żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Od beznadziejności do nadziei

autor: Paul Williams

użytkownik: MRak z dnia: 2019-09-17

Ponad 20 lat temu nawróciłem się na Buddyzm. Potem przeszedłem na katolicyzm. Obecnie należę do III Zakonu Świętego Dominika Guzmana. W moim świadectwie chcę poruszyć dwie kwestie: Buddyzm i reinkarnacja. Moje nawrócenie na Katolicyzm było przemianą od prawdziwej beznadziejności do nadziei.

Wychowywałem się w rodzinie, która należała do Kościoła Anglikańskiego. Jednak w domu nie panowała atmosfera religijna. Krewni ze strony mojego ojca byli gorliwymi anglikanami, a niektórzy byli kapłanami w Kościele Anglikańskim. Natomiast krewni ze strony mojej mamy nie byli praktykującymi anglikanami. Pewnego dnia babcia ze strony mojej mamy powiedziała, że gdyby mogła to przeszłaby na buddyzm.

W ostatnim czasie odkryłem, że mój dziadek ze strony mojej mamy był katolikiem, który odszedł od Kościoła Katolickiego i nawrócił się na Anglikanizm. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego tak postąpił.

Kiedy byłem dzieckiem śpiewałem w chórze w zborze anglikańskim. Niestety mutacja głosu zaczęła się u mnie wcześnie. Z tego powodu zostałem dyrygentem chóru. Kierowałem śpiewem przy pomocy mimiki twarzy. W ten sposób nauczyłem się gestów, które potem wykorzystywałem podczas mojej kariery nauczyciela akademickiego.

Na początku lat 60. otrzymałem sakrament bierzmowania w Kościele Anglikańskim z rąk anglikańskiego biskupa Dover. Zostałem szafarzem komunii. Będąc nastolatkiem zacząłem buntować się przeciwko wszystkim zasadom, jakie w przeszłości uznawałem. Kiedy zbliżały się egzaminy na koniec szkoły średniej przestałem dyrygować w chórze, zrezygnowałem z posługi szafarza i odszedłem od Kościoła Anglikańskiego.

Studiowałem filozofię na uniwersytecie w Susex. Po ukończeniu studiów wykładałem ten przedmiot na tej samej uczelni. W miarę upływu czasu zainteresowałem się medytacją wschodnią, hinduską kulturą i filozofią. Potem obroniłem doktorat z Buddyzmu na uniwersytecie w Oxford.

W 1973 roku, po wielu przemyśleniach nawróciłem się na Buddyzm. Na początku 1980 roku byłem nauczycielem akademickim na uniwersytecie w Bristol. Tam założyłem grupę promującą Buddyzm, która istnieje do dzisiaj i nosi nazwę Centrum Buddyzmu. Moja kariera naukowa obracała się wokół Buddyzmu. Oprócz tego promowałem tę religię w telewizji, w radiu i podczas konferencji naukowych, w których brałem udział. Jednocześnie prowadziłem publicznie dialog z chrześcijanami. Chciałem nawrócić ich na Buddyzm.

Poza filozofią, interesowała mnie również medytacja wschodnia. Buddyzm był religią bardziej racjonalną, praktyczną i egzotyczną dla mnie i moich przyjaciół. Wyznawcy tej religii nie wierzą w Boga. Myśleliśmy, że Bóg nie istnieje, a zło, które istnieje na świecie, potwierdzało ten stan rzeczy. Chrześcijanie, których znaliśmy, również podważali istnienie Boga wraz z gorliwymi ateistami. Ja i moi przyjaciele straciliśmy wiarę w istnienie Boga kiedy staraliśmy się być tak obiektywni, jak to tylko jest możliwe. Wyznawca Buddyzmu ma ogromnie wyrafinowany system moralności, duchowości i światopoglądu, który nie wymaga wiary w Boga. Argumenty, z których wynikało, że Bóg istnieje, były odrzucane. Natomiast wyznawca Buddyzmu mógł medytować z innymi wiernymi.

