żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część czwarta

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

użytkownik: MRak z dnia: 2019-06-11

Dom jest tam, gdzie jest twoje serce

W więzieniu cierpiałem jeszcze bardziej niż w obozie pracy. Zamknięto mnie w bardzo małej celi. Cały dzień musiałem siedzieć ze skrzyżowanymi nogami. Nie wolno mi było wstać ani choćby przeciągnąć się. Jeśli chciałem pójść do ubikacji lub przepłukać gardło wodą to musiałem prosić strażnika o pozwolenie. Kiedy je dostałem mogłem wstać. Nie mogłem z nikim rozmawiać ani nawet spać. W przeciwnym razie byłbym poddany bolesnej chłoście języka.

Dla kogoś kto nie wierzy w Boga dzień w więzieniu jest jak cały rok. Natomiast ja miałem wiarę i tym samym byłem w stanie uświadomić sobie, że nasz dom jest tam, gdzie jest nasze serce. Miałem spokojne sumienie. Wszystkie cierpienia, jakie znosiłem z miłości do Jezusa, stały się dla mnie radością.

Ostatecznie postanowiłem złożyć apelację do Trybunału Ludu. Pomyślałem sobie, że nawet Bóg ma ostatnie słowo jeśli chodzi o los ludzi. Musiałem zrobić wszystko, co było w mojej mocy, aby rozwiązać moją sytuację. Po ośmiu latach moja sprawa była jak kamień wrzucony do oceanu. Nikt nic nie wiedział. Pewnego dnia w 1983 roku, kiedy już miałem porzucić wszelką nadzieję dotyczącą apelacji, pewien przedstawiciel partii komunistycznej powiedział mi bym pozostał w mojej celi. Ten urzędnik załatwił mi skierowanie do szpitala, abym odpoczął. Zastanawiałem się co się kryło za tym „specjalnym traktowaniem”. Jeden ze starszych więźniów zinterpretował to jako pierwszy krok na drodze do mojego natychmiastowego wypuszczenia na wolność. I tak się stało. Kilka dni później kapitan sekcji więzienia odpowiedzialny za indoktrynację powiedział mi: „Twoją sprawę sąd ponownie rozpatrzył. Jesteś niewinny i wyjdziesz na wolność”.

Potem dowiedziałem się, że mój siostrzeniec, który mieszka w USA, był osobą, która bardzo natrudziła się podczas składania petycji w moim imieniu, żebym wyszedł na wolność.

Wreszcie w domu

Przeszedłem przez wszystkie formalności wymagane do opuszczenia obozu pracy w północno – wschodnich Chinach. Wiedziałem, że wkrótce będę mógł powrócić do Canton. Jednak nie napisałem natychmiast do księży posługujących w katedrze „Shishi”, aby powiadomić ich o moim powrocie. Wiele mogło się zmienić w Canton podczas tych 30 lat, kiedy mnie nie było, biorąc pod uwagę zarówno księży jak i rozwój Kościoła. Co więcej, wyglądało tak, jakbym nic nie wiedział o życiu w mieście będąc zamkniętym na wsi przez 30 lat. Potrzebowałem okresu przejściowego zanim przyzwyczaiłbym się do życia w Canton. Postanowiłem zamieszkać z moją siostrą, która pracowała w stoczni marynarki wojennej w miejscowości Huangbu. Postanowiłem pozostać tam przez jakiś czas, aby zrozumieć czego Bóg oczekiwał ode mnie.

Po 6 miesiącach odpoczynku stopniowo adaptowałem się do życia w mieście. W tym okresie wierni z katedry „Shishi” odwiedzali mnie w Huanbgu. Ludzie ci zaprosili mnie abym powrócił do katedry i służył katolickiej społeczności. To naprawdę było tym, na co czekałem przez tak długi czas. Zastanawiałem się co się stało z moimi wiernymi, kiedy byłem od nich odseparowany. Jak radzili sobie przez te długie i zawiłe lata? Czy moi starzy przyjaciele nadal tam byli? Czy mnie rozpoznają? Te i tysiące innych pytań pojawiło się w mojej głowie. Byłem bardziej zniecierpliwiony niż kiedykolwiek aby poznać odpowiedzi na powyższe pytania.

