żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Od komunisty do katolickiego kapłana

autor: Bao Yuanjin

użytkownik: Admin z dnia: 2014-10-22

Nazywam się Bao Yuanjin i obecnie jestem rzymsko katolickim kapłanem w północnych Chinach. Kilka lat temu zostałem wyświęcony na kapłana, a 11 lat przed przyjęciem święceń prezbiteratu zostałem ochrzczony. Przed moim nawróceniem byłem ateistą, członkiem w Chińskiej Partii Komunistycznej. Podczas studiów na uniwersytecie byłem przewodniczącym młodych komunistów na moim wydziale. W sercu miałem wiele planów i pomysłów na przyszłość, ale żaden z nich nie miał nic wspólnego z Bogiem, który wtedy dla mnie nie istniał.

W mojej rodzinie tylko moja babcia była chrześcijanką, protestantką. Kiedy byłem dzieckiem pewnego razu opowiadała mi o Panu Jezusie. Powiedziała mi wtedy, że Jezus jest synem Boga. Ale ja nie byłem zainteresowany jakąkolwiek religią. W Chinach edukacja w duchu ateizmu jest obowiązkowa od szkoły podstawowej aż do studiów wyższych. Mój umysł był pełen ateistycznych teorii. Uważałem, że wiara w Boga jest czymś dziecinnym, a nawet czymś głupim.

Wstąpiłem do Partii Komunistycznej na czwartym roku studiów. Chińczycy popierają tę partię bez przekonania. Głównym powodem tego stanu rzeczy jest zawieranie „przyjaźni”, które pewnego dnia pomogą w znalezieniu pracy lub uwolnienie z kłopotów. Moje życie w partii nie było ani dobre, ani złe. Studenci byli życzliwi wobec siebie, pilni i dobrzy w organizowaniu wszystkich rodzajów działalności. Ale byłem zaszokowany faktem, że w partii wszystkie te rzeczy, pomimo że same w sobie są dobre, były wykonywane nie dla dobra innych, ale dla nas samych i dla dobra rozwoju własnej kariery. W rezultacie pojawiły się kłamstwa. To była nasza główna cecha: wszyscy kłamali i wszyscy wiedzieli o kłamstwach, ale wszyscy nadal robili swoje. Na przykład podczas każdego spotkania był moment postronnych wyznań i samokrytycyzmu (dokładnie ten proces nazywa się: “krytykuj innych i siebie”). Tak naprawdę nie było żadnego samokrytycyzmu i nikt nie krytykuje innych osób. Formalny rodzaj komunikacji daje o sobie znać,  może stać się formą pochlebstwa lub podlizywania się. Na przykład ktoś mógłby powiedzieć dziekanowi: „Panie dziekanie, muszę skrytykować u pana coś, co pan nie zrobił dobrze. Pracował pan dla nas za bardzo. Tak, praca jest tak samo ważna dla nas, jak i pana zdrowie. Musi pan lepiej się o nie zatroszczyć, dzięki czemu będzie pan lepiej pracował dla naszej społeczności”. Kiedy takie sytuacje miały miejsce to głos w moim sercu mówił mi: „To kłamstwo! To kłamstwo!” Ale ja też musiałem tak robić.

Po pewnym czasie rozchorowałem się. Często w nocy miałem koszmary. Budziłem się podczas snu. Pewnej nocy miałem sen, w którym znalazłem paczkę. Otworzyłem ją i znalazłem w niej książkę. To było Pismo Święte, które błyszczało i świeciło się. Następnego dnia opowiedziałem o tym wszystkim mojej babci. Ona była jedyną osobą, która powiedziała mi o Biblii. Pamiętam jak mi powiedziała, że Jezus jest wszechpotężny, więc pomyślałem sobie, jeśli Jezus jest wszechpotężny to z pewnością może mnie uleczyć! Zacząłem poszukiwać kościoła w miejscu, gdzie mieszkałem. Znalazłem zbór protestancki. Pomimo, że komuniście nie wolno wierzyć w żadną religię to do niego poszedłem i sekretnie spotykałem się z protestantami.

Kiedy ukończyłem studia, dzięki wsparciu ze strony partii, szybko znalazłem dobrą pracę w wielkim mieście. Zanim przystąpiłem do swoich obowiązków zawodowych, firma, dla której miałem pracować, udzieliła mi jeden miesiąc urlopu, abym odwiedził rodzinę mieszkającą w innym regionie.

