żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Przez łaskę i miłosierdzie

autor: Dora

użytkownik: MRak z dnia: 2019-08-19

Chciałabym podzielić się z wami moim świadectwem po to, aby ludzie zrozumieli zło aborcji.

Kiedy miałam 19 lat zaszłam w nieplanowaną ciążę. Byłam zdenerwowana i zaniepokojona. Jednocześnie chciałam urodzić dziecko, które rozwijało się w moim łonie. Zrobiłam sobie test ciążowy, który dał wynik pozytywny. W tym czasie rodzice byli w pracy i byłam w domu z bratem. Weszłam do jego pokoju i powiedziałam mu, że jestem w ciąży. Mój brat zdenerwował się. Wstał i trzasnął oknem tak mocno, że szyba pękła. Byłam przestraszona i zdenerwowana. Mój niepokój narastał kiedy myślałam sobie jak zareagują moi rodzice, kiedy dowiedzą się, że jestem w ciąży. Przyszło mi do głowy, abym poddała się aborcji, ale natychmiast odrzuciłam tą myśl.

Miałam skurcze w brzuchu, kiedy zastanawiałam się co mam powiedzieć mojemu chłopakowi. Zebrałam się na odwagę i powiedziałam moim koleżankom, że jestem w ciąży. Dodałam, że boję się powiedzieć o tym moim rodzicom i nie chcę poddać się aborcji. Chciałam pozostawić to dziecko przy życiu. Spytałam, czy mogły mi jakoś pomóc. Po przedyskutowaniu wszystkich opcji moje koleżanki obiecały, że mi pomogą tak, abym nie poddała się aborcji. Kiedy wychodziły z mojego mieszkania w bloku przyszedł mój chłopak. Zastanowiło go to, że miałyśmy łzy w oczach. Był przekonany, że coś było tak. Pożegnałam się z koleżankami, które życzyły mi powodzenia.

Powiedziałam mojemu chłopakowi, że jestem w ciąży. Spytałam go: „Co powiemy naszym rodzicom?”. Tak mi odpowiedział: „Są inne opcje do wyboru”. Natychmiast poczułam się rozczarowana i zasmucona. Ogarnął mnie strach, zaniepokojenie, złość, niezadowolenie, beznadziejność i niepokój. Powiedziałam mu, że zastanowię się nad tym. Postanowiliśmy, że zamieszkamy razem w jego mieszkaniu po tym, jak powiemy naszym rodzicom o wszystkim. Do dzisiaj nie wiem dlaczego zabrałam do samochodu nasze zdjęcie. Gdybym mogła cofnąć czas, to powiedziałabym mojemu chłopakowi, że chcę pozostawić to dziecko przy życiu.

Kiedy przyjechaliśmy do mieszkania, które wynajmował jego współlokator i dwóch przyjaciół oglądali telewizję. Powiedzieliśmy co się stało. Nie przypominam sobie ich reakcji. Tym co mi utknęło w pamięci było to, że wszyscy siedzieli ze mną w pokoju gościnnym i przez cały wieczór mówili mi, że najlepszym rozwiązaniem byłaby aborcja. Powiedziałam, że nie jestem pewna. Natomiast oni nadal tłumaczyli, że jesteśmy młodzi i nie damy rady wychować dzieci. Byłam bardzo zaniepokojona. Myślałam, że jeśli pozostawię dziecko przy życiu to nie będę miała żadnego wsparcia. Mój chłopak powiedział, że jego starszy brat zrobił dziecko swojej dziewczynie. Jego rodzice byli bardzo rozczarowani. Z powodu nieplanowanej ciąży jego plany życiowe legły w gruzach. Nie chciał rozczarować swoich rodziców tak, jak jego starszy brat. Byłam obsesyjnie zakochana w moim chłopaku. Myślałam sobie, że go stracę jeśli pozostawię dziecko przy życiu. Nie chciałam, aby przeze mnie czuł się przygnębiony. Byłam przekonana, że poświęcam się dla niego. On i jego przyjaciele uważali, że aborcja będzie dla nas najlepszym rozwiązaniem. Uległam presji i uwierzyłam w kłamstwa, które mi powiedzieli. Tym samym podjęłam najgorszą decyzję w moim życiu. Chociaż z jednej strony zgodziłam się na aborcję to nadal czułam się samotna i miałam wrażenie, że popadam w depresję.