Postanowiłem powrócić do Shishi, do mojej gromadki wiernych. Wracając zobaczyłem z daleka moją ukochaną katedrę górującą nad całym miastem jak świątynia. Wyglądała dokładnie tak samo, jak trzydzieści lat temu. Dwie wysokie iglice katedry wyglądały jak dwie ręce, które mnie witały. Natychmiast przyspieszyłem. Chciałem znaleźć się w objęciach mojej ukochanej Matki. Chciałem schronić się w Jej rękach i pozwolić, aby moje serce przemówiło. Kiedy znalazłem się przed przebarwionymi drzwiami łzy zaczęły spływać mi po twarzy. Energicznie otworzyłem drzwi i zobaczyłem wnętrze katedry w ruinie1. Poczułem zimny wiatr, który powiał mi mocno ze wszystkich stron, a moje kolana zaczęły się trząść. O moja ukochana Matko, jaką agonię tyś przeszła! Co za żal i zniewagi! Czy chcesz, abym ci coś powiedział? Ty wszystko rozumiesz, ponieważ osobiście doświadczyłaś tego wszystkiego.

Nie wiem jak długo klęczałem w katedrze. Pamiętam że kiedy wstałem poczułem, że zniknął wielki ciężar, który przygniatał mnie przez te wszystkie lata. Czułem się wolny. Obiecałem mojej ukochanej Matce, że resztę życia wykorzystam dobrze, aby być wiernym sługą jej Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa.

Kiedy odprawiłem moją pierwszą niedzielną mszę świętą po powrocie do katedry Shishi byłem tak wzruszony, że prawie nie mogłem słowa powiedzieć. Po zakończeniu liturgii wyszedłem ze świątyni, aby przywitać się z katolikami. Wierni byli bardzo szczęśliwi, kiedy mnie otoczyli. „Cudownie! Ksiądz Tan powrócił...”, „Proszę księdza, czy ksiądz pamięta moją córkę? Teraz ma dwoje dzieci...”, „Proszę księdza mój syn studiuje na uniwersytecie...” - tak mi mówili ci serdeczni wierni. Głębokie zmarszczki na ich twarzach i siwe włosy mówiły o wielkich cierpieniach, przez które przeszli. Moje oczy były wilgotne od łez, a w gardle mnie ścisnęło. Nic nie powiedziałem. Położyłem moje ręce na ich głowach i pobłogosławiłem ich. Tylko miłość Boga mogła ich pocieszyć, dodać otuchy i podtrzymać na duchu.

„Pochłonięty” przez ludzi

Kiedy katedrę „Shishi” otwarto ponownie wszystko musieliśmy zaczynać od początku. „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” (Łk 10,3). Kapłani posługujący w katedrze byli w podeszłym wieku i chorzy. W porównaniu z nimi byłem jak „ mały braciszek”. Oczywistym było to, że wziąłem na siebie bardziej wymagające zadania, takie jak odwiedzanie chorych i prowadzenie katechez.

Stopniowo liczba katechumenów zwiększała się: młodzi i starsi pochodzący ze wszystkich warstw społecznych, robotnicy, studenci, lekarze, pielęgniarki, inżynierowie, nauczyciele, służący w domach, a nawet uczniowie szkół średnich. Wszyscy chcieli poznać nauczanie Kościoła Katolickiego i stać się Jego członkami. Dla dobra katechumenów nie wychodziłem nigdy z domu, z wyjątkiem poważnego powodu. Nie było wyznaczonych godzin dla prowadzenia katechez. Katechumeni mogli przyjść kiedy im pasowało, a ja ich nauczałem. Moja praca była tak ciężka, że zachorowałem. Trafiłem do szpitala. Tam cierpiałem z powodu przemęczenia i osamotnienia. Byłem bardzo osłabiony i potrzebowałem odpoczynku. Leżałem w szpitalu przez kilkanaście tygodni, dostając lekarstwa i zastrzyki. Nic nie wskazywało, że wkrótce odzyskam zdrowie. Na prośbę bliskich osób wyszedłem ze szpitala i udałem się na wypoczynek do kościoła w Yunfu.

Yunfu, który także zwie się „Little Guilin”2 był naprawdę pięknym miejscem do odpoczynku. Kościół znajdował się pośrodku stromych wzgórz. Okolica była spokojna, a powietrze było czyste, świeże, napełnione zapachem kwiatów i śpiewem ptaków. Ktoś pomyślałby, że jest to raj. Chrześcijanie utrzymywali się z sadzenia warzyw i hodowli drobiu. Zaprzyjaźniłem się z księdzem Ma, który był w starszym wieku. Razem radośnie rozmawialiśmy podczas posiłków. Mój apetyt poprawił się. Rano i wieczorem jeździliśmy z księdzem Ma na rowerach albo spacerowaliśmy po wzgórzach. Dobrze bawiliśmy się przy tym i bardzo szybko wróciłem do zdrowia.

