gdy szła do kościoła, zaproponowała mi, abym poszła z nią. Powiedziałam jej, że dla mnie Bóg nie istnieje i od 15 roku życia nie przekroczyłam progu kościoła. Ona spojrzała mi prosto w oczy i powiedziała: „Jezus chce, abyś do niego powróciła”. Od tamtej pory Bóg zaczął rozbijać mury w moim sercu, a ja zaczęłam kroczyć drogą prowadzącą do Niego. Osobiście doświadczyłam tego, o czym pisze Piśmo Święte w księdze Ezechiela: „I dam wam serce nowe i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza, odbiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała. Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli według mych nakazów i przestrzegali przykazań, i według nich postępowali”(Ez 36. 26-27).

Przyłączyłam się do Kościoła Wspólnot Metropolitalnych (Metropolitan Community Church, MCC) kościoła homoseksualistów. Ten kościół wpoił mi, że Bóg stworzył mnie jako lesbijkę i cieszy się z mojego stylu życia. To sprawiło, że zaangażowałam się w działalność tego kościoła. Po pewnym czasie odkryłam, że kobieta, która sprowadziła mnie z powrotem do kościoła i z którą byłam w lesbijskim związku, była alkoholiczką, cierpiącą zarówno na seksualny jak i emocjonalny uraz. W styczniu 2000 roku odeszłam od niej i przeprowadziłam się do Washington D.C. Tam również przyłączyłam się do Kościoła Wspólnot Metropolitalnych. W kwietniu 2000 roku weszłam w kolejny związek lesbijski z kolejną kobietą. Zostałyśmy ciepło przyjęte przez społeczność homoseksualną, gdzie mieszkałyśmy. W 2001 wybrałyśmy się do Vermont gdzie zawarłyśmy ślub cywilny. Zaczęłyśmy budować nasze wspólne życie. Razem kupiłyśmy działkę i rozpoczęłyśmy budowę naszego wymarzonego domu, łącząc wszystko co posiadałyśmy.

Po pewnym czasie byłam niezadowolona z Kościoła Wspólnot Metropolitalnych, więc zaczęłam szukać innego kościoła. Wreszcie moja partnerka i ja znalazłyśmy kościół, który z początku nam się spodobał, kiedy po raz pierwszy przyszłyśmy na nabożeństwo. Kiedy wychodziłam po skończonym nabożeństwie byłam zszokowana i rozczarowana, gdy zobaczyłam słowo: „Baptist” stanowiące logo kościoła. Wiedziałam wtedy, że „oni” nie zaakceptują nas. Jednakże nadal chodziłyśmy do tego kościoła i byłyśmy ciepło witane przez wszystkich. Myślałyśmy, że z czasem wprowadzą zmiany w tym kościele i otwarcie zaakceptują homoseksualistów, ponieważ pokazywałyśmy im, że (w naszym przekonaniu) nasza miłość była „czysta”.

Kiedy kościół do którego chodziłyśmy, rozpoczął na szeroką skalę nauczanie o Biblii wśród swoich parafian, to gościłyśmy w naszym domu małą grupkę osób zajmujących się nauczaniem Biblii, na czele której stał przewodniczący kościoła. Pod koniec tego studium kościół prowadził nabożeństwo, na które zapraszał każdego, kto chciał zostać ochrzczony, aby się wpisał na listę. Poprosiłyśmy o chrzest i wezwano nas do biura asystenta pastora, gdzie powiedziano nam, że pastor nie wie, czy można udzielić nam chrztu ponieważ żyłyśmy w grzechu. Po długiej rozmowie pastor zgodził się udzielić nam chrztu pod warunkiem, że porzucimy nasz homoseksualny styl życia, gdyż Bóg karze nam to zrobić. Było to 23 listopada 2003.

Przez następne 2 lata coraz bardziej zaangażowałam się w życie kościoła. Byłam wolontariuszką przy organizowaniu porannych nabożeństw w niedzielę i zaangażowałam się w pracę w duszpasterstwie kobiet. Wtedy także rozwinęła się we mnie miłość do Słowa Bożego. To sprawiło PRAWDZIWĄ przemianę w moim życiu. Moja partnerka i ja zaczęłyśmy razem codziennie czytać Biblię. Gdy natknęłyśmy się na fragmenty dotyczące homoseksualizmu wówczas pytała mnie o ich znaczenie, a ja natychmiast odpowiadałam jej „prawdę” której nauczyłam się w Kościele Wspólnot Metropolitalnych. Mocno wierzyłam w to, czego mnie tam nauczono. W tym samym czasie kobiety działające w duszpasterstwie lubiły nas i modliły się o nasze zbawienie.