Tydzień później mój chłopak umówił mnie na wizytę w klinice aborcyjnej Planned Parenthood. Sama poszłam do tej placówki, ponieważ mój chłopak był w pracy. Ochrona była dopięta na ostatni guzik. Na zewnątrz wielu działaczy pro – life protestowało przeciwko aborcjom, które przeprowadzano w tej klinice. Stojąc w holu widziałam wiele młodych dziewczyn. Niektóre płakały, a inne wyglądały jak zombi. Natomiast chłopaki, z którymi przyszły przeglądali strony internetowe na telefonach komórkowych, słuchali muzyki i nie próbowali ich pocieszyć. Zachowywali się tak, jakby przyszli na zabieg do dentysty. Oprócz mnie było kilka dziewczyn, które same przyszły do kliniki. Byłam przestraszona i smutna. Cały czas starałam się przekonać samą siebie, że to była najlepsza decyzja. W pewnej chwili pielęgniarka poprosiła mnie do biura. Tam powiedziano mi, co się stanie. Aborcjoniści dali mi niewielki kubek z pigułkami poronnymi, które miałam zażyć. Powiedziano mi, że ta pierwsza seria pigułek uniemożliwia dalszy rozwój dziecka w moim łonie, ale nie powoduje poronienia. Bardzo żałowałam tego, że zabiję własne dziecko. Płacząc spytałam pielęgniarkę, czy mogę jeszcze zastanowić się nad moją decyzją. Wyjaśniłam jej, że nie jestem pewna, czy zniosę to wszystko. Tak naprawdę szukałam wsparcia u kogoś. Pielęgniarka powiedziała mi, że tak, ale jednocześnie zachęciła mnie do zażycia pierwszej dawki antykoncepcji awaryjnej. Posłuchałam jej. Potem chciałam pozostawić dziecko przy życiu. Nie chciałam zażyć drugiej dawki, która spowodowałaby poronienie. Jednak pielęgniarka powiedziała, że jeśli tego nie zrobię to moje dziecko urodzi się z wadami wrodzonymi, niepełnosprawnością lub upośledzeniem. Nie mogłam znieść tego, że moje dziecko będzie cierpieć z powodu decyzji, jaką podjęłam. Teraz gdybym mogła cofnąć czas to zrobiłabym wszystko, aby pozostawić moje nienarodzone dziecko przy życiu. Niestety strach, który przejął kontrolę nade mną, zmusił mnie do zabicia mojego nienarodzonego dziecka.

Wróciłam do mieszkania mojego chłopaka. Czekałam na czas, kiedy będę musiała zażyć drugą dawkę, która wywołuje poronienie. Pamiętam jak siedziałam na kanapie z moim chłopakiem i jego kolegami i oglądaliśmy telewizję. Czułam się całkowicie odrętwiała. Dla nich to było nic wielkiego – kolejne popołudnie z przyjaciółmi. Nadal zastanawiałam się nad moją decyzją, którą podjęłam. Czułam, jak pękało mi serce.

Nadszedł czas, aby zażyć drugą dawkę. Po dziesięciu minutach poczułam w sobie bardzo intensywne skurcze. Ból był nie do zniesienia. Poszłam do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Poczułam w sobie najbardziej intensywny ból, którego nigdy przedtem nie doznałam. Usiadłam na muszli klozetowej. Chciałam krzyczeć, ale dotarło do mnie, że mój chłopak i jego koledzy byli w pokoju gościnnym i oglądali telewizję. Wzięłam ręcznik do ust i ugryzłam go po to, aby zagłuszyć krzyk. Miałam wrażenie, że zaraz stracę przytomność. Kiedy wstałam zobaczyłam krew, która była wszędzie. Oprócz tego zobaczyłam kawałki ciała mojego nienarodzonego dziecka w muszli klozetowej. Tego widoku nigdy nie zapomnę. Przewróciłam się i miałam wrażenie, że zaraz stracę przytomność. Byłam zaniepokojona tym, że mój chłopak i jego koledzy mogą coś zauważyć. Uklękłam i zaczęłam sprzątać łazienkę. Nie chciałam aby przestraszyli się tym widokiem. Kiedy wyszłam z łazienki omal nie zemdlałam. Mój chłopak zaniósł mnie do łóżka.

