żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Od pastora baptysty do katolickiego kapłana - część pierwsza

autor: ksiądz Thomas Hickey

użytkownik: MRak z dnia: 2019-04-02

„Jestem byłym pastorem protestanckim” - to zdanie zabrzmiało tak, jakby powiedział je ktoś inny. Wyszło z moich ust, kiedy byłem w kancelarii parafialnej znajdującej się przy miejscowej parafii katolickiej. W tamtym momencie uświadomiłem sobie, że zdanie podkreśliło to, kim byłem. Miałem wrażenie, że cicha fala zmyła mnie.

W przeszłości miałem pracę, dom, byłem pewny siebie i dążyłem do wyznaczonego celu. W moim sercu, duszy i umyśle doktryna Sola Scriptura miała sens. Ten zasadniczy fundament Reformacji okazał się surowym nauczycielem, który skusił mnie obietnicą posiadania Oblubienicy bez skazy. Potem okazało się, że goniłem za urojeniem, tracąc najlepsze lata mojego życia i rodzinę.

Bezowocne poszukiwanie jedności

Żadna osoba nie wspomniała mi o wierze katolickiej jako opcji realistycznej. Według protestantów Kościół Katolicki jest nieprawdziwym Kościołem. Chociaż dwie osoby mówiły mi o Kościele Katolickim, to przestałem w Nim szukać prawdziwego Kościoła kiedy uznałem Kościół Rzymskokatolicki za instytucję.

Potem musiałem przyznać, że tylko jeden Kościół istniał przez ponad 2000 lat. Baptyści uważają, że jeśli Kościół istnieje ponad 50 lat to znaczy, że ma długą historię. O ironio, kiedy odkryłem brak historii Kościoła, zacząłem poszukiwać tego właściwego. Byłem zaskoczony faktem, że im dłużej jakaś protestancka denominacja istniała to oddalała się od swoich fundamentów wiary, którymi jest wiara w Biblię. W pewnym momencie Kościoły protestanckie zaprzeczały autentyczności Biblii, ale nigdy nie mogły zastąpić Jej czymś lepszym. Chociaż wierni należący do tych Kościołów robią wiele dobrego tak, że ich uczynki są godne podziwu, ale, niestety te denominacje protestanckie są pozbawione źródła zasad moralnych. Taki stan rzeczy potwierdza fakt, że wszystkie Kościoły protestanckie nie są w stanie znaleźć podstaw, aby wyrazić sprzeciw wobec aborcji.

Wśród protestanckich odłamów, które odłączyły się od swojego pochodzenia, zauważyłem niektóre tendencje, które zaczynają pojawiać się w już istniejących Kościołach protestanckich. Co więcej, protestanci przekształcili kult Boga w cyrk.

Kiedy byłem duchownym protestanckim powierzono mi niewielkie zbory baptystów. Obowiązująca tam zasada rozbiła mnie całkowicie: jeśli ktoś chce pozostać czysty w wierze to musi ciągle dokonywać podziałów. Tak naprawdę nie da się płynąć przez morze w dziurawej łodzi. W moim poszukiwaniu autentycznego Kościoła odkryłem, że w niektórych odłamach protestanckich, które posiadały tylko 6 kościołów, dochodziło do rozłamu.

Dla mnie znalezienie prawdziwego Kościoła było jak ciągłe układanie puzzli, których nie byłem w stanie złożyć do kupy. Chociaż w przeszłości byłem osobą kłótliwą i szerzącą podziały, teraz zmieniłem się. Równocześnie modlitwa Jezusa, przedstawiona w rozdziale 17 ewangelii według św. Jana, dopełniła mojej frustracji.

