żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Moje zabite dziecko odmawiało za mnie różaniec

autor: Karen

użytkownik: MRak z dnia: 2019-10-21

Moi rodzice byli gorliwymi luteranami. Mam jeszcze ośmioro rodzeństwa. W domu panowała surowa atmosfera. Nie mogliśmy oglądać telewizji, pójść do kina, słuchać laickiej muzyki, pić alkoholu, przekłuwać uszu, farbować włosów lub nakładać makijaż. W każdą środę i niedzielę chodziliśmy do zboru na nabożeństwo. Oprócz tego braliśmy udział w zbiórce pieniędzy lub rekolekcjach, organizowanych przez pastorów. Co wieczór odmawiałam modlitwę Ojcze Nasz i śpiewałam pieśń: „Jezus Kocha Mnie” z mamą, która nas tuliła. Dzieciństwo było radosnym okresem w moim życiu.

Kiedy miałam 12 lat padłam ofiarą molestowania seksualnego. Kiedy było już po wszystkim miałam wrażenie, że stałam się ohydną chrześcijanką, której Bóg nigdy nie kochał. Przez dwa lata nie powiedziałam nikomu o tym okropnym wydarzeniu. Ostatecznie opowiedziałam mojej mamie, że padłam ofiarą molestowania seksualnego. Chociaż mama wspierała mnie to chłopak, który mnie skrzywdził nie poniósł żadnych konsekwencji. Zanim powiedziałam o wszystkim mamie myślałam, że zaszłam w nieplanowaną ciążę.

Byłam osobą skrytą, naiwną i zawsze starałam się przymilić się każdemu. Bez przerwy padałam ofiarą głupich żartów zarówno w szkole i zborze z powodu mojej figury i nieśmiałości. Kiedy byłam nastolatką nigdy nie czytałam Biblii, nie modliłam się ani prawdziwie nie praktykowałam wyznawanej wiary. Chodziłam do zboru na nabożeństwa, studiowałam niewielki Katechizm Luterański i zachowywałam pozory po to, abym otrzymała potwierdzenie przynależności do Kościoła Luterańskiego.

W 1989 roku ukończyłam szkołę średnią. Zostałam pomocnikiem opiekunek w domu spokojnej starości. Zarobki przeznaczałam na ukończenie studiów zaocznych z informatyki. Po ukończeniu collegu wstąpiłam do sił powietrznych. Byłam pierwszą kobietą w mojej rodzinie, która służyła w wojsku. To spowodowało wielkie oburzenie. Rodzice powiedzieli, że wojsko nie jest dobrym miejscem dla kobiety, która jest chrześcijanką. Moja rodzina, przyjaciele i kongregacja ostrzegała mnie przed złem tego świata. Pomimo tego postanowiłam wstąpić do armii.

W tym miejscu dodam, że kiedy miałam 18 lat przestałam być gorliwą protestantką. Nie wierzyłam już w zasady, które narzucali pastorzy. Nie chciałam być taką hipokrytką, jakimi byli moi przyjaciele. Uznałam, że najlepszym rozwiązaniem będzie porzucić Luteranizm. W dzieciństwa uczono mnie, że Luteranizm jest jedyną i prawdziwą wiarą. Postanowiłam zostać ateistką. Moja najlepsza przyjaciółka powiedziała mi, że jeśli się nie nawrócę to pójdę do piekła. Dostałam wiele listów od różnych osób, w których wzywano mnie do pokuty i wiary w Ewangelię. Byłam rozdarta w sercu. Wierzyłam w Boga, ale nie praktykowałam wyznawanej wiary.

Podczas szkolenia dużo imprezowałam, upijałam się i miałam wielu chłopaków, z którymi chodziłam na randki. Bóg i wiara nie miały dla mnie żadnego znaczenia. W wojsku odniosłam wiele sukcesów. Awansowałam na starszego szeregowego. Byłam specjalistką z informatyki. Zostałam sekretarką generała. Oprócz tego byłam odpowiedzialna za organizację szkolenia i ceremonii ukończenia szkoły podoficerskiej. W 1993 roku otrzymałam nagrodę roku z dziedziny zarządzania informacjami. Myślałam tylko o pracy i dobrze się bawiłam. Byłam kuszona przez przyjemności tego świata. Wzywałam jedynie Boga tylko wtedy, kiedy miałam jakąś potrzebę.