Reinkarnacja

Jednak w miarę upływu czasu pojawiały się wątpliwości co do tej religii. Wynikały one z wiary w reinkarnację i karmę - doktryny Buddyzmu. Wyznawcy tej religii wierzą w powtórne wcielenie. Twierdzą, że nie można ustalić kim była dana istota na początku historii świata. Zgodnie z tą religią każda osoba po śmierci może odradzać się wielokrotnie pod wieloma postaciami. Bóg nie jest potrzebny, aby rozpoczęła się seria reinkarnacji.

Obecnie wiara w reinkarnację występuje powszechnie, nie tylko wśród wyznawców Hinduizmu lub Buddyzmu. Także Chrześcijanie wierzą w powtórne wcielenie. Chociaż wiara w reinkarnację była bardzo dobrze znana w Starożytnej Grecji i Rzymie to nigdy nie była częścią Chrześcijaństwa. Ta doktryna jest nie do pogodzenia z niektórymi głównymi prawdami wiary chrześcijańskiej, włączając w to ogromną wartość każdej osoby i sprawiedliwość Boga. Jeśli ponowne wcielenie istnieje to tym samym człowiek nie ma żadnej nadziej na życie wieczne. Doktryna reinkarnacji jest straszna. Kiedy byłem wyznawcą Buddyzmu to uważałem, że nie mam żadnej nadziei na życie wieczne w Niebie.

Wyobraźmy sobie osobę, która dowiaduje się, że została skazana na śmierć, a jutro odbędzie się egzekucja, która nie będzie bezbolesna. Taka osoba jest przestraszona nie dlatego, że umrze w bólu. Być może źródłem jej strachu jest świadomość zbliżającej się śmierci i przekreślonych planów życiowych. Prawdopodobnie boi się, że na zawsze straci rodzinę, przyjaciół lub wpadnie w wielką otchłań nicości. Teraz wyobraźmy sobie kata, który delikatnie obejmuje swoją ofiarę i mówi jej, że wszystko będzie w porządku. Nie jest źle. Ta osoba umrze w godzinach rannych następnego dnia, ale wierzy w doktryny Buddyzmu lub Hinduizmu. Zgodnie z nimi jest przekonana, że po śmierci nastąpi powtórne wcielenie, ale tym razem będzie karaluchem w Ameryce Południowej. Taka osoba nadal będzie przestraszona. Zgodnie z wiarą w reinkarnację nie powinna się bać, ponieważ po śmierci będzie żyć nadal, ale tym razem jako karaluch. Te owady, poza tym że zdobywają żywność, trują ludzi i robią to co im się podoba, mają jakiś cel w życiu. Takiej osobie spodoba się takie życie kiedy się do niego przyzwyczai. Oczywiście być karaluchem oznacza porzucenie przyjaciół i rodziny. Jednak rodzinę i przyjaciół można też utracić przez: wojnę, kłótnie, wygnanie lub śmierć. Po powtórnym wcieleniu taka osoba będzie miała nowych przyjaciół i nową rodzinę wśród karaluchów, które pozna. Nie będzie tak źle, jeśli się przyzwyczai. Najważniejsze, że taka osoba po śmierci będzie żyła. Mimo wszystko nie będzie zadowolona, że po śmierci zostanie karaluchem w Ameryce Południowej, ponieważ czuje wstręt do tych owadów i nie chciałby stać się jednym z nich.

Nikt nie potrafi wyobrazić sobie, że może stać się karaluchem. Takie życie nie byłoby wesołe. Na początku pojawiłyby się problemy z poruszaniem się na wszystkich nogach. Oprócz tego nikt nie jest w stanie pojąć co to znaczy być karaluchem, ponieważ w jego ciele nie jest się człowiekiem tylko owadem. Nikt nie wie jaka jest wyobraźnia i marzenia tych owadów.