Wierzyłem, że Chrystus modlił się o zjednoczony Kościół, który opiera się na prawdzie, którą jest Słowo Boże. Wiedziałem z tej modlitwy, że istnieje tylko jeden autentyczny Kościół. Jednak kiedy miałem przed sobą mnóstwo Kościołów protestanckich to żadnego z nich nie mogłem określić mianem autentycznego. Wynikało to z tego, że wykluczyłem Kościół Katolicki z mojej listy. Co więcej łączenie Kościołów protestanckich okazało się niemożliwe, zarówno pod względem teologicznym jak i praktycznym. Miałem przed sobą puzzle, których nie dało się ułożyć. Myślałem, że oszczędziłbym sobie kłopotów, gdybym był realistą. Uznałem, że jedynym sposobem na zjednoczenie chrześcijan jest Słowo Boże – Pismo Święte. Mówiłem sobie, że Nowy Testament nie powstał w czasie, kiedy Jezus modlił się słowami zawartymi w Ewangelii według św. Jana w rozdziale 17. Tego wniosku trzymałem się i podążałem za nim. Jedynym powodem, dla którego uznałem, że nie należy czcić Boga w innym Kościele protestanckim było odstępstwo od Pisma Świętego. Nigdy nie pozwalałem, aby osobowość, preferencje, style, czy historia były podstawą podziału. Zajmowałem się autentycznością Chrystusa Zmartwychwstałego i Jego niepodważalną nauką. Według mnie, jeśli istniały różne wyznania wiary, które separowały Kościoły, to tym samym ktoś musiał być w błędzie. Kiedy stwierdziłem, że dany Kościół protestancki odrzucił Słowo Boże to uważałem, że byłoby grzechem uczęszczanie na nabożeństwa, które się odprawiają w tych zborach.

Frustracja szczerego sumienia

Wtedy nie miałem świadomości, że mój pogląd był naprawdę tykającą bombą, której wybuch spowodował frustrację. Z jednej strony stałem się ekspertem w dziedzinie oderwania się Kościołów protestanckich od Słowa Bożego w celu uniknięcia grzechu schizmy. Tym samym musiałem udowodnić, że wierni należący do tych odłamów protestanckich są grzesznikami. Jednak z drugiej strony musiałem po cichu deklarować, że mój Kościół nie odstępuje od Słowa Bożego. Tym samym stałem się osobą przekonaną o własnej nieomylności do tego stopnia, że potępiałem innych, ale nie samego siebie.

Niestety osiągnąłem szczyt frustracji kiedy odkryłem, że żaden z pastorów należących do mojej denominacji protestanckiej nie chce mieć nic wspólnego z tym dylematem. Żaden z moich kolegów, którzy byli duchownymi protestanckimi nie chciał zrozumieć, że jeśli nie jesteśmy autentycznym Kościołem to dusze wiernych są zagrożone zatraceniem. To mnie prześladowało, pomimo że starałem się o tym nie myśleć. Byłem duchownym i moim zadaniem było prowadzić wiernych do Nieba. Jeśli nie miałbym właściwej autentyczności lub wprowadziłbym kogoś w błąd to tym samym moi wierni mieliby powód, aby obwiniać mnie za ich wieczne potępienie lub cięższy czyściec. Protestancka doktryna Sola Fide grzechotała swoimi łańcuchami w mojej duszy.

Pełniłem posługę duszpasterską w zborach, które bez przerwy głosiły swoim wiernym, że pewnego dnia będą szli wzdłuż nawy głównej, aby zaakceptować Jezusa jako Zbawiciela Świata. W niektórych odłamach protestanckich to jest konieczne, aby pójść do Nieba. Tak naprawdę sam nie nauczałem tej doktryny. W rezultacie wierni odnaleźli ten rodzaj pocieszenia w innych Kościołach, do których uczęszczali. Tym samym liczba wiernych uczęszczających na nabożeństwa protestanckie do mojego zboru spadła.

Urodzony po złej stronie oceanu

Teraz, patrząc na to wszystko konfrontuję moje życie. Czuję się jak mężczyzna urodzony po złej stronie oceanu, którego dusza bardzo tęskni za bezpiecznym portem znajdującym się na drugim końcu ziemi. Moi przodkowie byli katolikami, którzy być może ochrzcili swoje dzieci w wierze Kościoła Katolickiego i modlili się, aby ich rodzina mogła zawsze doświadczać błogosławieństwa i pocieszenia od Matki Kościoła. Mój dziadek odszedł od Kościoła Katolickiego i został pułkownikiem w Armii Zbawienia.

Jednak wierność Boga rozciąga się na tysiące pokoleń. Moi rodzice ochrzcili mnie w wierze Kościoła Metodystycznego. Liturgia ze wczesnych lat dzieciństwa pozostawiła we mnie głęboką świadomość istnienia Boga. Bóg dotrzymał Swojego słowa kiedy rozpalił moje serce podczas pierwszych lat studiów.

