żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Od pastora baptysty do katolickiego kapłana – część druga

autor: ksiądz Thomas Hickey

użytkownik: MRak z dnia: 2019-04-09

Naciskając za mocno

Wywołałem wrzawę przez odejście z Kościoła i przekazaniu kierownictwa starszym pastorom. Zacząłem uczęszczać na nabożeństwa do innego odłamu protestanckiego. Przy zborze działała szkoła, do której uczęszczała moja najstarsza córka. W tym czasie ani ja, ani nikt nie rozumiał czego potrzebowała moja dusza. Nowy Kościół Protestancki należał do bractwa Kościołów, które głosiły i praktykowały nauczanie Scofield'a. Potem na wskutek dziwnego zbiegu okoliczności ten nowy Kościół Protestancki wybrał mnie na pastora. Byłem zadowolony. Jednak po pięciu latach ciężkiej pracy liczba uczniów w szkole wzrosła, ale liczba wierny uczęszczających na nabożeństwa nie. Byłem sfrustrowany, a moje niezadowolenie zwiększyło się. W tym czasie słyszałem w moim sercu szepty, że czegoś brakowało w naszym duszpasterstwie. Ta denominacja protestancka prowadziła żywą działalność misyjną na świecie, a w sposób szczególny we Francji. Pewnego razu podczas spotkania z misjonarzami francuskimi zastanawialiśmy się, czy nasze talenty i dary można lepiej tam wykorzystać. Uznaliśmy, że warto wybrać się do Francji. Moja wiara w Scofield'a była niezłomna. Wszyscy kaznodzieje protestanccy, którym ufałem głosili, że na pewno Kościół zniknie z powierzchni ziemi przed rokiem 2000. Myślałem sobie, że poza Europą nie ma lepszego miejsca na spędzenie ostatnich lat życia na ziemi. To był jeden z wielu powodów, dla którego z zainteresowaniem udałem się do Francji. To głupie, ale zapewniam was, że w tą doktrynę wierzy miliony osób.

Przekroczyłem ocean

Moja żona Laura zawsze miała więcej zdrowego rozsądku ode mnie. Ziewała z nudów, kiedy zaczynałem mówić o moich prorockich „znakach czasu”. Tym razem moja żona powiedziała: „Tak, jedźmy do Francji”. Tak się stało.

Jednak pobyt w tym kraju nie był taki kolorowy, jak sobie myślałem. Trauma, wrzawa, smutek i zamęt – tego doświadczyliśmy na początku mojego pobytu we Francji. Moje dzieci znalazły się w zupełnie innym świecie. To była dla nich krzywda. Zastanawiałem się, czy w przyszłości będą mogły mi ponownie zaufać. Ostatecznie udało się nam dostosować do nowego miejsca zamieszkania. Postanowiliśmy też, że możemy wrócić kiedy tylko chcemy. Potem bardzo spodobał się nam pobyt we Francji. Niestety w tym czasie Bóg przestał się liczyć w naszym życiu.

Kiedy moje dzieci zaczęły uczęszczać do szkół francuskich zauważyłem, że żadna modlitwa nie mogła ich poruszyć. Na lekcjach nauczyły się od swoich rówieśników, aby odwrócić swoje serce od Boga. W rezultacie nie mogłem nawet modlić się z nimi.

Ta przeprowadzka wywarła bardzo negatywny wpływ na życie duchowe mojej rodziny. Chociaż studiowałem i uczyłem się na uczelni protestanckiej to moje praktykowanie wiary znikło. Miałem nadzieję, że wkrótce przyjdzie koniec świata i wtedy moje dzieci wybaczą mi tą błędną decyzję. Tak się nie stało. Byłem zagubiony. Przyczyniałem się do teologicznych konfliktów z moimi kolegami, którzy byli pastorami. Myślałem, że wierność podstawom naszej wiary była sposobem na przywrócenie porządku w posłudze duszpasterskiej. Nie potrafiłem już dłużej żyć przekonaniem, które mnie oszukało.

Zastanawiałem się co razem z moimi kolegami - pastorami robiliśmy? Myślałem, że Francja jest katolickim krajem. Potem okazało się, że byłem w błędzie. Spotkałem kilku katolików, którzy nie potrafili nawet obronić swojej wiary. Wynikało to z tego, że sami nie wiedzieli w co naprawdę wierzyli.