Pewnego dnia przyjaciółki zaproponowały mi, abym z nimi uczestniczyła w seansie spirytystycznym z wykorzystaniem tabliczki ouija. Zgodziłam się. Poszłyśmy do pokoju i rozpoczęłyśmy seans. Tabliczka zaczęła ruszać się sama. Wywróżono mi, że będę miała dwoje dzieci i własną działalność gospodarczą, Musiałam odpowiedzieć na pytania, na które tylko ja znałam odpowiedź. Podczas seansu przestraszyłam się, uciekłam z tego pokoju, nigdy więcej tam nie wróciłam i nigdy nie dotknęłam tabliczki ouija. Za każdym razem kiedy mijałam ten barak, w którym odbył się seans spirytystyczny to chłód ogarniał moje ciało. Teraz wiem, że wtedy otworzyłam na oścież drzwi mojego serca dla Szatana. Byłam niepraktykującą chrześcijanką i słuchałam głosu tego świata.

Kiedy miałam 22 lata byłam specjalistką od informatyki i archiwistką w miejscowej bazie lotniczej. Potem awansowałam do stopnia sierżanta. W wojsku służyłam przez siedem lat. Kiedy kariera nabierała tempa stoczyłam się na samo dno, ponieważ skrzywdziłam siebie i innych.

Kiedy miałam 23 lata zaszłam w nieplanowaną ciążę. Mój chłopak, z którym chodziłam na randki przestraszył się. Byłam podekscytowana, że jestem w ciąży i powiedziałam o wszystkim mojej rodzinie. Jednak mój chłopak nalegał, abym poddała się aborcji. Zgodziłam się, bo chciałam być dla niego miła. Pewnego dnia spytałam moje koleżanki co myślą o aborcji. Odpowiedziały, że na początku ciąży to nie jest dziecko tylko zlepek komórek. Uwierzyłam w to kłamstwo. Niektóre z nich miały za sobą niejedną aborcję. Jedna zabiła dwójkę swoich dzieci, a druga cztery razy poddała się aborcji.

Byłam zdenerwowana. Zadzwoniłam do miejscowej kliniki aborcyjnej i umówiłam się na wizytę. Koleżanki zabrały mnie do tej placówki. Nie pamiętam żadnych szczegółów podczas rozmowy z konsultantką. Nie wiem, czy ktoś spytał mnie o to, czy wiem, na co się godzę. Pamiętam tylko, że zgodziłam się na zabicie mojego nienarodzonego dziecka. Nie pamiętam jak wyglądał aborcjonista, który przeprowadził aborcję. Kiedy wsunięto mi kaniulę do narządów płciowych wiedziałam, że moje dziecko umarło. Moje łono krwawiło i poczułam przeszywający ból. Wiedziałam, że to co zrobiłam, było złe. Gorzko zapłakałam. Miałam żal i wyrzuty sumienia. Po wszystkim okłamałam moją rodzinę i powiedziałam im, że miałam poronienie. Jednak mój brat dostrzegł kłamstwo i powiedział mi, że poddałam się aborcji. Okłamałam go mówiąc, że nie.

Miałam wrażenie, że Bóg nigdy nie wybaczy mi tego co zrobiłam i nigdy mnie nie pokocha. Nienawidziłam samą siebie. Byłam okropnie smutna. Codziennie tęskniłam za dzieckiem, które zginęło podczas aborcji. Przez kilkanaście lat cierpiałam na głęboką depresję. Jednocześnie zaczęłam wołać do Boga, aby doprowadził mnie do prawdy. Chodziłam na nabożeństwa do różnych zborów, należących do różnych odłamów protestanckich. Kilkanaście razy próbowałam powrócić do Kościoła Luterańskiego. Tam ponownie przyjęłam chrzest. Jednak potem porzuciłam ten Kościół, ponieważ w nim nie znalazłam żadnego szczęścia. W 1998 roku wyszłam za mąż za mężczyznę, który jest katolikiem. Rok później w czerwcu przyszła na świat moja córeczka, która przyjęła chrzest w wierze Kościoła Katolickiego. Sześć lat później dzięki Łasce Bożej nawróciłam się na Katolicyzm. Po nawróceniu Duch Święty wzywał mnie, abym szukała ratunku w sakramentach i odnowieniu mojej relacji z Bogiem. Jestem jedyną osobą w rodzinie, która przeszła na Katolicyzm. Dzięki temu mogłam odpokutować grzeszną przeszłość, znaleźć uleczenie i uwolnić się z ciężkich grzechów, które popełniłam i wybaczyć tym, którzy mnie skrzywdzili w przeszłości kiedy byłam dzieckiem. Bóg chciał, abym była z Nim zjednoczona w Jego owczarni, przez sakramenty i abym mogła pokochać samą siebie. Przez działanie Ducha Świętego Bóg pokazał mi, że zawsze mnie kochał.