Nic nie pamiętam, co wydarzyło się w ciągu dwóch tygodni. Pamiętam, że cały czas leżałam w łóżku i płakałam. Nic nie jadłam, ani nie kąpałam się. Nie odbierałam telefonów, nie poszłam do szkoły ani do pracy. Nie chciałam wyjść z łóżka, ani pójść na badanie kontrolne do kliniki aborcyjnej. Jednak mój chłopak nalegał, abym poszła. Kilka tygodni po dokonaniu aborcji przy pomocy pigułki dzień po, poszłam do kliniki na badanie kontrolne. Pielęgniarki, które mnie badały powiedziały, że aborcja nie przebiegła pomyślnie ponieważ niektóre kawałki ciała mojego nienarodzonego dziecka nadal były w moim łonie. Istniała jedna szansa na milion, że pigułka poronna nie wydali wszystkich części ciała zabitego dziecka nienarodzonego. Musiałam poddać się zabiegowi usunięcia tych szczątków z mojego łona. Powiedziano mi, że gdybym nie przyszła na badanie kontrolne to bym umarła. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do pokoju na zabieg. Na korytarzu były kobiety, które wrzeszczały z bólu. Miałam wrażenie, że znalazłam się w sali tortur. Zabrano mnie do biura, w którym powiedziano mi co się stanie. Łzy lały mi się z oczu i trzęsłam się z paniki. Kiedy pielęgniarka zobaczyła co się ze mną dzieje zaproponowała mi bardzo silny środek przeciwbólowy. Po zażyciu czułam się sparaliżowana, zarówno pod względem fizycznym jak i emocjonalnym. Znowu czułam się jak zombi.

Po konsultacji zabrano mnie do sali zabiegowej. Wchodząc zobaczyłam stół chirurgiczny i narzędzia chirurgiczne we krwi. Główna pielęgniarka była wściekła z powodu tego, co zobaczyłam. Nie pamiętam czy najpierw posprzątali ten bałagan, czy zabrali mnie do innej sali. Podczas zabiegu usuwania szczątków wiedziałam, że moje dziecko bardzo chciało przyjść na świat. Poczucie winy ogarnęło całą moją osobę. Chciałam, aby ten zabieg już skończył się, żebym wróciła do domu i położyła się w łóżku. Po zabiegu zadzwoniłam po mojego chłopaka, aby zabrał mnie do domu. Powiedziałam mu o wszystkim. Udało mu się wyjść z pracy wcześniej. Wychodząc zobaczyłam działaczy pro – life, którzy stali przed kliniką. Na jednym z plakatów, który trzymali przeczytałam to zdanie: „Aborcja jest morderstwem. Za poddanie się aborcji pójdziesz do piekła”. Po dokonaniu aborcji czułam się tak, że zasługuje jedynie na piekło. Kiedy wsiadłam do samochodu pamiętam jak głośno płakałam. Nie mogłam znaleźć pocieszenia w uciskach i słowach mojego chłopaka.

Następne sześć miesięcy mojego życia były pełne mroku i depresji. Zaczęłam upijać się, palić marihuanę i okaleczać się brzytwą po to, aby pozbyć się bólu i poczucia winy, które w sobie czułam. Pewnej nocy napisałam list pożegnalny, w którym żegnałam się ze wszystkimi, których kochałam. Jednak dzięki Łasce Bożej nie popełniłam samobójstwa. Nie mogłam znieść myśli jak bardzo cierpiałaby moja mama, gdybym to zrobiła. Miłość jaką darzyłam moją matkę sprawiła, że nie odebrałam sobie życia. Dzisiaj dziękuję Bogu za to, że przypomniał mi o tej miłości. To ocaliło moje życie.

Uzbierałam ogromny dług ponieważ nie pracowałam. Rzuciłam szkołę, w której przygotowywałam się do zawodu pielęgniarki. Straciłam apetyt i schudłam. Nie odwiedzałam moich przyjaciół i rodziny. Cały czas leżałam na łóżku i kurczowo trzymałam się mojego chłopaka. Na wskutek poronienia rozwinęło się kilkanaście torbieli na jajnikach. W rezultacie zachorowałam na gruczolistość śródmaciczną. W ciągu 2 lat przeszłam kilka operacji. Lekarze powiedzieli mi, że w przyszłości będę mogła mieć dzieci. W głębi serca byłam przekonana, że to jest kara, na którą zasłużyłam za to, co zrobiłam. Oprócz tego co tydzień miałam nagłe ataki paniki i zdiagnozowano u mnie nadpobudliwość.