Tym co najbardziej przeraża tą osobę, która umrze rano i powtórnie się narodzi jako karaluch jest po prostu jej koniec. Nie potrafi sobie wyobrazić tego, że po śmierci stanie się tym owadem. Jeśli reinkarnacja jest prawdziwa to tym samym ani ta osoba ani jej bliscy nie przeżyją. Powtórne wcielenie oznacza koniec jej unikalnego życia i początek nowego, które z pierwszym nie ma nic wspólnego.

Wyznawca Buddyzmu nie widzi w tym nic złego. Nawet jeśli ktoś przyzna mu rację to śmierć oznacza dla umierającego koniec. Wyznawcy tej religii i inni, którzy popierają reinkarnację, unikają tego tematu. Używają akrobacji językowej, stosując określenia: „moje ponowne narodzenie” lub „koncepcja przyszłego życia”. Jednak każde powtórne wcielenie nie będzie jedyne w swoim rodzaju. Oprócz tego nikt nie będzie przejmował się czyimś powtórnym wcieleniem.

Kiedy byłem wyznawcą Buddyzmu zacząłem dostrzegać te kwestie. Nie miałem żadnej nadziei na przełamanie cyklu reinkarnacji. Owszem w Buddyzmie istnieje taki stan, który nazywa się nirwana. Wyznawcy Buddyzmu wierzą, że taki stan ducha jest bardzo trudny do osiągnięcia przez prostych wiernych. Nirwana jest zarezerwowana tylko dla bohaterów. Tym samym razem z moimi przyjaciółmi uświadomiłem sobie, że nie mieliśmy szans na osiągnięcie takiego stanu. Wobec tego, nasze życie nie ma sensu, ponieważ po śmierci jesteśmy skazani na ciągłą reinkarnację, która będzie trwała wiecznie. Konkludując te przemyślenia: Buddyzm stał się dla mnie religią, która nie miała żadnego sensu.

Teraz zastanawiam czy w przeszłości, kiedy wyznawałem Buddyzm, uważałem tę religię za prawdziwą? Święty Paweł dobrze wiedział, że w Chrześcijaństwie jest nadzieja na życie wieczne po śmierci.

Karma

Teraz skupimy się na teorii karmy, która idzie w parze z wiarą w reinkarnację. Zgodnie z nią nasze dobre i złe uczynki będą miały pozytywne lub negatywne konsekwencje w naszym życiu. Jeśli złamię sobie palca, takie bolesne doświadczenie jest konsekwencją zła, jakie kiedyś popełniłem w przeszłości, w poprzednim wcieleniu. Natomiast jeśli postępowałem dobrze, to zgodnie z zasadami karmy, rzecz wygląda następująco: kiedy jakaś osoba unika negatywnych konsekwencji swojego postępowania, wtedy inne osoby doświadczają tej przykrej sytuacji – jaką jest na przykład złamanie palca.

Wyobraźmy sobie dyktatora, który na łożu śmierci karze zabić tysiąc ludzi. Potem umiera i, zgodnie z nauczaniem karmy, nigdy nie poniesie kary za zło jakie popełnił. Tym samym nie będzie innej osoby, która powtórnie się narodzi, przyjdzie na jego miejsce i poniesie karę za zło, które wyrządził ten władca. Co się stanie z dyktatorem? Owszem inna osoba, która powtórnie narodzi się będzie cierpieć z powodu zła, którego dyktator dopuścił się w poprzednim wcieleniu. Nawet jeśli przyjmiemy, że nowo narodzone dziecko, które jest wcieleniem dyktatora, bardzo cierpi z powodu jego czynów z poprzedniego wcielenia. Rodzi się pytanie, czy cierpienie dziecka może wynagrodzić zło, którego dopuścił się dyktator? Taka sytuacja nie daje odpowiedzi na zło, które obecnie szerzy się na świecie. Po za tym dziecko nie jest powtórnym wcieleniem osoby, która uczyniła wiele złego w poprzednim życiu.