Moim pierwszym potężnym doświadczeniem mocy Ducha Świętego była pierwsza spowiedź którą odbyłam przed przystąpieniem do sakramentu bierzmowania. Po wyznaniu wszystkich grzechów, włączając w to grzech aborcji, kapłan dotknął mojej głowy i udzielił mi rozgrzeszenia. W tamtym momencie miałam wrażenie, że w moim sercu zapłonął ogień z nieba. Poczułam delikatne ciepło w sercu, które ogarnęło całe ciało. Byłam tak wzruszona, że upadłam na podłogę i zaczęłam płakać z radości.

W kwietniu w 2006 roku, zaraz po przystąpieniu do sakramentu bierzmowania, udałam się na rekolekcje, dzięki którym otrzymałam uwolnienie z syndromu postaborcyjnego. Rekolekcje, które prowadził pewien kapłan trwały 3 dni. Oprócz mnie było jeszcze siedem innych kobiet, które podobnie jak ja zabiły własne nienarodzone dzieci podczas aborcji. W piątek każda z nas opowiedziała swoje świadectwo. W sobotę mieliśmy mszę świętą i modlitwę. Potem odbyły się rozmowy o wierze i refleksje z Pisma Świętego, które poruszyły nas do łez. W niedziele zaplanowano mszę świętą w intencji naszych dzieci. W sobotę po południu poproszono nas, abyśmy się pomodliły do Ducha Świętego, aby nam objawił płeć nienarodzonego dziecka zabitego w wyniku aborcji. Potem każda z nas miała wybrać imię dla tego dziecka. Pamiętam jak poszłam do kaplicy. Płacząc wzięłam do ręki niebieski różaniec. Po raz pierwszy w życiu zaczęłam odmawiać modlitwę różańcową. Trzymając krzyż zaczęłam odmawiać Credo, zastanawiając się nad płcią mojego nienarodzonego dziecka. Cały czas szlochałam. Nagle w sercu usłyszałam głos Matki Bożej i małego chłopczyka. Zrozumiałam, że to był chłopiec. Uświadomiłam sobie, że Maryja i mój syn byli ze mną w kaplicy. Słyszałam ich głosy i czułam ich obecność. Oprócz tego słyszałam, jak odmawiali różaniec razem ze mną. Kiedy kładłam się do łóżka słyszałam głos Matki Bożej. Maryja powiedziała mi, abym dobrze spała. Tamtego dnia Bóg udzielił mi szczególnej łaski.

W niedzielę po mszy świętej w intencji naszych dzieci nienarodzonych napisałam list do mojego syna, który zginął w wyniku aborcji: „W ten piękny dzień na koniec rekolekcji kapłan odprawił za ciebie mszę święta za ciebie i inne dzieci, które zginęły na wskutek aborcji lub poronienia. Rozpaczam i płaczę za tobą. Jednocześnie rozmawiam z tobą i myślę o tobie mój syneczku! Muszę ci powiedzieć, że Łaska Boża jest naprawdę niesamowita. Wielbię Boga za łaskę nawrócenia i za to, że wyrzucił Diabła z mojego życia na zawsze. Dzięki Łasce Bożej i mocy sakramentu pojednania grzech ciężki, którym była aborcja utonął w morzu Bożego Miłosierdzia. Za to będę wdzięczna Bogu do końca życia.

Mój syneczku wiem, że modliłeś się za mnie. Dzięki przewodnictwu Ducha Świętego, modlitw Matki Bożej, twojego pradziadka i wszystkich świętych w Niebie odnalazłam dom w Kościele Katolickim. Dziękuję ci za to, że nadal modlisz się za mną do Boga. Kocham cię i dziękuję ci, moje śliczne dziecko! Brakuje mi ciebie. Wybacz mi! Zawsze cię kochałam i na zawsze pozostaniesz w mym sercu! Twoja mama”.