Pewnego razu podczas moich wakacji mój przyjaciel, który był katolikiem, dał mi 10 kaset magnetofonowych, na których były nagrane kazania pewnego katolickiego chińskiego kapłana. Po wysłuchaniu wszystkich kaset rozgorzała bitwa w moim sercu. Pomyślałem sobie, że być może Bóg naprawdę istnieje i prawdopodobnie religia katolicka jest naprawdę prawdzia… Ale w tym samym czasie wszystkie teorie na temat ateizmu, które poznałem w szkole i na uniwersytecie, pojawiły się w moim umyśle. Byłem przepełniony rozpaczą, ponieważ obawiałem się, że jeśli przyjmę wiarę katolicką to narażę się na utratę pracy. Nie wiedziałem co robić. Następnego dnia miałem wracać do miasta, w którym czekała na mnie praca. Miałem już bilet autobusowy. Po raz pierwszy w moim życiu zwróciłem się do Maryi: „Matko Najświętsza”-powiedziałem jej- „Jeśli naprawdę istniejesz, jeśli wiara katolicka jest prawdziwa, jeśli chcesz, abym został katolikiem to daj mi znak: jutro podczas mojej podróży niech się stanie coś ważnego, być może wypadek, który przeżyję i wtedy uwierzę”.

Teraz uważam, że byłem bardzo głupi wystawiając Pana Boga na próbę przez ten egzamin. Ale w tym czasie to była jedyna modlitwa, którą znałem.

Następnego dnia naprawdę wydarzył się wypadek: przednie prawe koło autobusu pękło kiedy jechaliśmi z dużą prędkością. Autobus wypadł z drogi i koziołkował. Na szczęście wszyscy pasażerowie przeżyli, ale musieliśmy szamotać się, aby wyjść z wraku przez okna. Byłem cały przerażony tym wypadkiem, ale nie wydawało mi się, że to był ten znak od Boga. Po wielu godzinach oczekiwania firma przewozowa wysłała nam inny autobus i kontynuowałem mój wyjazd. Jednakże przez ten wypadek straciłem sporo czasu.

 Kiedy dojechaliśmy na dworzec pociągowy- dalszą podróż do miasta musiałem kontynuować pociągiem- było już bardzo późno, a wszystkie bilety do pociągu były już sprzedane. Przed kasą była bardzo duża kolejka i wszyscy mi mówili, że jedyne dostępne bilety będą za trzy dni. Byłem bardzo zmęczony i zestresowany, gdyż mógłbym stracić pracę przez spóźnienie się na mój pierwszy dzień. W myślach modliłem się do Matki Najświętszej: „Maryjo pomóż mi dostać ten bilet. Jeśli tym razem mi pomożesz to przyrzekam Ci, że pójdę za Tobą!” Czekając w długiej kolejce straciłem całą nadzieję. Aż tu nagle pojawił się pewien mężczyzna krzycząc: „To jest bilet do miasta…. Jest na dzisiaj. Kto chce go kupić?” To był cel mojej podróży. Natychmiast go kupiłem. Ten mężczyzna powiedział mi, że kupił ten bilet dla swojego przyjaciela, który z kolei powiedział mu przez telefon, że nie jest w stanie przyjechać na czas i poprosił, abym zwrócił bilet. Jednakże było już za późno, aby zarządać zwrotu pieniędzy, gdyż pociąg odjeżdżał za 40 minut. Więc ten mężczyzna pytał ludzi na dworcu próbując sprzedać ten bilet.

Dla mnie to był mały znak, ale to był początek, mój pierwszy krok do nawrócenia. Po otrzymaniu pracy zacząłem szukać kościoła katolickiego w mieście, w którym mieszkałem. Znalazłem go i zacząłem uczęszczać na Mszę Świętą, zawsze w tajemnicy przed innymi. Krok po kroku zacząłem rozumieć wiarę katolicką. W rezultacie zdecydowałem się, aby poprosić kapłana o chrzest dla siebie.

W wierze katolickiej znalazłem wspólnotę pełną prostych i dobrych ludzi, gdzie nie było żadnego kłamstwa. Tam też znalazłem paru prawdziwych przyjaciół. To mnie wyzwoliło, gdyż nie musiałem już więcej kłamać. Ludzie naprawdę krytykowali samych siebie, a nawet kapłana. Zacząłem widzieć światło i zrozumałem, że odnalazłem sens życia.

Ale żeby przyjąć chrzest musiałem przeskoczyć przez wielki płot: musiałem opuścić Komunistyczną Partię. Komunista jest ateistą, a chrześcijanin wierzy w Boga. Być katolikiem i komunistą w tym samym czasie jest rzeczą niemożliwą. Nawet ksiądz, który mnie uczył prawd wiary powiedział mi, że muszę odejść z partii. Ale nie miałem w sobie wystarczającej odwagi, aby to zrobić. Obawiałem się, że opuszczenie partii będzie oznaczało tragiczne konsekwencje: być może stracę pracę, a nawet stanę się ofiarą prześladowania.