Baptyści uznali to za przypływ obecności Boga. Według nich spotkało mnie coś, co nazywają: „otrzymanie ocalenia”. Zostałem ochrzczony po raz drugi, ponieważ według nich mój pierwszy chrzest nie był ważny. Następnie dali mi do ręki przekład Biblii z komentarzami i interpretacją, która nazywa się Scofield Bible. Potem ta „Biblia” stała się moją podstawową lekturą.

The Scofield Reference Bible jest najlepiej sprzedającym się studium Biblii w historii świata. Jednak efekty lektury tej „Biblii” są porażające na trzech płaszczyznach. Po pierwsze ta „Biblia” kieruje chrześcijan na spodziewane nadejście Jezusa Chrystusa, które nastąpi już wkrótce i tym samym nie ma żadnej innej perspektywy na dłuższą metę. Po drugie Kościół jest określony mianem tymczasowego „wtrącenia się” w plan Boga. Po trzecie według tej „Biblii” Antychryst jest związany z Kościołem Katolickim. Nie wiem dlaczego Kościół Rzymskokatolicki milczy na błędy tego dzieła.

W tym miejscu muszę zadać pytanie wszystkim katolikom, moim współbraciom w wierze. To jest bardzo, bardzo podchwytliwe pytanie, ale muszę je zadać: gdzie wtedy byliście?

Nikogo palcem nie wytykam, ani nie obwiniam. Jeśli ktoś czuje się urażony to przepraszam. Zadałem to pytanie, aby pokazać rany na duszy, jakie noszę idąc za Jezusem Chrystusem. To byłoby zrozumiałe, gdyby te rany pochodziły od wrogów Chrystusa. Ale one pochodzą od Jego wiernych. Duchowni – baptyści, którym wydawało się, że bardzo dobrze znają Słowo Boże, uczyli mnie błędów Scofield'a. Gdzie wtedy, wy katolicy, byliście? W tym czasie, kiedy Bóg rozpalił w moim sercu pragnienie Nieba byli przy mnie protestanci należący do różnych odłamów protestanckich. Również katolicy byli przy mnie, ale milczeli i nie dawali świadectwa wyznawanej wiary. Gdybym spotkał prawdziwych katolików, którzy żyją zgodnie z wyznawaną wiarą to nie straciłbym ponad trzydziestu lat na bezcelowym szukaniu autentycznego Kościoła, a także moja rodzina nie odeszłaby od wiary. Duch Boży jest chętny do pracy, ale my jesteśmy słabi.

Uczęszczałem na zajęcia z Historii Kościoła na uniwersytecie stanowym, prowadzone przez pewnego katolickiego kapłana, który jest dobrze znany na tej uczelni. Myślałem, że o wierze wiem więcej niż on. Jednak ten kapłan nie miał świadomości, że szukałem prawdy i autentycznego Kościoła. Z tego powodu nie rozumieliśmy się.

Wstęp w Scofield Reference Bible mówi, że jej autor C. I. Scofield dogłębnie przestudiował wszystkie systemy teologii obecne na całym świecie. Tym samym stwierdził, że jego myśl była zawarta w historycznej wierze Kościoła. Oczywiście to jest kłamstwo. Ostatnio znalazłem pocieszenie w Wyznaniach Świętego Augustyna, w których krytykuje siebie samego za to, że głupio i ślepo wierzył w doktryny Manicheizmu. Święty Ambroży zrozumiał błędy świętego Augustyna, rozmawiał z nim i ostatecznie zdobył jego serce i intelekt dla Królestwa Bożego.

Podczas mojego poszukiwania autentycznego Kościoła odkryłem, że tylko kilku katolików miało świadomość tego, jak szkodliwe są błędy nauczane przez najlepiej sprzedające się studium Biblii w historii świata. Prawdopodobnie jednym z wielu powodów jest to, że doktryna Scofield'a przeobraziła się w tysiąc innych form, które nawet nie używają imienia swojego autora. Co gorsze spotkałem takich katolików, którzy chcą naśladować i wprowadzać te błędy do swojej wiary. Boże zmiłuj się nad nami.

