żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Droga powrotu

autor: Justyna

użytkownik: Admin z dnia: 2015-04-19

Mając dwadzieścia siedem lat, poznałam chłopaka. Zakochałam się w nim bez pamięci. Obydwoje byliśmy wierzący, chodziliśmy do kościoła co niedzielę. Jednak jak daleko byliśmy od Boga, i jak bardzo Go krzywdziliśmy, to On wie najlepiej. Tak, można chodzić do kościoła, ale od Boga się coraz bardziej oddalać. Wiarę przede wszystkim przekazywała mi moja mama. Jak byłam dzieckiem, czytała mi Biblię dla dzieci, chodziła ze mną do kościoła, nakazywała chodzić na lekcje religii. Nigdy nie miałam okresu buntu, czy całkowitego odwrócenia się się od Pana Boga. Kiedy poznałam chłopaka, to stwierdziłam, że mam już dwadzieścia siedem lat, mam fajnego chłopaka, kochającego mnie, więc zapragnęłam bardzo, ponad wszystko małżeństwa. Sama wychowywałam się bez ojca, i moim marzeniem było stworzyć pełną rodzinę, gdzie będzie matka, ojciec i dzieci. Nie patrzyłam jednak na małżeństwo jako powołanie, jako coś, co nam dał Pan Bóg. W tym moim pragnieniu bycia żoną, było sporo egoizmu. Myślałam tylko o tym, że to jest mój plan, że na pewno to dla mnie będzie najlepsze, co mi się w życiu może przydarzyć. Często z moim chłopakiem rozmawialiśmy o małżeństwie. Myślałam sobie, wyjdę za mąż do trzydziestu lat urodzę dziecko. Raczej nie było w tych moich planach Boga, nie było rozmowy o Nim. Jednocześnie modliłam się do Boga o dobrego męża (kilka lat) i stwierdziłam, że znalazłam kandydata. Jak bardzo się myliłam.
 
Pan Bóg w pewnym momencie pogroził mi palcem i tak, jakby powiedział: „zatrzymaj się, ja mam dla Ciebie lepszy plan, ale Twoje życie ulegnie zmianie”. Pamiętam jak pewnej nocy, kiedy nie mogłam spać, Pan Bóg przyszedł do mnie w moich myślach. Zaczęłam szczerze, od serca modlić się do niego: „Panie Boże, jeśli to nie jest ten chłopak, z którym mam spędzić resztę życia, zabierz go ode mnie”. Sama dziwiłam się, skąd taka modlitwa i bałam się tego, że Pan Bóg mnie wysłucha. Bo jak się okaże, że to nie ten, który jest mi przeznaczony, to co wtedy. Stało się to, czego się obawiałam – mój chłopak, z którym łączyło mnie tak wielkie uczucie pewnego dnia przyjechał i powiedział, że on już nie może dalej ze mną być, nie wie dlaczego, ale nie może.
 
Ogarnęła mnie rozpacz, bunt i zwątpienie we wszystko. Nie chciało mi się żyć, nie miałam siły. Nie myślałam, że może to Bóg odpowiada na moją modlitwę, tylko wciąż pytałam, dlaczego taki zawód, dlaczego mnie to spotyka. Spotkałam Ojca Pocieszyciela, Ojca Szymona, to Bóg głównie za jego pośrednictwem zaczął otwierać mi oczy, serce na Boga. Zrozumiałam, że to nie ja i nie mój plan życiowy się liczy, ale Boga plan wobec mnie jest najważniejszy. Zaczęłam się uczyć pokory, której wcześniej tak bardzo mi brakowało. Za namową Ojca Szymona pojechałam na 3-dniowe rekolekcje z O. Johnem Bashoborą.
 
Na tych rekolekcjach zrozumiałam, że Bóg mnie kocha i chce dla mnie dobrze. Uświadomiłam sobie, że to, co przeżywamy, wydaje nam się dużym cierpieniem, ale to jest dla nas wybawienie. Tylko nie umiemy zaufać i uwierzyć. Zaczęłam się uczyć ufności, wiary na nowo. Wiary nie wynikającej z tradycji, ale wiary z głębi serca. To nie było tak, że rekolekcje, jedna spowiedź i już wszystko ok. To był proces, Pan Bóg zsyłał mi jeszcze wielu innych ludzi na moją drogę życia – aniołów, którzy prowadzili, podpowiadali i otaczali opieką. Jedna z koleżanek poleciła mi kazania ks. Pawlukiewicza, kolega – podesłał gazetę z przesłaniem, ewangelią Św. Jana, którą zaczęłam czytać i która stała się początkiem do czytania w ogóle Pisma Św., bo wcześniej tego nie robiłam. Przez to, że otwierało się moje serce na Boga, zaczęłam też mieć bardziej wrażliwe sumienie. Moje spowiedzi były coraz bardziej prawdziwe, oczyszczające z grzechów przeszłości, które przeszkadzały mi w otwarciu się na miłość Boga. Ta moja droga powrotu do prawdziwej wiary zaowocowała tym, że obecnie jestem od pół roku szczęśliwą mężatką. Jednak zanim Pan Bóg dał mi kochanego męża, zrozumiałam, że trzeba umieć przyjąć z pokorą to, co życie nam przynosi i ufać, że to, co się dzieje, to najlepsze dla nas rozwiązanie.
 