Buddyści nie uznają istnienia Boga, ponieważ istnienie Stwórcy jest nie do pogodzenia z doktryną karmy. Reinkarnacja oznacza wyrzucanie ludzkich istnień do kubła historii.

Chrześcijaństwo ma nadzieję

Oczywistym dla mnie stało się to, że jeśli byłem osobą, która powtórnie narodziła się, to wkrótce moje życie przestanie istnieć, nawet jeśli po śmierci stałbym się karaluchem w Ameryce Południowej. Zgodnie z prawdami wiary, w tej religii, nie jestem tą samą osobą będąc owadem. Czy któryś z wyznawców Buddyzmu może być pewny, że po śmierci stanie się na przykład Afrykańczykiem, Anglikiem mieszkającym w Bristol? Stanowisko Buddyzmu w tej kwestii jest jednoznaczne – reinkarnacja zaprzecza powtórnemu wcieleniu tej samej osoby, która w przeszłości umarła. Tym samym ta koncepcja jest nie do pogodzenia z godnością istoty ludzkiej.

Natomiast Chrześcijaństwo głosi, że każda osoba jest obdarzona godnością. To nie jest żaden przypadek, że przyszliśmy na ten świat. Nasze życie jest bezcenne. Każdy z nas jest unikalnym Boskim stworzeniem. Każdy z nas jest kochany przez Stwórcę. To jest podstawa całej chrześcijańskiej moralności. Jezus umarł za każdego z nas na krzyżu. Nasz Zbawiciel nie poniósł męki aby złamać błędne koło reinkarnacji. Umarł, aby nas wyrwać z grzechu. Każdy z nas jest niepowtarzalny. Wiele osób powiela mit, że Chrześcijaństwo odnosi się z nienawiścią do piękna ciała fizycznego. To nieprawda. Chrześcijaństwo to również religia, która z szacunkiem odnosi się ciała każdej osoby.

Reinkarnacja jest całkowitym przeciwieństwem chrześcijaństwa. Jeśli po śmierci jest życie, potwierdza to fakt zmartwychwstania Jezusa, to tym samym nie da się tego pogodzić z powtórnym wcieleniem. Reinkarnacja i unikalna wartość osoby ludzkiej to dwie rzeczy, które nie mają ze sobą nic wspólnego. Chrześcijańska koncepcja śmierci jest nadzieją a nie pustą otchłanią lub nicością. Tym samym śmierć nie oznacza zerwania naszych więzów z rodziną lub przyjaciółmi.

Wniosek

Te kwestie stopniowo oddzielały mnie od Buddyzmu. W Chrześcijaństwie jest nadzieja życia po śmierci. Dlatego chciałem zostać chrześcijaninem. Wróciłem do wiary, którą porzuciłem. W swojej książce (Nieoczekiwana Droga) opisałem szczegółowo moje nawrócenie. Dzięki łasce Bożej zacząłem szukać Boga. Przekonałem się, że jest wiara w Boga, a wyznawcy Buddyzmu są w błędzie. Nie mogłem być już Buddystą. Stałem się Teistą. Starannie studiowałem wiarę chrześcijańską. Wiara w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa była tym, co mnie przyciągnęło do Chrześcijaństwa. Tym samym Chrześcijaństwo stało się dla mnie bardziej racjonalną religią. Początkowo nie chciałem zostać katolikiem. Jednak, w miarę upływu czasu, kryteria odrzucenia Kościoła Katolickiego jako jedynego Kościoła stały się bezpodstawne. Tak też moje poszukiwanie doprowadziło mnie do Kościoła Katolickiego. Nigdy nie żałowałem tej decyzji.

Paul Williams

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Marcin Rak

Źródło:http://whyimcatholic.com/index.php/conversion-stories/buddhist-converts/65-buddhist-convert-paul-williams

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.