W tym miejscu chcę przytoczyć najlepszy przykład, który potwierdza ten stan rzeczy. Pewnego razu spotkałem mężczyznę, który był katolikiem i rozpaczał. Powodem jego smutku był pewien „nowoczesny” ksiądz, który nie ochrzcił jego dziecka. Ten kapłan powiedział mu, że lepiej zaczekać do czasu, kiedy dziecko zacznie praktykować swoją wiarę. Niestety jego dziecko zachorowało i umarło, a kapłan nie przybył na czas. Ten mężczyzna płacząc powiedział mi, że jego dziecko nie narodziło się w Duchu. Próbowałem go pocieszyć argumentując, że w Biblii nie ma żadnego fragmentu, który potwierdza, że dziecko rodzi się na nowo przez chrzest. Tak wtedy wierzyłem. Jednak mężczyzna ze złością odpowiedział mi, że: „Może Biblia tak nie naucza. Jednak takie jest nauczanie Kościoła!”. W przeciwieństwie do mnie ten mężczyzna wiedział, gdzie znajduje się źródło wiary. Smutnym było to, że spędziłem 6 lat w kraju pełnym pustych kościołów, które bardziej przypominały muzea niż świątynie. Biada pasterzom, którzy nie troszczą się o swoją trzodę!

Scofield zdemaskowany

Będąc we Francji poznałem autora wyczerpującej biografii C.I Scofield'a. Z niej wynikało, że Scofield nie był na tyle zdolny, aby stworzyć tezy, które są podpisane jego nazwiskiem. Co ciekawe pochodzenie tych zapisków jest owiane tajemnicą. Oczywistym jest to, że ten system myślenia powstał pod koniec XIX wieku. Aż mi wstyd, że muszę to powiedzieć: biada pasterzom, którzy karmią swoją trzodę doktrynami wymyślonymi wczoraj!

Kiedy podzieliłem się tym odkryciem z moimi kolegami - pastorami byłem zdumiony tym, że ich to nie obchodziło. Po prostu nie chcieli przyjąć tego do wiadomości. Dla mnie oczywistym stało się to, że całe pojmowanie wiary przez nas bazowało na systemie stworzonym przez Scofield'a. Być może moi koledzy wyczuli wstrząs, przez jaki przechodziłem kiedy zacząłem odcinać się od wpływu Scofield'a.

Potrzebowałem nieco czasu, aby uporządkować w sobie to, co odkryłem, w co wierzyłem i komu mogłem zaufać. Nasza misja we Francji zakończyła się. Wracaliśmy z powrotem do USA na rok odpoczynku. Potem mieliśmy udać się do nowej misji znajdującej się w innej części Francji. W tym czasie moja najstarsza córka rozpoczynała studia w collegu, a pozostałe dzieci kończyły szkołę średnią. Razem z żoną postanowiliśmy wrócić do USA na stałe. W tym czasie myślałem o porzuceniu działalności duszpasterskiej. Jednocześnie wiedziałem, że kwestie teologiczne, nad którymi się męczyłem nie uciekną ode mnie. Miałem nadzieję, że znajdę niewielki zbór w naszej denominacji, w którym będę miał czas, aby przestudiować i przemyśleć to wszystko, co odkryłem.

Znaleźliśmy taki zbór. Jednocześnie doświadczyłem traumy związanej z wstrząsem kulturowym. Moje córki musiały stawić czoło wyzwaniom amerykańskiej kultury. Będąc ich ojcem zmieniłem się do tego stopnia, że zaczęły mnie ignorować. Chociaż nadal publicznie głosiłem kazania i nauczałem prawd wiary to miałem świadomość tego, że nadchodzi kryzys. Próbowałem założyć własną działalność gospodarczą na boku po to, aby mieć źródło utrzymania na czas kryzysu.

To była największa trauma, jakiej doświadczyłem. Mój świat zapadł się. Czułem się zdradzony przez ludzi, którym ufałem, a którzy uczyli mnie jak głosić i nauczać Słowo Boże. Nie wiedziałem jaki stosunek powinienem mieć do Biblii. Kwestia źródła wiary stała pod wielkim znakiem zapytania. Zacząłem czytać wszystko na temat wiary. Niektóre z tych rzeczy okazały się dobrą powieścią. Oczywiście nie czytałem żadnej książki katolickiej. Uważałem, że katolicy byli moimi wrogami. Takie pytanie mi się nasuwało: „Kto ma władzę, aby mówić w imieniu Boga?”. Byłem przekonany, że każda osoba może założyć Kościół lub mówić w imieniu Jezusa w radiu lub w telewizji. Znalazłem się na ślepej uliczce.