Komunistyczna Partia w Chinach kontroluje wszystko. Zerwanie z nią powiązań oznacza jednocześnie utratę wszystkich nadziei na spokojne życie. Każdy, który nie jest jej zwolennikiem jest uważany za obcego.

Istnieje taka zasada w Chińskiej Komunistycznej Partii, że każdy członek musi miesięcznie dawać do partii pewną sumę pieniędzy. Jeśli ktoś nie uiszcza tej opłaty przez okres 6 miesięcy to otrzymuje karę, a czasami taka osoba jest usuwana z partii. Ponieważ nie miałem odwagi, aby opuścić partię to zdecydowałem się, że w ten sposób zostanę z niej usunięty: przez nie płacenie moich zobowiązań przez okres 6 miesięcy. Ale nic się nie stało. Cały czas nie miałem świadomości, że przewodniczący partii sam za mnie płacił moje zobowiązania! Nie wiedziałem dlaczego on to robił. Był normalną osobą: ani dobrą, ani złą. Być może pomyślał sobie, że zapomniałem zapłacić i on wsparł mnie spodziewając się ode mnie, że oddam mu należność później. Jest też wysoce prawdopodobne, że on nie chciał, aby przełożeni dowiedzieli się, że są obiboki w partii, a przez co przewodniczący wpadłby w ostrze krytyki.

Ostatecznie zdecydowałem się na przejście przez procedury i napisałem list z prośbą o usunięcie mnie z partii. Jednakże nie miałem wystarczającej odwagi, aby go przekazać. Wiele razy podejmowałem decyzje o przekazaniu mojej rezygnacji, ale ostatecznie jej nie przekazałem. Wreszcie zebrałem się na odwagę i udałem się do przewodniczącego partii dając mu moją rezygnację z działalności politycznej. Przewodniczącemu mowę odjęło, gdyż byłem pierwszą osobą, która wystąpiła z członkowstwa w partii. Moja rezygnacja wprowadziła go także w kompletne zakłopotanie.

Po mojej rezygnacji mogłem przyjąć chrzest. Ten sakrament sprawił, że zacząłem cieszyć się głębokim spokojem w sercu.

Jakiś czas później przez przypadek spotkałem mojego starego przyjaciela z partii. Przyjaźniliśmy się zanim wstąpiliśmy w szeregi komunistycznej partii. Mój przyjaciel dowiedział się, że opuściłem partię, aby zostać chrześcijaninem. Powiedział mi też, że byłem bardzo odważny, gdyż on sam nigdy nie zebrałby się na taką odwagę.

Po tym jak zostałem katolikiem nadal uczęszczałem na Mszę Świętą w każdą niedzielę, ale tylko w podziemnej społeczności, która nie jest uznawana przez komunistyczny rząd. Pewnego razu zakonnica zapytała mnie, czy chciałbym zostać księdzem, aby w pełni podążać za Jezusem. Natychmiast jej odpowiedziałem, że nie. W mojej rodzinie nie ma żadnych wiernych, a bycie księdzem oznaczałoby kolejną trudność. Jako pierwsze dziecko rodziców byłem zobowiązany przez chińską tradycję, aby wspierać moich rodziców w ich starości. Przez pójście do seminarium moi rodzice staliby się moimi pierwszymi wrogami.

Sześć miesięcy później kiedy modliłem się sam w pokoju nagle usłyszałem głos, który powiedział mi: „Pójdź za mną”. Nikogo nie było w pokoju. W sercu zrozumiałem, że to Jezus powoływał mnie do swojej służby, ale ja byłem bardzo przerażony. Bycie katolickim księdzem dla podziemnego kościoła oznacza porzucenie wszystkiego: rodziny, pracy, narażanie się na niebezpieczeństwa, objęcie krzyża, cierpienie, a nawet więzienie. Odpowiedziałem Jezusowi: „Nie!”. Jednakże moja odmowa sprawiła, że przestałem odczuwać pokój w sercu, stałem się niespokojny i przygnębiony. Nie chciałem iść za Jezusem, ponieważ miałem dobrą pracę i spokojne życie. Jednocześnie nie mogłem oprzeć się wezwaniu mojego Pana. Więc modliłem się do Boga, abym znalazł inną pracę w mieście, które jest dalej od mojego miejsca zamieszkania. W ten sposób mogłem odejść z mojej pracy bez zwracania zbytniej uwagi i wstąpić do seminarium. Pracowałem w tym dalszym mieście przez prawie dwa lata, aby zarobić tak dużo, jak to tylko było możliwe i oszczędzałem na wszystkim. Dzięki temu mogłem zostawić wystarczająco dużo pieniędzy dla moich rodziców i w końcu podążyć za głosem Jezusa. Wiedziałem, że jestem słaby i modliłem się: „Jezu, jeśli chcesz możesz mnie całkowicie uczynić swoim uczniem. To byłby naprawdę wielki cud”.