Mój syn nazywa się Matthew John. Gdyby żył to by miał 24 lata. Zginął podczas aborcji 7 października 1996 roku – w święto Matki Bożej Różańcowej.

Dzięki pomocy rekolekcjom dla kobiet, które dokonały aborcji i Kościoła Katolickiego Łaska Boża zmieniła moje życie. Teraz wiem, że Bóg mnie kocha, nawet wtedy kiedy uciekałam od Niego.

W mojej rodzinie również rozpoczął się proces uleczenia. Kiedy moja córka miała 14 lat powiedziałam jej o aborcji jej brata. Płakała po przeczytaniu listu do Matthew. Tak mi powiedziała: „Mamo cieszę się, że za drugim razem nie posłuchałaś Diabła”. Rozpłakałam się i mocno ją przytuliłam. Dziękuję Bogu za moją córkę, wspaniałego męża i za wszystkie łaski, jakie spadły na moją rodzinę.

Trzy lata temu powiedziałam wszystkim w mojej rodzinie o aborcji w obecności mojej córki. Moi rodzice płakali kiedy dowiedzieli się o tym. Powiedzieli mi, że w przeszłości byli przekonani, że zabiłam własne nienarodzone dziecko. Czekali na dzień, kiedy sama im powiem o aborcji. Moje siostry i szwagierki płakały i przytulały mnie. Natomiast bracia zastanawiali się dlaczego poddałam się aborcji i jak to jest możliwe, aby ktoś zabił swoje nienarodzone dziecko. Odpowiedziałam im, że można być jednocześnie dobrym chrześcijaninem i dobrą osobą, Jednak Diabeł jest mistrzem w okłamywaniu ludzi. Takimi kłamstwami, na które wiele osób dało się nabrać jest stwierdzenie, że aborcja jest dobra lub grzech jest OK. W rzeczywistości tak nie jest.

Wiem, że nie jestem jedyną osobą, która poddała się aborcji i teraz za nią żałuje. Dzieląc się moim świadectwem z innymi spotkałam wiele kobiet i mężczyzn, którzy cierpią w milczeniu z powodu utraty swoich dzieci w wyniku aborcji. Bóg przemienił moje serce, które w przeszłości było zimne jak lód. Dał mi zadanie, abym stanęła w obronie każdego życia, pocieszała te kobiety które dokonały aborcji i aby inne osoby nie popełniły tego samego błędu, który sama popełniłam w przeszłości. Dzięki Łasce Bożej mogę być sobą. Jestem wdzięczna Bogu za to, że mnie kocha. Stwórca usunął z mojej duszy te bolesne doświadczenia z przeszłości. Dzięki temu moja relacja z nim rośnie. Teraz potrafię Bogu bezgranicznie zaufać.

Od 2006 roku jestem wolontariuszką w duszpasterstwie, które zajmuje się niesieniem pomocy dla kobiet, które dokonały aborcji. Mam wrażenie, że Bóg wzywa mnie, abym publicznie dzieliła się z innymi aborcją, w wyniku której straciłam własne nienarodzone dziecko.

Módlmy się, aby Bóg udzielił łaski pokuty i nawrócenia dla kobiet, które poddały się aborcji lub osobom, które pomogły w dokonaniu aborcji lub zabijają nienarodzone dzieci. Módlmy się za tych, którzy opłakują swoich braci, siostry, wnuki lub krewnych, którzy zginęli podczas aborcji. Dziękuję Ci Jezu za Twoją Ofiarę i niekończącą się miłość, jaką nas darzysz.

Dziękuję za wysłuchanie mojego świadectwa.

Karen

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Marcin Rak

Źródło:http://www.silentnomoreawareness.org/testimonies/testimony.aspx?ID=3908

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Powiązane artykuły

Sakrament pokuty uleczył mnie ze skutków grzechu aborcji

Sakrament pokuty uleczył mnie ze skutków grzechu aborcji

autor: Pauline M. Wilson

W sercu miałam cały czas poczucie winy, którego nie mogłam się pozbyć. Przez ponad 15 lat prześladowała mnie myśl o dziecku, które mogłam urodzić i mieć. Nienawidziłam samą siebie za poddanie się...

dodano: 2019-07-30 MRak
Komentarzy (0)