Katolicy, którzy bardzo mnie lubili pisali listy, w których zachęcali mnie, abym dobrze wypoczął zanim wrócę do zdrowia. Pisali, że nie musiałem szybko wracać do katedry „Shishi” twierdząc, że moje zdrowie było ważniejsze. Yunfu było naprawdę pięknym miejscem. Jednak w głębi serca słyszałem głosy, które wzywały mnie, abym wrócił do „Shishi”. Miałem wrażenie, że ktoś chciał mi powiedzieć: „Nie jesteś już młody. Twoje dni są policzone. Mnóstwo pracy czeka na ciebie w Canton. Wracaj i nie zwlekaj!”. Następnego dnia postanowiłem wrócić do „Shishi”.

Rano poinformowałem księdza Ma o mojej decyzji. Spojrzał na mnie z powątpiewaniem: „Jesteś pewien, że chcesz opuścić do urocze miejsce?” - spytał mnie ksiądz Ma. „Naprawdę jest to malownicza kraina, ale to nie jest moje miejsce i tym samym szkoda mojego trudu, abym tu pozostał...” - to dodam, że wtedy powiedziałem słowa, które pochodzą ze słynnego klasycznego utworu Denglou Fu. Zastanawiałem się jak zapamiętałem ten fragment, który uczyłem się w szkole średniej.

Katedra „Shishi” nie zmieniła się. Wieść rozeszła się wśród katolików. Wielu z nich przyszło, aby upewnić się, że wyzdrowiałem. Niektórzy grzecznie doradzali mi abym już nie przeciążał się pracą. Wierni sugerowali mi, że mógłbym zredukować liczbę katechez przez łączenie niektórych z nich. Byłem bardzo poruszony troską i zaniepokojeniem wiernych. Błagałem Boga aby ich nagrodził.

Wszystko dla Kościoła

Otrzymałem wiele łask od Boga w ciągu tych wszystkich lat. Co mogłem zrobić w zamian? Chciałbym poświęcić za Jego Kościół wszystkie moje siły aż do stopnia poświęcenia mojego życia. Mam nadzieję, że Bóg wysłucha mojej modlitwy i przyjmie moją ofiarę.

Jestem osobą szczerą. Nie boję się o szczegóły. Nie mówię w sposób nieszczery tylko po to aby zaimponować innym. Wydaje mi się, że na moje życie miał wpływ okres trzydziestu lat pracy na wsi w północno – wschodnich Chinach. Ludzie, którzy dobrze mnie znają, krytykują mnie za to, że jestem szorstki i uparty. Muszę powiedzieć, że nadal nie przyzwyczaiłem się do skomplikowanego myślenia ludzi, którzy mieszkają w mieście. Przyjaciele, którzy niepokoją się o mnie, zawsze mi radzą abym spróbował zaadaptować się. Jednak mój problem jest taki: jak mogę poddać się ludziom i rzeczom, które nie znają mojej wrażliwości? Jak mogę zmienić moje myślenie tak, aby pozostawić innych w spokoju?

Doświadczyłem surowego życia w obozie pracy w północno – wschodnich Chinach. Głód był największym cierpieniem. W tym czasie myślałem sobie, że cierpienie skończy się kiedy będę miał wystarczająco dużo pożywienia. Teraz rozumiem, że ból pustego brzucha nie jest prawdziwym cierpieniem. Ból, który rozrywa serce pochodzi z niezrozumienia, zazdrości, braku zaufania i obojętności wśród ludzi. Jestem prostym człowiekiem. Nie potrafię zrozumieć dlaczego ludzie nie potrafią traktować się nawzajem z otwartym sercem i szczerze. To się dzieje dlatego, że nie chcemy tak postępować. Czy są gdzieś jakieś inne przeszkody?

