żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część druga

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

użytkownik: MRak z dnia: 2019-05-28

Nie mam srebra ani złota

Tajny agent Partii Komunistycznej przebywał ze mną w celi w ciągu pierwszych lat więzienia. Musiał być skuty łańcuchem na nogach w kostkach dzień i noc ponieważ był żołnierzem i tajnym agentem. Oprócz tego był codziennie przesłuchiwany. Jego los był znacznie gorszy niż mój. Bolało mnie kiedy widziałem go wyczerpanego i załamanego. Zaprzyjaźniłem się z nim. Zastanawiałem się, jak mogłem chociaż trochę ulżyć mu w cierpieniu. Rano nie wiedziałem co przyniesie wieczór i starałem się przeżyć do jutra. W jaki sposób mogłem pomóc innym?

W tym momencie przyszły mi na myśl słowa św. Piotra apostoła: „Nie mam srebra ani złota, ale co mam, to ci daję” (Dz 3,6). Tym, co posiadałem był Jezus Chrystus. Coś w środku pobudzało mnie do działania. Ostatecznie postanowiłem przejść do rzeczy: porozmawiać z moim współwięźniem o Jezusie Chrystusie. Powiedziałem do niego: „Bardzo cierpisz. Wierzę, że jedynie Jezus Chrystus może złagodzić twój ból”. Następnie pokrótce wyjaśniłem mu nauczanie Kościoła Katolickiego i nauczyłem go robić znak krzyża.

Mój towarzysz przyjął Jezusa jako swojego Pana. Następnego dnia widziałem jak robił znak krzyża. W milczeniu modliłem się, aby Bóg umocnił jego wiarę. Stopniowo stawał się spokojniejszy. Pewnego wieczoru powiedział mi: „Jezus Chrystus jest naprawdę cudowny! On naprawdę zamienił moje cierpienie w radość!”. Zaczęliśmy razem się modlić dziękując i wielbiąc Boga. On zmienił mojego współwięźnia na kompletnie inną osobę dając mu sens życia. Zanim przeniesiono mnie z więzienia mój towarzysz powiedział mi, że jeśli będzie mógł to przyjedzie do Shishi, aby mnie odwiedzić.

Przeniesiono mnie do obozu ciężkiej pracy1 - fabryki cegieł, znajdującej się w Canton. Jeden kapral – strażnik obozowy zawsze miał mnie na oku. Ciągle szukał czegoś, co mógłby na mnie donieść, aby uprzykrzyć mi życie w obozie. Później, kiedy dowiedział się, że jestem katolickim kapłanem, byłem pod jeszcze ściślejszym nadzorem. Starał się dowiedzieć czegokolwiek, co powiedziałem przeciwko ateizmowi. Wtedy miałby coś, co mógłby donieść do kapitana jego oddziału i tym samym znalazłbym się w poważnych tarapatach.

Urodziłem się w rodzinie, w która wyznawała Katolicyzm przez kilkanaście pokoleń. Co więcej przygotowywałem się do kapłaństwa w seminarium przez 10 lat. Słowo Boże tak głęboko zakorzeniło się we mnie, że Duch Ewangelii przeniknął nawet do szpiku moich kości. Wiara w Boga jest częścią mnie. Moją postawą i postępowaniem pokazywałem innym, że wierzę w Boga. To była moja wielka chluba. Kiedy byłem w więzieniu i obozie pracy zawsze robiłem znak krzyża i modliłem się przed i po posiłku.

Pewnego dnia wspomniany wyżej dowódca oddziału nie wytrzymał i powiedział mi: „Jesteś naprawdę uparty. Oczywistym jest to, że jesz żywność, którą daje ci rząd komunistyczny, a ty nadal dziękujesz swojemu Bogu. Czy nie wiesz, że praca tworzy wszystko?” Byłem bardzo szczęśliwy, że ten strażnik zadał mi to pytanie. Dało mi możliwość, abym go czegoś nauczył: „Praca może tylko zmienić rzeczy, a nie tworzyć. Gdyby rolnicy nie mieli ziarna na zasiew, gleby, światła słonecznego, powietrza i wody to co mogłoby doprowadzić ich pracę do końca? Jakie jest pochodzenie ziarna? Być może słyszałeś to powiedzenie: 'To Niebo daje życie i je podtrzymuje”. - tak mu odpowiedziałem. Usłyszawszy to strażnik wpadł w szał i odszedł bez słowa. Jednak tego dnia zasiałem ziarno moich nieszczęść.