Związek z moim chłopakiem legł w gruzach. Z powodu dokonanej aborcji prowadziłam destrukcyjne życie. Uprawiałam seks z każdym poznanym mężczyzną. Upijałam się trzy lub cztery razy w tygodniu. Codziennie zażywałam narkotyki. Robiłam takie rzeczy, które mogły skończyć się śmiercią. Nic mnie już nie obchodziło. Byłam chodzącym trupem, a ożywiałam się wtedy, kiedy dobrze się bawiłam podczas imprezowania. Próbowałam pozbyć się smutku przez upijanie się alkoholem.

Pewnego dnia byłam w parku. Stanęłam twarzą w twarz ze stanem, w jakim się znajdowałam. W tym czasie chodziłam na randki z moim najlepszym przyjacielem ze szkoły średniej. Jego rodzina znała moją przeszłość erotyczną. Mój nowy chłopak pisał mi w smsach, że jego matka była zaniepokojona tym, że się spotykamy. Od 3 do 15 roku życia byłam 12 razy molestowana seksualnie. Jego rodzina wiedziała o tym. Jego matka była niepewna, czy w przyszłości będę mieć dzieci. Wiedziała, że wiele kobiet, które poddały się aborcji nie może mieć dzieci. Czytając te sms'y zobaczyłam dno, w jakim się znajdowałam. Miałam wrażenie, że moje serce pękło na drobne kawałki. Płakałam, ponieważ poznałam prawdę o sobie samej.

Byłam katoliczką i w przeszłości uczęszczałam do katolickich szkół. W tamtym momencie poczułam, że potrzebuję Jezusa. Prosiłam Go o pomoc i przebaczenie. Chciałam, aby mnie uleczył. Tamtego dnia znalazłam Jezusa Chrystusa.

Jezus prawdziwie uleczył mnie. Zaprowadził mnie na terapię, gdzie rozpoczął się proces uleczenia mojej traumy związanej z molestowaniem seksualnym i aborcją. Na pierwszym spotkaniu terapeutka zaproponowała mi terapię która mogła trwać od 1 roku do 3 lat. Jednak po 6 miesiącach uznała, że kontynuowanie terapii jest niepotrzebne. Powiedziała mi, że nigdy nie widziała tak szybkiego uzdrowienia, jakie mnie spotkało. Wiem, że to było działanie Łaski Bożej. Tylko Bóg mógł dokonać coś takiego.

Chociaż na zawsze będę żałować mojej decyzji i opłakiwać stratę mojego dziecka to wiem, że Bóg mi wybaczył i po 11 latach wybaczyłam sobie samej. Zawsze będę szukała uleczenia ponieważ nikt nie jest w stanie całkowicie uleczyć emocjonalnego bólu związanego z aborcją.

Dzielę się z wami moim świadectwem, aby pokazać zło aborcji, które wyrządzane jest zarówno kobiecie jak i niewinnemu dziecku. Wiele kobiet samotnie cierpi z powodu dokonanej aborcji.

Znalazłam uleczenie w Jezusie Chrystusie, który pokazał mi, że im bardziej dzielę się moim świadectwem, to tym więcej znajduję pokoju w sercu. To dlatego dzielę się moim świadectwem głośno i dumnie.

„Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa” (2 Kor 12,9).

Nie jestem już tą samą załamaną kobietą, którą byłam. Bóg zebrał mnie do kupy. Jestem Jego nowym stworzeniem. Chwała Jezusowi za przebaczenie, jakie mi udziela.

Teraz jestem dzieckiem Boga – czystą i trzeźwą kobietą, która nie kaleczy samej siebie. Jestem szczęśliwą żoną i matką dwóch chłopców. To wszystko otrzymałam dzięki Łasce i Miłosierdziu Jezusa Chrystusa.

Dora

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Marcin Rak

Źródło:http://www.silentnomoreawareness.org/testimonies/testimony.aspx?ID=3997

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Powiązane artykuły

Poznałam zło antykoncepcji awaryjnej

Poznałam zło antykoncepcji awaryjnej

autor: Kelly

Chodziłam na randki z chłopakiem. Potem zakochaliśmy się w sobie. Niestety od samego początku naszego związku uprawialiśmy seks, który przejął kontrolę nad nami. Myślałam, że jestem...

dodano: 2019-07-09 MRak
Komentarzy (1)