Na szczęście Bóg, mój Pan, jest hojny i łagodny. Jeśli nadal będę sumienie wypełniał moje obowiązki, Stwórca będzie dla mnie miły i odpuści mi moje błędy i wady. Dlaczego powinienem obawiać się krytyki ze strony innych osób i z powodu faktu, że mogą być niezadowoleni z kontaktów ze mną? Dlatego zawsze kiedy słyszę niesłuszne oskarżenia ze strony ludzi pod moim adresem wznoszę moje serce do Boga i ofiarowuję mu je prosząc, aby przyjął moją ofiarę?

Mam szczególne nabożeństwo do świętego Jana Bosko. Jego wspaniałe życie jest dla mnie źródłem wielkiego pocieszenia i zachęty. On też znosił każdą trudność i nie zwracał żadnej uwagi na krytykę, kiedy przyjaźnił się z osobami opuszczonymi, uciskanymi, nicponiami i pochodzącymi z marginesu społecznego. Słuchał i zachęcał ich aby uczyli się zawodu. Stopniowo nawracał ich i prowadził do Chrystusa. Kiedy święty Jan Bosko starał się zrealizować swoje marzenia to musiał przy tym pokonać wiele przeszkód i sprzeciwu ze strony ludzi. Wiele osób uważało go za skończonego szaleńca, a nawet próbowali zamknąć go w zakładzie dla umysłowo chorych. Święty Jan Bosko miał wielką wiarę w Boga. Wiedział, że Bóg zaopiekuje się nim i będzie go chronić.

To, czym teraz się zajmuję, jest niewystarczające w porównaniu z dziełem świętego Jana Bosko. Moją szczególną uwagę poświęcam dzieciom i młodym ludziom. Za każdym razem, kiedy stawiam czoło trudnościom lub czuję się przygnębiony, błagam świętego Jana Bosko o pomoc, mając nadzieję, że poprowadzi mnie na mojej drodze życia. Nasz Zbawiciel Jezus Chrystus w sposób szczególny kochał dzieci. Powiedział w Ewangelii: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie... bo do takich należy Królestwo Boże” (Mt.19,14). Nie tylko kocham dzieci, ale również chciałbym, aby w swojej czystości i prostocie były podobne do Jezusa Chrystusa.

Ciąg dalszy nastąpi

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Marcin Rak

Źródło:The Red Book of Chinese Martyrs. Ignacius Press. San Francisco. s.41-85.

Przypisy

1.Podczas niespokojnych 10 lat Rewolucji Kulturalnej wszystko, co było w środku katedry (ołtarze, krzesła, ławki, konfesjonały, figury świętych, itp.) zniszczono i spalono. Renowacja katedry rozpoczęła się w 1979 roku. Kiedy ksiądz Tan powrócił do Canton oczywistym było to, że wnętrze świątyni nie wyglądało tak, jak przed jego aresztowaniem. Po remoncie 9 lutego 2007 roku katedrę ponownie poświęcono.

2. Guilin, którego nazwa znaczy las cynamonowy, to miejscowość znajdująca się na obszarze chińskiej prowincji Guangxi. Powszechnie panuje przekonanie, że w tej miejscowości znajduje się najpiękniejszy krajobraz w całych Chinach, który zalicza się do najbardziej malowniczych terenów na świecie.

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Powiązane artykuły

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część druga

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część druga

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

Moją zbrodnią było nauczanie religii podczas odbywania kary więzienia. To było najcięższe przestępstwo, za które więzień może być oskarżony. Taka osoba brała udział w spotkaniu publicznym, którego...

dodano: 2019-05-28 MRak
Komentarzy (0)
Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część pierwsza

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część pierwsza

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

Kiedy zostałem księdzem po raz kolejny ofiarowałem moje życie Jezusowi Chrystusowi. „Żyć dla Niego i umrzeć dla Niego” - to zdanie stało się moim mottem życiowym. Obiecałem sobie, że...

dodano: 2019-05-21 MRak
Komentarzy (0)
Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część trzecia

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część trzecia

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

W tym czasie wiedziałem doskonale, że nie popełniłem żadnego przestępstwa i tym samym moje „dobrowolne” przyjęcie wyroku nie miało nic wspólnego z kwestionowaniem mojej niewinności....

dodano: 2019-06-04 MRak
Komentarzy (0)
Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część piąta

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część piąta

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

Przykład i duchowa formacja, które otrzymałem od mojej matki, były tak silne, że zachowałem moją wiarę pomimo tych okrutnych tortur i wszystkich decydujących okoliczności w moim późniejszym życiu.

dodano: 2019-06-18 MRak
Komentarzy (0)