Jesienią w 2005 roku udałam się do przewodniczącej duszpasterstwa kobiet i powiedziałam, że moja partnerka i ja chcemy „być uczciwe” wobec kobiet z duszpasterstwa wiedząc, że żadna z kobiet, poza nami, nie była lesbijką. Przewodnicząca grupy zasugerowała, abyśmy spotkały się z pastorem i porozmawiały najpierw z nim, więc zaczęła się seria spotkań to z pastorem to z grupą duszpasterstwa kobiet. Podczas jednego spotkania pastor zapytał mnie, dlaczego określam samą siebie jako lesbijkę. Odpowiedziałam mu, że taka się urodziłam i taka jestem, a mój styl życia odbiega do tego, czego naucza ten kościół. Pastor odpowiedział mi, że widzi we mnie Dziecko Boże. Z kolei duszpasterstwo kobiet skonfrontowało nasze poglądy w łagodny i uprzejmy sposób. Te kobiety nigdy nie wycofywały się ze swoich przekonań, ale w kulturalny sposób mówiły nam, co takiego Pismo Święte mówi o naszym życiu. Przez cały ten czas Bóg przez Swoje Słowo przedstawiał nam grzech, w jakim żyłyśmy.

Zdecydowałyśmy się podążać za naszym Bogiem za wszelką cenę. Chciałyśmy żyć tak, jak Biblia mówi w Ewangelii św. Łukasza 9.23: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!” 1 stycznia 2006 oświadczyłyśmy Kościołowi, że porzucamy nasz homoseksualny styl życia, aby iść za Jezusem Chrystusem. Rozpoczęłyśmy to poprzez spanie w osobnych sypialniach w naszym domu. Ostatecznie moja partnerka wyprowadziła się i nasz związek zakończył się. Po jej przeprowadzce nastał okropnie bolesny okres w moim życiu, ale obie chciałyśmy zrobić to, co było słuszne. Czułam w sobie fizyczną śmierć: utrata fizycznego dotyku i walka „przedefiniowania” własnej tożsamości seksualnej. Nie wiedziałam już kim jestem, przecież przez 18 lat uważałam się za lesbijkę i w tym czasie zdążyłam przekonać samą siebie, że zawsze nią byłam. Dziękuję Bogu za zdrowe heteroseksualne kobiety, które mnie otoczyły miłością, kiedy cierpiąc przechodziłam przez tę przemianę.

Zaczęłam zbliżać się coraz bardziej do Jezusa, a On zaczął objawiać mi rzeczy, które wydarzyły się w mojej przeszłości i przez które stałam się lesbijką. Wtedy też Bóg rozpoczął leczenie tych głębokich ran we mnie. Gdy uświadomiłam sobie, jak wiele straciłam i jak wyglądałoby moje życie gdybym wyszła za mąż i miała dzieci, byłam przerażona. Uświadomiłam sobie też, że prawdopodobnie nie wyjdę już za mąż i nigdy nie będę miała własnej rodziny.

Nie potrafię dokładnie opisać jak bardzo Bóg troszczył się o mnie od kiedy odwróciłam się do niego, zaprzeczałam jego istnieniu i byłam lesbijką dokładnie przez 24 lata. Bóg dokonał we mnie tak nieprawdopodobnej rzeczy, że czuję się tak, jakby przemienił moje DNA! To czego doświadczyłam Biblia potwierdza w Drugim Liście św. Pawła do Koryntian: „Jeżeli więc ktoś pozostaje w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co dawne, minęło, a oto stało się nowe” (2 Kor 5.17). Dziękuję Bogu za nowe życie jakie mam w nim. Teraz jestem uwolniona z kajdan homoseksualizmu i doświadczam hojnej miłości mojego Zbawiciela Jezusa Chrystusa! Mam nadzieję, że moje świadectwo doda wam otuchy, jeśli ty, czy twój przyjaciel, czy ktoś z twojej rodziny zmaga się z pociągiem do osób tej samej płci. Zmiana jest możliwa!

Debora Barr

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: mgr Marcin Rak
 
Źródło: http://americansfortruth.com/2012/11/29/the-ex-lesbian-testimony-of-debora-barr/

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Powiązane artykuły

Wiem, że Bóg naprawdę istnieje i mnie kocha

Wiem, że Bóg naprawdę istnieje i mnie kocha

autor: Ann

Byłam wychowywana w wierze katolickiej. Chodziłam do szkoły katolickiej i mam siostrę, która jest zakonnicą. Kiedy poszłam na studia wiara pomału zanikała. Potem jak związałam się z pierwszą...

dodano: 2021-04-06 MRak
Komentarzy (0)