Spędziłem pięć lat w seminarium Kościoła Podziemnego. Bycie klerykiem było bardzo trudne i niebezpieczne. Pobódka o 5 rano. Po półgodzinnej medytacji wszyscy uczestniczyliśmy we Mszy Świętej, a następnie odmawialiśmy jutrznię. Po śniadaniu sprzątaliśmy miejsce naszego pobytu i zaczynały się nasze studia. Szliśmy spać o dziesiątej w nocy. Takie życie w podziemnym seminarium jest ciężkie. Mieszkałem z innymi klerykami na wsi w domu, który użyczyła nam pewna osoba świecka. Kiedy dowiadywaliśmy się, że policja odkryła miejsce naszego pobytu byliśmy zmuszeni, aby uciekać i zamieszkać w innym miejscu. W okresie pięciu lat, trzy razy musieliśmy zmienić miejsce zamieszkania. Jako seminarzyści, sami zajmowaliśmy się sprzątaniem, gotowaniem i przygotowywaniem posiłków dla każdego. Z materialnego punktu widzenia, życie było naprawdę trudne: niewiele jedzenia, kilka warzyw, prawie nigdy nie było mięsa na stole i do tego zatłoczone pokoje, w których mieszkaliśmy. Ale w sercu czułem pokój i całkowicie nową radość, która była inna od tej poprzedniej. Wśród seminarzystów istnieje silna przyjaźń i braterstwo. Trudności szybko były pokonywane, gdyż każdy z nas odczuwał miłość do drugiej osoby.

Po pięciu latach studiów nadszedł dzień moich święceń kapłańskich. W tym czasie nastała bardzo napięta sytuacja w mojej diecezji i było niebezpieczeństwo, że możemy zostać aresztowani przez policję. Więc Msza Święta, w której biskup udzielił mi święceń kapłańskich miała miejsce o 4 rano. W Chinach o tej godzinie wszyscy, nawet policjanci, śpią.

Nawet jeśli bycie katolikiem jest trudne to nasza wiara naprawdę wzmacnia nas każdego dnia. To się dzieje także dzięki kapłanom przetrzymywanym w więzieniu. Tutaj podam jeden przykład: w moim rodzinnym mieście w 1983 roku, kiedy Chiny rozpoczęły wielkie reformy ekonomiczne, były tylko trzy katolickie rodziny. Obecnie, po upływie prawie dwudziestu lat, istnieje ponad cztery tysiące. To jest prawda, że krew męczenników jest nasieniem nowych chrześcijan.

Dla mnie moją siłą jest sam Jezus Chrystus. On powiedział: „Nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem” (J 15.16). Podążając za Nim znajduję krzyż, ale także radość i pokój. Z pomocą Jego łaski zawsze będę za nim szedł pokonując wszelką trudność, jaka mnie spotka.

Father Bao Yuanjin

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: mgr Marcin Rak

Źródło: http://www.catholic-convert.com/community/conversion-stories/

 









 

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (2)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~Sykstus

08.10.2013, godz.18:30

Katolicka fundacja Pomoc Kościołowi w Potrzebie prowadzi pod nazwą: "Znicz Wiary", która wspiera prześladowanych chrześcijan w Chinach. Ta kampania wspiera także formację seminarzystów kościoła podziemnego przygotowujących się do kapłaństwa. Jeśli chcesz możesz pomóc.

~meg

06.10.2013, godz.17:12

Wspaniałe świadectwo :) Dziękuję.

Powiązane artykuły

Świadectwo powołania – ksiądz Burke Masters

Świadectwo powołania – ksiądz Burke Masters

autor: ksiądz Burke Masters

Gdyby ktoś zaproponowałby mi kontrakt na kwotę 10 milionów dolarów, abym został zawodowym graczem w pierwszej lidze baseball'owej i porzucił kapłaństwo to bym odrzucił tą propozycję. Pokój i...

dodano: 2018-08-28 MRak
Komentarzy (0)