Nikt mi nie powiedział

Kiedy byłem studentem Bóg obudził we mnie pragnienie Nieba. Zacząłem szukać Jezusa i spokoju w mojej duszy. Tym, co baptyści mogli mi zaoferować była książka. Na szczęście to był Nowy Testament. Tuż obok, naprzeciwko mojego akademika, znajdował się kościół katolicki. W desperacji szukałem Jezusa, a On był obecny w tabernakulum pięćdziesiąt metrów ode mnie. Ale nikt mi o tym nie powiedział. Owszem, wtedy nie posłuchałbym i nie uwierzyłbym gdyby jakiś katolik to mi powiedział. Jednak teraz mogę powiedzieć: żaden katolik nie powiedział mi, że tam w tabernakulum był Jezus, którego szukałem.

Moje antykatolickie nastawienie pochodziło ze stron Biblii Scofield'a. Wtedy myślałem, że Jezus znajdował się przed drzwiami Kościoła Katolickiego i siedział opuszczony na krawężniku, a w tym czasie wierni zebrali się w środku na modlitwę. Myślałem, że Kościół Rzymskokatolicki jest fałszywym Kościołem. Nie miałem świadomości, że szukając autentycznego Kościoła wypłynąłem na ocean w przebitej łodzi i bez mapy.

W tym czasie zawarłem związek małżeński, poszedłem do seminarium baptystów. Po ukończeniu studiów rozpocząłem posługę duszpasterską w pierwszej kongregacji baptystów, do której mnie przydzielono. Następnie rozpoczęła się moja tułaczka. Kochałem mój Kościół protestancki. Miłość do Niego zrodziła się z kart Biblii. Ku mojemu zaskoczeniu podczas nauki w seminarium baptystów, do którego uczęszczałem, kładziono mocny nacisk na wyższość miejscowego Kościoła, którego głową jest Jezus Chrystus. Jednak podczas mojej posługi duszpasterskiej odkryłem, że autorytet Jezusa Chrystusa nie istniał w tej kongregacji protestanckiej. Porzuciliśmy ten odłam i próbowaliśmy niezależnej pracy, głównie wśród katolików, którzy odeszli od Kościoła Rzymskokatolickiego w latach 70. Wynikało to z tego, że te biedne dusze nigdy nie poznały nauczania Kościoła Katolickiego w wielu kwestiach. Porzuciły Jezusa, Dobrego Pasterza, znajdującego się w tabernakulum, aby błąkać się na pustyni. Spotykaliśmy się na pikniku pod namiotem znajdującym się w parku miejskim w każdą niedzielę. Śpiewaliśmy nowe pieśni religijne i uczyliśmy się doktryn C.I. Scofield'a pod pozorem nauczania „właściwej Biblii”. W tym czasie pracowałem na pełny etat w zakładzie pracy i byłem pastorem baptystą, pełniącym posługę duszpasterską na pół etatu. Jednak po pięciu latach byłem niespokojny i rozdrażniony. Wiedziałem, że gdzieś musi być autentyczny Kościół. Tylko jak mogłem znaleźć drogę prowadzącą do Kościoła Jezusa Chrystusa, kiedy ci, których spotykałem na co dzień odeszli od niego? Jak mogłem znaleźć pokarm dający życie duszy kiedy spotykałem osoby, które tak naprawdę nim gardziły, pomimo że w przeszłości nim karmiły się?

ksiądz Thomas Hickey

Ciąg dalszy nastąpi

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol: Marcin Rak

Źródło:https://chnetwork.org/story/fr-thomas-hickey-in-celebration-of-my-ignorance/

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Powiązane artykuły

Od pastora baptysty do katolickiego kapłana – część druga

Od pastora baptysty do katolickiego kapłana – część druga

autor: ksiądz Thomas Hickey

To była największa trauma, jakiej doświadczyłem. Mój świat zapadł się. Czułem się zdradzony przez ludzi, którym ufałem, a którzy uczyli mnie jak głosić i nauczać Słowo Boże. Nie wiedziałem jaki...

dodano: 2019-04-09 MRak
Komentarzy (0)
Od pastora baptysty do katolickiego kapłana – część trzecia

Od pastora baptysty do katolickiego kapłana – część trzecia

autor: ksiądz Thomas Hickey

Nawróciłem się na Katolicyzm w czasie, kiedy nad Kościołem zebrały się czarne chmury. Wiadomości w mediach przedstawiały historie księży oskarżonych o pedofilię, korupcji w kościele, ukrywania...

dodano: 2019-04-16 MRak
Komentarzy (0)