Moje drzwi w Wittenbergu

Nasza protestancka denominacja składała się z autonomicznych zborów, które dobrowolnie współpracowały w Braterstwie Wiary. Uparcie twierdziliśmy, że nie ma żadnego podziału. Tak naprawdę nie było żadnej hierarchii lub władzy centralnej. Istniały tylko wolontariaty, które powstawały w zborach, aby zajmować się różnymi zadaniami takimi jak: praca misyjna za granicą, kształcenie przyszłych duchownych protestanckich lub zakładanie nowych zborów. Mieliśmy grupę pastorów w naszym regionie, z którymi spotkaliśmy się. Określaliśmy te spotkania mianem ministerium. Ta grupa duchownych protestanckich nie miała żadnej władzy nad istniejącymi zborami. Chociaż mogliśmy sprawdzić kandydata do przyjęcia święceń pastoralnych to tylko miejscowy zbór, z którego się wywodzi mógł go wyświęcić. Każdy zbór posiadał własność prywatną i nie podlegał żadnej władzy.

Podczas jednego spotkania ministerium zadałem niektóre pytania dotyczące wyznawanej przez nas wiary: „Wierzymy, że Biblia i tylko Biblia uczy tego...” - tutaj przedstawiłem 14 (niewyjaśnionych) prawd wiary, w które wierzyliśmy. Miałem nadzieję, że zainicjuję ich szersze przestudiowanie. Byłem przekonany, że nie są nauczane przez Biblię. Co więcej nawet terminologii nie można znaleźć w Biblii. Uświadomiłem sobie, że zbadanie tych prawd wiary może doprowadzić do mojej rezygnacji. Miałem nadzieję, że przynajmniej sprowokuję niektóre osoby do zastanowienia się nad tymi rzeczami, aby w przyszłości uniknąć szkód, jakie wynikają z tego co ci duchowni protestanccy nauczają lub wierzą.

Byłem znużony na umyśle i w duchu. Moje myśli ciągle wracały do czasu poszukiwania autentycznego Kościoła kiedy studiowałem niektóre nowe aspekty i nie dawałem im żadnego miejsca w mojej teologii. Bez przerwy zmieniałem wszystko ponieważ jedna nowa doktryna negatywnie wpływała na pozostałe. Czułem się tak, jakby moja wiara składała się z puzzli, z których nie da się połączyć tak, aby powstał obraz. Rozpaczliwie układałem te puzzle w moim umyśle dzień i noc próbując poskładać je do kupy. Wszystko na próżno.

Przygotowałem dokument dla moich kolegów, w którym wypisałem moje obawy. Były za ostre, zbyt krytyczne i zastraszające. Powinienem przewidzieć ich reakcję. Podczas tego ministerium nie było żadnego zbadania wyznawanej przez nas wiary. Była tylko krótka dyskusja. Po prostu chcieli wiedzieć, czy wierzyłem w to, co wyznawałem. Odpowiedziałem, że nie. Powiedzieli mi tak: „Więc nie możesz być pastorem i musisz zrezygnować”. W tamtym momencie miałem wrażenie, że duch Marcina Lutra wypełnił mnie. Powiedziałem pastorom zebranym na ministerium: „Wierzę w to, co fundament naszej wiary stwierdza na początku, że tylko Biblia jest naszym źródłem wszystkich doktryn i praktyk. Wierzę w Biblię. Jednak nie wierzę, że Biblia uczy nas niektórych spisanych 14 prawd wiary. Mogę wam to udowodnić”. Moi koledzy – pastorzy ponownie poprosili mnie, abym zrezygnował. Jednak uparcie trwałem przy swoim. Wiedziałem, że jedynym powodem, dla którego chcieli, abym zrezygnował było to, że nie potrafili przedstawić argumentu, który mógłby podważyć moje odkrycia. „Nie, nie zrezygnuję ponieważ chcę, abyście mi oficjalnie udowodnili, że te wszystkie 14 prawd naszej wiary są nauczane w Biblii”. Miałem nadzieję, że uda mi się jasno sprecyzować fundament wyznawanej przez nas wiary. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu byłem w tym wszystkim męczennikiem. Po 25 latach poszukiwań autentycznego Kościoła nie zamierzałem wycofać się.