Próba wiary

Chińczyk pochodzący z południa i przyzwyczajony do ciepłego klimatu z trudnością znosi mroźną zimę w północnej części Chin2. Zimą zamykano fabrykę. Władze obozowe wykorzystywały ten czas wolny do ideologicznej formacji więźniów. Innymi słowy przez psychiczne ćwiczenia więźniowie mieli zmodyfikować swoje osobiste przekonanie. Nikt nie potrafi wyobrazić sobie mroźnej pogody w północno – wschodnich Chinach, jeśli jej nie doświadczył. Nikt też nie potrafi zrozumieć tego co doświadcza więzień, który jest poddany praniu mózgu podczas tej potwornej zimy. Nie tylko mnie wybrano, abym brał udział w tej indoktrynacji, ale także musiałem być pierwszoplanowym aktorem podczas tych seansów.

Moją zbrodnią było nauczanie religii podczas odbywania kary więzienia. To było najcięższe przestępstwo, za które więzień może być oskarżony. Taka osoba brała udział w spotkaniu publicznym, którego celem było skrytykować i potępić winnego. Wszyscy więźniowie, którzy przebywali w obozie, mieli brać udział w tym przedstawieniu. Byłem pierwszoplanowym aktorem i przedmiotem krytyki ze strony wszystkich moich współtowarzyszy.

„Reżyser” związał mi ręce za plecami, a „projektant kostiumów” zawiesił wielki znak w kształcie prostokąta na szyi, który sięgał mi poniżej pleców. Na prostokącie było napisane „Kontrrewolucjonista”. Reżyser wyprowadził mnie na scenę i przeczytał akt oskarżenia całej widowni: ciągłe nauczanie wiary katolickiej w więzieniu i żadnego przejawu skruchy. Karą za tą „zbrodnię” było dożywocie. Kiedy odczytano wyrok „reżyser” zmusił mnie, abym położył się twarzą do ziemi przed tysiącem osób, które oglądały ten spektakl. Następnie poczułem, jak ktoś zgiął mi nogi do kolan, a potem zakuł mnie w kajdany warzące kilkanaście kilogramów. W tym momencie usłyszałem ryk tłumu, który stał dookoła sceny. Do dzisiaj nie pamiętam nawet pojedynczego słowa, jakie powiedzieli więźniowie. Wiem, że cały czas byłem całkowicie spokojny. „Czy nadal wierzysz w Boga?” - spytał mnie pogardliwie przedstawiciel Partii Komunistycznej. „Tak, wierzę” - odpowiedziałem mu. „Dlaczego Bóg nie przychodzi, aby cię uwolnić?” - spytał mnie komunista, aby mnie wyszydzić. „Bóg ma wolność, aby mnie ocalić lub nie. Cokolwiek stanie się mocno w niego wierzę”. „Poczuj jak te łańcuchy skuwają cię na twoich nogach” - powiedział przedstawiciel Partii Komunistycznej i odszedł.

Wśród więźniów, którzy przypatrywali się temu spektaklowi był chrześcijanin pochodzący z Szanghaju. Nazywał się Gu Xianfu i był protestantem. Co wieczór przychodził do mnie, aby mnie odwiedzić i porozmawiać. Podczas naszych spotkań dyskutowaliśmy o różnicach pomiędzy jego Kościołem a Kościołem Katolickim. „Zbrodnią”, za którą byłem oskarżony i która była rezultatem tych spotkań było to, że wyjaśniłem mu nauczanie Kościoła Rzymskokatolickiego. Z tego powodu Gu Xianfu był bardzo zasmucony i zdenerwowany kiedy mnie zobaczył jak bardzo cierpiałem z powodu naszych spotkań. Pewnego wieczoru po kolacji kiedy byliśmy sami powiedziałem mu: „Czy pamiętasz fragment Ewangelii, kiedy Jezus mówił: 'Błogosławieni Ci, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości'?”. Następnie wyjaśniłem pokrótce osiem błogosławieństw i dodałem przy tym: „To, że mam możliwość bycia świadkiem Ewangelii Jezusa Chrystusa jest błogosławieństwem. Tak naprawdę powinieneś mi pogratulować!”. Poklepałem go po ramieniu, a on uśmiechnął się.

Od tamtego wieczoru minęło 30 lat. Nadal mam przed oczami jego promienny uśmiech na twarzy. Nie mam pojęcia, gdzie on jest teraz. Niemniej wierzę, że ziarno Ewangelii zakorzeniło się w nim bardzo mocno. Modlę się, aby zawsze pozostał wiernym Ewangelii Jezusa Chrystusa.