Podczas tej mojej drogi przemiany, modliłam się, aby Pan Bóg się zlitował, żebym już tak nie cierpiała i żeby dał mi odpowiedź, co jest moim powołaniem. Nauczyła mnie ta sytuacja również tego, że trzeba być cierpliwym, że Pan Bóg odpowie na nasze modlitwy, ale czasem trzeba trochę dłużej poczekać na tę odpowiedź. Jeśli jesteś teraz na jakimś zakręcie, spróbuj zaufać, modlić się i cierpliwie czekać. Moją ulubioną modlitwą była Koronka do Miłosierdzia Bożego. „Starajcie się naprzód o Królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane.” (Ewangelia św. Mateusza 6:33).
 
Justyna

Komentarze (8)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~Maria

18.06.2017, godz.09:34

Podziwiam i zazdroszczę zaufania Bogu oraz cierpliwości.Jetem osobą nie pierwszej młodości.Pół roku temu zachorowałam .Leczę się, modle się, ale chyba brak mi właśnie cierpliwości i zaufania.Teraz kolejna choroba zaatakowała ręce.Mieszkam sama, boję się i nic już nie rozumiem.

~stella

27.09.2014, godz.10:30

Jestem już osobą nie pierwszej młodości,ale jak Ci Justynko zazdroszcz Twojej rozwagi,Twojej mądrości.Ja brałam życie mniej rozważnie,a wiara jakaż ona był - to była namiastka wiary.Jestem matką dwojga dzieci i żoną jednego męża.Życie biegło różnie były dni jasne i te mniej,ot ludzkie życie.Kiedy moja córka zaachorowala w wieku dwudziestu lat mój świat się zaczynał powoli kruszyć,a kiedy w wieku dwudziestujeden lat corka odeszła mój świat legl w gruzach.Bog był zawsze w mojej rozpacz i to dzięki Bogu podniosłam się z upadku.Żyje ze swoim bólem już dwadzieścia jeden lat /14 pażdziernika/ale nie moge pojąć słów niektórych osób -Bóg miał w tym swój cel-Bo jaki ja nie mogę tego odczytać.Ufam Bogu staram się być w miarę dobrym człowiekiem,ale spewnością nie ma we mnietych stu procent ufności.Zserca życzę opieki Pana Boga Stella

~ted

03.11.2013, godz.04:57

Bóg zawsze ma wobec nas swoje plany których my czasami nie potrafimy zaakceptować i pogodzić się z jego wolą.A pan mówi jeżeli ja jestem w twym sercu na pierwszym miejscu to wszystko inne jest na właściwym miejscu

~

24.11.2012, godz.11:48

Droga Justyno, piękne świadectwo Miłości Jezusa i Twojej wiary i ufności. Wiem, o czym piszesz, bo sama przeżyłam takie nawrócenie. Dopóki wydawało mi się, ze ufam Panu,a tak naprawdę realizowałam swój życiowy plan, dotąd miewałam takie chwile, o jakich pisze autor wypowiedzi z 29.04.2012r. Jednak 1 czerwca tego roku skoczyłam w ramiona Jezusa "bez asekuracji", bez stawiania warunków, bez proszenia:" Panie kocham Cię, ale w tej sprawie x nie wymagaj ode mnie takiego poświęcenia". Zaczęłam uczyć się zaufania,pielęgnowac dary, którymi Pan hojnie mnie obdarza każdego dnia. Czasami były bardzo trudne chwile, zawahania, ale zawsze Pan wyprowadzał mnie na prostą. I właśnie wtedy przekonywałam się, że jesli Mu ufam, to życie jest proste (nie mylić z naiwnym!), nabiera barw. Kiedy prosiłam Go jakiś znak, co mam zrobić, o mądrość - zazwyczaj dostawałam sytuacje wymagające podjęcia trudnych decyzji. Dlaczego? Bo tylko wtedy, kiedy sama nie mam pojęcia, jaką drogę wybrać, moje kolana się zginają i szukam pomocy u Boga. On tylko na to czeka. Do tego otacza mnie Aniołami, mówi do mnie nie tylko poprzez Słowo Pisma Świętego, ale właśnie przez Anioły ukryte w różnych ludziach, przez obrazy, które pojawiają się niekiedy podczas modlitwy, przez bardzo wyraźne działąnie Ducha Świętego. Miłość Pana Boga kruszy najtwardsze serca, przemienia całe ludzkie życie, ale dopiero wtedy, kiedy my na to pozwolimy. Nigdy nie zadziałą wbrew naszej woli. Pan to Mistrz szacunku dla każdego człowieka. Pamiętajmy o tym, kiedy przyjdzie pokusa obwiniać Go za nieudaną akcję w naszym życiu. Justyno- życzę Ci wiary głębszej od najgłębszych oceanów i prawdziwej pokory, a Miłość Pana będzie z Tobą w każdej chwili. I nie należy mylić tu zaufania Bogu z zyciową naiwnością. To nie ma nic wspólnego. Chwała Panu z aJego wielkie Miłosierdzie- przebaczającą i nieoceniającą Miłość!!!!

