żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Ateizm był przyczyną mojego cierpienia

użytkownik: Admin z dnia: 2016-07-04

Chciałbym poruszyć w moim liście problem, który dotknął mnie i był przyczyną wielu moich nieszczęść. Nie tylko moich, także wielu ludzi w ciągu długich wieków. Mówię o ateizmie. To straszna rzecz: całkowite oddalenie się od Boga... Moja wiara zaczęła podupadać w siódmej klasie szkoły podstawowej. Zacząłem zadawać wiele pytań, na które nie znajdowałem odpowiedzi. Kto stworzył świat i po co? Jaki jest sens mojego życia? Skoro jest Bóg, to dlaczego pozwala, by na świecie działo się tak wiele złego? Odpowiedź po jakimś czasie nasunęła mi się sama - Bóg nie istnieje, nie istnieje żadna siła wyższa. Wszystko wokół tłumaczyłem sobie w sposób naukowy, jeśli to tak można nazwać. Wszechświat powstał w wyniku wielkiego wybuchu. A co było na początku? Nicość. Życie na naszej planecie? Kolejny przypadek. Uważałem za przypadek całe otaczające piękno. Wszystko starałem się tłumaczyć racjonalnie. Jednak po krótkim czasie pojawiły się wątpliwości. Na niektóre pytania nie mogłem znaleźć odpowiedzi. Powoli zacząłem nienawidzić cały świat. Ukojenia szukałem w alkoholu, który szybko przestał wystarczać. Pierwsze wzięcie narkotyków było równie łatwe, jak pierwszy łyk wina... Ach, jak lekko się człowiek czuje po tym, jak wspaniale! Jednak to trwa tylko jakiś czas. Po krótkim stanie euforii i ucieczki od wszystkich problemów przychodzi ból głowy i złe samopoczucie, a co najgorsze - rozgoryczenie i uczucie pustki, odrzucenia, bezsilności. To wszystko się cyklicznie powtarza. Mijał czas, byłem już w liceum. Odrzuciłem narkotyki i alkohol, ale nadal byłem odwrócony plecami do Boga. Uczucie pustki, nienawiści do całego świata i do siebie nasilało się, czułem się okropnie. Czasami siadałem w pokoju i płakałem, nie wiedząc czemu. Patrząc na wszystko, co mnie otaczało, czułem wstręt. Jakiś wewnętrzny głos mówił mi, że wszyscy ludzie mnie nienawidzą i jedyne ukojenie znajdę we własnej śmierci. Teraz wiem, że był to głos największego kłamcy i wroga człowieka - szatana. Do Kościoła czułem wstręt. Nie mogłem patrzeć na krzyż. Wywoływał on we mnie odrazę. Słowa Chrystusa w Piśmie Świętym uważałem za totalny nonsens i nie mogłem ich czytać. Żyłem opleciony mackami grzechu w przeróżnej postaci. Raniłem innych ludzi, śmiejąc się z ich wiary. Czułem się dobrze wśród takich jak ja. Każdy dzień mojego życia wydawał się niczym nie różnić od innych. Moje życie cechowała monotonia: szkoła, telewizja, sen, szkoła, telewizja... Nieznośna monotonia. Bezsens istnienia, życie w grzechu, codzienny samogwałt, traktowanie ludzi jak przedmioty, które można wykorzystać, a potem wyrzucić. Tak wyglądało moje życie, ale... do czasu. Jezus chciał, żebym do Niego powrócił. Pewnego dnia, po koncercie ewangelizującej kapeli rockowej poczułem potrzebę rozmowy. Rozmawiałem z dwójką młodych ludzi zakochanych w Bogu. Miałem dość już mojego codziennego życia, pełnego bólu i rozgoryczenia. Chciałem zmiany i nie wiedziałem, że ona jest tak blisko mnie. Rozmawiając z tymi ludźmi nie czułem jakoś odrazy do ich słów wielbiących Boga. Naprawdę chciałem powrotu do Boga, tylko nie wiedziałem, jak to zrobić. Odczuwałem potrzebę, żeby ktoś przemówił do mnie językiem Jezusa, językiem Miłości, który dotrze do mnie i znów pozwoli kochać innych. Chrystus przemówił do mnie przez tamtych ludzi. Rozwiał moje wątpliwości, wszedł do mojego serca i teraz już nie pozwolę Mu wyjść za żadne skarby świata. Napełnił mnie Swoją miłością. Po tamtym wydarzeniu przyszedłem do domu i zacząłem czytać Pismo Święte. Już nie czułem odrazy do słów Jezusa: chłonąłem je całym sobą. Tej nocy nie mogłem zasnąć. Ciągle czułem obecność jakiegoś niezmierzonego dobra. Zrozumiałem, że przyczyną mojego wewnętrznego bólu był ateizm, za którym kryje się szatan. Wyspowiadałem się i przyjąłem Ciało Chrystusa. Po Mszy Św. usiadłem przed ołtarzem i zacząłem płakać rzewnymi łzami. Czułem jak Miłość Chrystusa wypełnia całą mą duszę. To był płacz szczęścia i działanie Boga... Jezus swoją Miłością wyciągnął mnie z macek szatana i przywrócił sens mojego życia. Dzięki Ci Boże! Wasz brat Przemek