Miałem wsparcie ze strony duchownych protestanckich, którzy mnie cały czas informowali o mojej sprawie. Pościłem przez kilkanaście dni. Potem zapadł wyrok. Na spotkaniu ministerium ustaliło, że zostanę skreślony z listy zaakceptowanych pastorów w naszej denominacji protestanckiej. Uśmiechnąłem się w duchu, ponieważ wiedziałem, że taka lista nie istniała. Tym samym ministerium nie mogło unieważnić moich święceń pastoralnych. Jednak zrozumiałem to, co się ze mną stanie. Protestanccy duchowni wyrzucili mnie z Kościoła.

Dom się zawala

Wszyscy wierni dowiedzieli się, że nałożono na mnie „suspensę”. To nie była prawda. Gdybym wiedział jak inni to odbiorą to po prostu sam porzuciłbym działalność duszpasterską. Kongregacja w moim Kościele postawiła mi te dwie opcje: albo sam odejdę albo oni mnie wyrzucą. Sam złożyłem moją rezygnację, zwołałem spotkanie z kongregacją wiernych i poprosiłem ministerium, aby ją ogłosili w moim imieniu kiedy wyjechałem z miasta. W zborze przegłosowano o moim odejściu z Braterstwa Wiary, ale mogłem brać udział w wolontariatach prowadzonych przez tą denominację protestancką. Jednak w zborze mówiło się, że „okradłem Kościół” z braterstwa. Każdy katolik nie łatwo zrozumie strukturę niezależnych i autonomicznych zborów jakie występują w tym odłamie protestanckim. Żałuję, że nie przestawiłem lepszego powodu, dla którego nałożono na mnie „suspensę”.

Należałem do kongregacji, która chętnie chciała wyznawać to, co sam nie byłem w stanie zaakceptować. Jednocześnie chciałem przyłączyć do innego odłamu protestanckiego. Ostatecznie udało nam się znaleźć Zreformowany Obóz Protestancki, który przynajmniej miał korzenie w Reformacji. Do tego Obozu należały różne odłamy Prezbiterianizmu. Historia miała dla nas znaczenie.

Jednak przyłączając się do tego odłamu protestanckiego zapędziłem się w kozi róg. Zreformowane Denominacje Głównego Nurtu nie uznawały Biblii za źródła wiary. To sprawiło, że znalazłem się w towarzystwie niezadowolonych, stwarzających podziały, zadufanych w sobie i zakłopotanych pastorów należących do różnych Zreformowanych Kościołów Protestanckich lub wyznających Prezbiterianizm. Większość z nich chciała stworzyć nowe odłamy chrześcijańskie. Ostatecznie stałem się częścią niewielkiej kongregacji wyznawców Prezbiterianizmu, która sama miała własne problemy, ale mogłem znaleźć w niej nieco tożsamości i historii. W tym czasie chciałem do niej przyłączyć wiernych, którzy w przeszłości uczęszczali do zboru na nabożeństwa prowadzone przeze mnie. Potem zamierzałem porzucić działalność duszpasterską. Nie wiedziałem dokąd miałbym pójść. Jednocześnie byłem ciekawy w jaki sposób katolicy trzymają się razem i nie tracą moralnej tożsamości. Na przykład niewątpliwie są najbardziej zaangażowani w ruch pro – life na świecie. Jednak zdecydowanie więcej robią dla tych, którzy poddali się aborcji. Interesującym jest to, że Kościół Katolicki popiera tych, którzy nie zgadzają się na aborcję.

ksiądz Thomas Hickey

Ciąg dalszy nastąpi

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Marcin Rak

Źródło:https://chnetwork.org/story/fr-thomas-hickey-in-celebration-of-my-ignorance/

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Powiązane artykuły

Od pastora baptysty do katolickiego kapłana - część pierwsza

Od pastora baptysty do katolickiego kapłana - część pierwsza

autor: ksiądz Thomas Hickey

„Jestem byłym pastorem protestanckim” - to zdanie zabrzmiało tak, jakby powiedział je ktoś inny. Wyszło z moich ust, kiedy byłem w kancelarii parafialnej znajdującej się przy miejscowej...

dodano: 2019-04-02 MRak
Komentarzy (0)
Od pastora baptysty do katolickiego kapłana – część trzecia

Od pastora baptysty do katolickiego kapłana – część trzecia

autor: ksiądz Thomas Hickey

Nawróciłem się na Katolicyzm w czasie, kiedy nad Kościołem zebrały się czarne chmury. Wiadomości w mediach przedstawiały historie księży oskarżonych o pedofilię, korupcji w kościele, ukrywania...

dodano: 2019-04-16 MRak
Komentarzy (0)