~kara

03.09.2012, godz.16:23

To świadectwo dało mi wiele do zrozumienia.Od pewnego czasu odwróciłam się od Boga i chodziłam własnymi ścieżkami, miałam własne plany. Teraz chce podążać tylko drogą, którą poprowadzi mnie Pan.Bardzo dziękuje za piękne świadectwo:-)

~za sobą 30 lat

29.04.2012, godz.07:37

"zrozumiałam, że trzeba umieć przyjąć z pokorą to, co życie nam przynosi i ufać, że to, co się dzieje, to najlepsze dla nas rozwiązanie."- nie wiem czy to jest prawda co napisałaś. Bo to co życie nam przynosi niejednokrotnie zależy od nas, może przynieść nam grzech a to nie jest najlepsze dla nas. Nie musisz, czy nie musiałaś ranić Boga, myślę że to że raniłaś już jest przeszłością, ale to nie było najlepsze, więc to nie jest i nie było najlepszym rozwiązaniem. A to co się dzieje w życiu nie zawsze jest najlepsze (tzn. dobre), ale najwygodniej jest tak wierzyć i myśleć, bo życie wtedy jest prostsze i przyjemniejsze, a jednocześnie samousprawiedliwiamy się jakoś za ew. błędy czy niepowodzenia. Wiele jest przykładów ludzi i ich przypadków w życiu oraz wiele anty przykładów dla tej samej sytuacji przypadku innych ludzi. Powiedzmy, że Ty założyłaś szczęśliwą rodzinę, ale inna nie założy i co wtedy? Ufność w Bogu nie oznacza szczęśliwego ziemskiego zakończenia ani przebiegu sprawy, to, że tak jest u Ciebie jest nie znaczy, że u innego będzie. Przestrzegam czytających to świadectwo Pani, że tak też będzie w ich życiu tzn. dobrze w ocenie ludzi na ziemi dobrze się im potoczy życie po nawróceniu- możecie sie rozchorować, mogą was opluć, okraść, zabić, zdradzić najbliźsi- na to trzeba być gotowym i to przyjąć. Piszę to tylko po to, by czytający nie napalali się na happy end, a potem rozczarowali się. To że tu taki przykład mamy szczęśliwej kolei losu to nie jest recepta na szczęśliwe zakończenie w ocenie ziemskiej życia lub jego etapu. Ale być blisko Boga warto mino wszystko. Sam tak myślałem jak pisze autorka jak miałem 13-15lat, potem zrozumiałem, że tak nie jest. Ale Bóg jest wielki ufajmy mu i módlmy się, bierzmy nasz krzyż, ale nie mylmy pokory z naiwnością czy innymi rzeczami. Zdrowy rozsądek to podstawa, po to Bóg dał rozum komu dał, by z niego korzystać, rozeznawać dobro od zła i uzywać zdrowego rozsądku, walczyć ze złem i z tym co złe nas spotyka, zmieniać to a nie przyjmować jako najlepsze. Niech Bóg nam błogosławi na ścieżkach życia i bądźmy otwarci na jego głos. Czołem wszystkim

~henia

04.04.2012, godz.14:44

twoje nawrocenie nie jest pelne,modl sie do BOGA w imieniu JEZUSA CHRYSTUSA ABY OTWORZYL CI OCZY I OBJAWIL CI SWOJA WOLE PRZEZ CZYTANIE jego slowa,a twoje zycie bedzie pod JEGO dzalaniem,bedziesz miala z NIM spolecznosc.to jest piekne.

~jr

28.03.2012, godz.13:19

Zgadzam się. Liczy się właśnie pokora i cierpliwość. To trudne, ale im więcej się praktykuje tym jest z upływem czasu łatwiej. Ważna jest też miłość do innych ludzi. Czynienie dobra dla innych.