Komentarze (6)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~tadzik

01.06.2016, godz.13:59

Piękne doświadczenie z Bogiem. Widać musiałeś przejść przez to by poznać jego miłość do ciebie i ludzi bez względu na to kim są i co robią . Najważniejsze jest w ty wszystkim aby przypominać i miłości Boga do nas , mój Boże nie nawracać , każdy ma swoją drogę do Boga , może być wyboista, kręta i prosta ale własna nie ważne kiedy i w jaki w sposób do niej dotrzesz czy znajdziesz, przy ostatecznym odejściu z tego świata Bóg każdemu daje możliwość przyjęcia Jego miłości , bo życie dalej trwa . Serdecznie pozdrawiam:-)

~maria

05.12.2015, godz.13:37

cos pieknego kogos uzdrowic.

~lukasz

05.02.2015, godz.12:50

gratulacje dla niego i podziękowania za swiadectwo. A napisz, proszę, jak trafiłeś na koncert? Co to za zespól?

~Sławek z Opola

11.07.2012, godz.01:18

Oj ~DC widać, że wielu rzeczy nie rozumiesz... W zdaniu "Całkowite oddalenie się od Boga" chodzi o to, że on o tym dowiedział się po nawróceniu, wcześniej nie myślał o tym, że całkowicie jest oddalony od Boga, bo w niego nie wierzył przecież. "Ateista w szponach Szatana? Paradoks, przyjacielu. Ateiści i w Szatana nie wierzą" Słuchaj ~DC to nie jest żaden paradoks, bo to czy wierzysz w szatana czy nie wierzysz popełniając grzech jesteś w szponach szatana. Przeczytaj pismo święte, bo one jasno o tym mówi. Czyli jeśli jesteś ateistą to nie możesz być zniewolony przez szatana? Właśnie najbardziej zniewoleni są ci, którzy są najdalej od Boga. "A, co ciekawe, sataniści w swojej naiwności nie widzą, że wierząc w Szatana automatycznie wierzą w Boga. " Tak zgadza się, bo skoro wierzą w byt nie widzialny stworzony ręką Boga to i automatycznie wierzą w jego stwórce... to jasne..

~ktosiek

28.09.2011, godz.10:06

napisał o "oddaleniu" z perspektywy człowieka obecnie wierzącego, nie widze w tym nic złego. Samo świadectwo jest piękne - znam niestety kilku ateistów, którzy też nie są szczęśliwi w życiu. Ludzie ogólnie szukają szczęścia tam, gdzie go nie ma. Gdy go nie znajdą przez całe życie umierają rozgoryczeni, pełni nienawiści do całego świata. Stają wtedy przed Bogiem z wielkimi oczami i zdziwieniem: "to... Ty istniejesz?". A Bóg pewnie wtedy pokazuje 100-ki sytuacji życiowych kiedy starał się nam to potwierdzić, pokazać. Tylko że Bóg robi to na swój sposób, a nie ludzki. Wielu ludzi uważa, że skoro Bóg nie występuje w telewizji, to pewnie go nie ma. Nie ma kamer, reporterów, wywiadów z Bogiem.... no to go nie ma. Ale on jest! I codziennie daje nam o tym znać. Codziennie przed naszymi oczami można znaleźć setki dowodów na jego istnienie, tysiące cudów.

~DC

01.05.2011, godz.15:56

"Całkowite oddalenie się od Boga" - jak piszesz - zakłada a priori istnienie Boga, więc do kitu z taką definicją ateizmu. Ateista w szponach Szatana? Paradoks, przyjacielu. Ateiści i w Szatana nie wierzą. A, co ciekawe, sataniści w swojej naiwności nie widzą, że wierząc w Szatana automatycznie wierzą w Boga. Ostatnio w szkołach propaguje się czytanie ze zrozumieniem. A co z pisaniem?