Dziewczynka z białymi włosami

Wyglądało tak, jakby zima nie miała końca. Rzeka zamarzła i stała tak solidnym lodem, że nie tylko ludzie i sanie mogły się po niej poruszać. Nawet samochody i ciężarówki mogły swobodnie po niej przejeżdżać z jednego brzegu na drugi. Było tylko kilku podróżnych. Wieś była biała z każdej strony. Dla kogoś, kto pochodził z południowych Chin taki krajobraz był nowy i bardzo dziwny. Ludzie szczelnie zamykali drzwi i rozpalali piece, aby się ogrzać. Większość osób nie wychodziła z domów chyba że mieli ważną sprawę do załatwienia.

Pewnego dnia strażnicy więzienni kazali mi przewieść z obozu nieco drzewa na opał do domu kierowcy traktora. Nie mogłem się sprzeciwić. Musiałem wykonać to zadanie. Zmagając się z zimnym i przeszywającym wiatrem zaprzęgłem dwa woły do wozu, załadowałem drzewo i wyruszyłem w drogę prowadzącą na zachód. Po pewnym czasie zobaczyłem, że woły były pokryte mrozem, a sople lodu zwisały im z nosów. Ciężko sapiąc zwierzęta odważnie posuwały się naprzód pomimo mroźnego wiatru.

Po kilkunastu godzinach przyjechałem na miejsce. Wyładowałem z wozu drzewo, które było pokryte lodem. Pomimo ciężkiej pracy, która trwała godzinę moje ręce i nogi były sztywne i zdrętwiałe. Niewiele brakowało, a zamarzłbym na śmierć.

Podczas drogi powrotnej trzęsące się i wygłodniałe woły szły coraz wolniej. Potem zaczęły się wlec. Na drodze nie było ani żywej duszy. Kiedy wóz posuwał się w górę drogi zobaczyłem na drodze dziewczynkę w wieku 13 lub 14 lat. Miała na sobie długi, wełniany szal, który owijał jej głowę i szyję. Dziewczynka była pokryta śniegiem. Ona wyglądała tak jak dziewczynka o białych włosach z chińskiego filmu. Spojrzałem na jej smutną twarz i spytałem siebie co mogło w jej wieku sprawić taką przykrość. Poczułem do niej współczucie. Zatrzymałem wóz i krzyknąłem: „Dziecko jest bardzo zimno. Może wsiądziesz ze mną do wozu?” Dziewczynka podniosła głowę i patrzyła na mnie przez chwilę podczas gdy ja machałem do niej, aby podeszła bliżej. Dziewczynka przybiegła do wozu. Wyskoczyłem z niego i pomogłem jej wsiąść.

Kiedy dziecko siedziało obok mnie w wozie przez jakiś czas nie odzywała się do mnie i miała spuszczoną głowę. Ostatecznie zaczęliśmy rozmawiać. Dziewczynka pochodziła z prowincji Jiangsu. Jej ojciec, Chen Baojia, był rolnikiem. Podczas kampanii wojskowej jej rodzinę wysiedlono do północnych Chin. Od tamtej pory jej ojciec zaczął się upijać, aby zapomnieć o kłopotach. Kiedy był pijany to wyładowywał swój gniew na swojej rodzinie, znieważając i bijąc każdą osobę. W tym domu nie było nawet jednego dnia spokoju. Cała rodzina uważała go za diabła w ludzkiej skórze i unikała go jak ognia. Kiedy chciał pić jeden z domowników musiał wyjść i kupić mu alkohol. Nieważne czy na dworze był ulewny deszcz, czy arktyczny wiatr. Ktoś musiał iść do sklepu o alkohol, bo w przeciwnym razie ojciec biłby wszystkich. „Właśnie wróciłam ze sklepu, gdzie sprzedano wszystek alkohol. Bardzo boję się, że znowu ojciec zbije mnie” - powiedziała dziewczynka, która prawie się popłakała. Następnie westchnęła głęboko. Miałem wrażenie, że rozmawiam ze starszą kobietą, która w życiu doświadczyła wiele trudności.

Z początku nie wiedziałem, co mam powiedzieć tej dziewczynce, która już poznała gorzki smak życia. W sercu modliłem się do Jezusa i Jego Matki, ponieważ tylko Oni wiedzieli, jak ją pocieszyć. Siedzieliśmy w milczeniu patrząc na siebie. W pewnym momencie poklepałem ją po ramieniu i powiedziałem jej uśmiechając się: „Nie bój się. Pomodliłem się do Boga i poprosiłem Go, aby zmienił twojego ojca tak, że nigdy nie zbije cię”. Dziecko spojrzało na mnie z powątpiewaniem i powiedziało: „Twój Bóg nie potrafi zmienić mojego ojca”. Następnie odwróciła się do mnie i powiedziała: „Dzisiaj nie wrócę do domu”. Nie czekając na odpowiedź przerwałem jej: „Nie pójdziesz do domu? Co zatem zrobisz?” „Nie martw się. Nie będę cię już dłużej męczyć. Niedaleko stąd jest niewielka fabryka klusek. Tam mieszka moja ciocia. Ona zaopiekuje się mną”. Pomyślałem sobie, że dobrze będzie dla niej pozostać u cioci do czasu, kiedy wściekłość jej ojca opadnie. Wtedy będzie mogła wrócić do domu i tym samym ojciec nie zbije jej.

Po kilku minutach pojawił się szyld fabryki klusek. Poprosiłem woźnicę, aby zatrzymał wóz. Zeszliśmy z niego stawiając czoła przeszywającemu wiatru. Wziąłem dziewczynkę za rękę i zacząłem iść z nią naprzód szybkim krokiem. „Nie ma potrzeby, aby ksiądz szedł. Wszystko jest w porządku” - powiedziała dziewczynka wskazując na drzwi przed nami. Zapukałem i usłyszałem głos ze środka domu, który pytał: „Kto tam?”. „Ciociu to ja” - odpowiedziała dziewczynka. Drzwi się otworzyły i przywitała nas uśmiechnięta kobieta w średnim wieku. Przedstawiłem się pani Liu. Tak nazywała się ciotka tej dziewczynki, która była otwartą i koleżeńską osobą. Zaprosiła mnie na herbatkę do środka, abym się ogrzał. Opowiedziałem jej jak to się stało, że spotkałem jej siostrzenicę. Zaklaskała rękami i powiedziała: „Dziękuję księdzu za pomoc. Wiem, jak zająć się ojcem tego dziecka. Zatrzymam ją u siebie przez kilka dni. Może bawić z jej kuzynką” Wstałem i przygotowywałem się do wyjścia i zobaczyłem dziewczynkę, która patrzyła na mnie z wdzięcznością. Poklepałem ją po ramieniu i powiedziałem: „Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy”. Uśmiechnęła się na mnie i powiedziała: „Twój Bóg jest naprawdę wielki! Bardzo, bardzo dziękuję”.

Podczas drogi powrotnej nadal wiał wiatr z północy. Z wielkim trudem 4 woły poruszały się naprzód po drodze pokrytej śniegiem. Odgłos ich kopyt wchodzących w głęboki śnieg odbijał się rytmicznym echem. Nagle poczułem się odprężony i zrelaksowany otoczony przez pokryte śniegiem pola. Wokół panowała cisza. Zacząłem śpiewać popularną kolędę: „Cicha Noc, święta noc. Pokój niesie ludziom wszem”.

Ciąg Dalszy nastąpi

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Marcin Rak

Źródło:The Red Book of Chinese Martyrs. Ignacius Press. San Francisco. s.41-85.

Przypisy

1.Obozy ciężkiej pracy, które potocznie określa się mianem: „Obozy reedukacyjne przez pracę” to w większości przypadków ziemie znajdujące się na peryferiach, które są karczowane i uprawiane lub fabryki, w których więźniowie wykonują ciężką pracę. Oprócz wyzyskiwania władze komunistyczne chcą przekształcić mentalność więźniów przez złamanie psychicznego oporu.

2. W 1955 roku ksiądz Francis Tan Tiande trafił do obozu pracy, który znajdował się w północnej części kraju.

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Powiązane artykuły

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część czwarta

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część czwarta

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

Dla kogoś kto nie wierzy w Boga dzień w więzieniu jest jak cały rok. Natomiast ja miałem wiarę i tym samym byłem w stanie uświadomić sobie, że nasz dom jest tam, gdzie jest nasze serce. Miałem...

dodano: 2019-06-11 MRak
Komentarzy (0)
Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część pierwsza

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część pierwsza

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

Kiedy zostałem księdzem po raz kolejny ofiarowałem moje życie Jezusowi Chrystusowi. „Żyć dla Niego i umrzeć dla Niego” - to zdanie stało się moim mottem życiowym. Obiecałem sobie, że...

dodano: 2019-05-21 MRak
Komentarzy (0)
Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część trzecia

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część trzecia

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

W tym czasie wiedziałem doskonale, że nie popełniłem żadnego przestępstwa i tym samym moje „dobrowolne” przyjęcie wyroku nie miało nic wspólnego z kwestionowaniem mojej niewinności....

dodano: 2019-06-04 MRak
Komentarzy (0)
Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część piąta

Pamiętnik księdza Francis Tan Tiande – część piąta

autor: ksiądz Francis Tan Tiande

Przykład i duchowa formacja, które otrzymałem od mojej matki, były tak silne, że zachowałem moją wiarę pomimo tych okrutnych tortur i wszystkich decydujących okoliczności w moim późniejszym życiu.

dodano: 2019-06-18 MRak
Komentarzy (0)