żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Znalazłam Kościół, w którym chcę wytrwać do końca życia - część pierwsza

autor: Kathy McDonald

użytkownik: MRak z dnia: 2018-10-23

Nasz trzeci syn miał 10 dni w „Święto Reformacji” w 1998 roku. Tamtego dnia nabożeństwo prowadził pastor miejscowego zboru luterańskiego, już po siedemdziesiątce, z bujną białą czupryną na głowie. Ten duchowny protestancki był emerytowanym dyrektorem szkoły luterańskiej. Pastor stanął na ambonie i podniósł do góry książkę, którą określił mianem: „Dzieło Diabła”. Książkę napisał pewien katolicki pisarz, dotyczyła ona kwestii uzasadnienia katolickiej nauki. Natomiast luterański kaznodzieja trzymając tę książkę krzyczał: „Reformacja musi trwać nadal!” Był wtedy wściekły, przerażony i bezpodstawnie przeciwny wobec katolickiego pisarza, autora książki. W pewnym momencie pochyliłam się i szepnęłam Joe’mu, mojemu mężowi: „Powinniśmy przeczytać tę książkę”.

Chociaż oboje wyznawaliśmy Luteranizm, mój mąż był na fakultecie w collegu katolickim w małym mieście, do którego przeprowadził się na dwa miesiące przed urodzeniem naszego pierwszego syna. Joe znalazł wspomnianą wyżej książkę w bibliotece w collegu i wypożyczył ją dla mnie. Jej lektura była początkiem końca mojego życia w wierze luterańskiej.

Przyszłam na świat i wychowywałam się w konserwatywnej rodzinie, wyznającej niemiecki Luteranizm - Lutheran Church Missouri Synod w skrócie LCMS (to jest Kościół Luterański Synodu w Missouri, KLSM). Byłam trzecim dzieckiem z pięciorga rodzeństwa. Ja i moje rodzeństwo zostaliśmy ochrzczeni jako dzieci. Uczęszczaliśmy do zboru i szkoły niedzielnej w każdą niedzielę. Nawet jeśli podróż do zboru była daleka, nigdy nie spóźnialiśmy się na nauki. Moje najszczęśliwsze wspomnienia z dzieciństwa są związane z nabożeństwami w zborze, szczególnie podczas Świąt Bożego Narodzenia i Wielkanocy. Zawsze miałam żywą wiarę i brałam do serca wszystko co mogłam złapać podczas nabożeństw w zborze. Przesłania podczas adwentu i wielkiego postu, głoszone podczas wieczornych nabożeństw we środy, na które wiernie uczęszczałam wraz z moją rodziną, pozostawiły wielkie wspomnienia w moim sercu. Jednego roku byłam dość zaskoczona, kiedy obudziłam się pewnego poranka w Święta Bożego Narodzenia i okazało się, że Jezus jeszcze nie przybył powtórnie. Miałam takie przekonanie, ponieważ nasz pastor tak żywiołowo i pilnie głosił Jego Powtórne przyjście tamtego Adwentu. Kochałam śpiewać piękne pieśni i hymny w naszym zborze i uczestniczyć w liturgii. Nie byłam jednak w stanie zrozumieć dlaczego mówiliśmy Bogu, że „zaledwie” (lepiej pasuje tu słowo serdecznie) jest nam przykro z powodu naszych grzechów podczas ogólnej spowiedzi naszych win w każdą niedzielę. Regularnie i gorliwie czytałam moje ulubione historie w Biblii, która była jedyną książką religijną w naszym domu, a którą zdobyłam dzięki wzorowemu uczestnictwu na naukach w szkole niedzielnej.

Kiedy byłam w ósmej klasie odbyło się nabożeństwo potwierdzenia mojej przynależności do Luteranizmu. Byłam wtedy zaniepokojona faktem, że nie posiadam „prawdziwej wiary”. Nasuwały mi się dwa pytania związane z Biblią: „Skąd wiem, że ktoś tego nie zmyślił?” i „Jak ktoś może znać prawdę?”. Były to typowe pytania zadawane przez dorastającego nastolatka, ale w moim przypadku czułam się torturowana przez te zagrożenia dla mojej wiary. Obawiałam się, że byłam ateistką kiedy odbywało się nabożeństwo potwierdzenia mojej przynależności do Luteranizmu. Modliłam się wtedy, aby Bóg po prostu obdarzył mnie „energią”, przez niezachwianie wiary w momencie mojego potwierdzenia. Tak się nie stało. Jednakże otrzymałam wtedy wspaniały prezent w postaci modlitewnika. Od tamtego dnia modliłam się o „wiarę”, którą pragnęłam otrzymać: „Panie, w którego wierzę, pomóż mi niewierzącemu. Wzmocnij tę moją słabą i migocącą wiarę”. Odmawiałam tę modlitwę bardzo często przez okres szkoły średniej kiedy zmagałam się z moimi wątpliwościami. Prawdziwie szukałam Boga, ale jednocześnie nie wiedziałam, gdzie mogę go znaleźć.

Na jakiś czas stałam się członkiem chrześcijańskiego duszpasterstwa pod nazwą Young Life, którego członkami byli uczniowie szkół średnich i studenci. To wydarzenie otworzyło mi oczy. To właśnie tam, po raz pierwszy, doświadczyłam niesamowitej modlitwy, gdy chciałam tylko „porozmawiać z Bogiem”. Wcześniej nie pokazano mi, jak to się robi. Wtedy też poznałam chrześcijańskie książki. W przeszłości nie wiedziałam nawet, że księgarnie chrześcijańskie w ogóle istnieją. Przeczytałam ekscytujące historie odważnych mężczyzn i kobiet wiary, jak: David Wilkerson „The Cross and the Switchblade” autorstwa David Wilkerson'a i „God’s Smuggler” napisanego przez Brother Andrew. Chciałam być tak jak oni, oddać swoje życie dla Boga. Wreszcie odnalazłam coś, czego szukałam: ludzi, którzy prawdziwie żyli wiarą, którą wyznawali.

Moi rodzice nie byli zadowoleni z mojego zaangażowania w działalność duszpasterstwa Young Life i nie mogli zrozumieć dlaczego nie chciałam uczęszczać na spotkania naszego, luterańskiego duszpasterstwa młodych ludzi. Jednakże, po trzech latach działalności w Young Life nie poczułam głębi wiary, której poszukiwałam. Wtedy nie mogłam tego zdefiniować, ale to wszystko było dla mnie „nie wystarczające”. Kiedy byłam nieco starsza, przygotowując się do przyjęcia do collegu luterańskiego, poczułam się zmuszona do powrotu do mojej luterańskiej grupy działającej przy zborze. Ten pomysł był „kwiatem, wyrastającym tam, gdzie jesteś zasadzony”. Wtedy miałam takie cele w moim życiu: znaleźć Boga, poznać Go, pokochać Go i oddać Mu swoje życie. Chciałam zostać misjonarką. Okazało się, że jedynym sposobem na to, aby Kobieta należąca do Luterańskiego Kościoła Synodu Missouri mogła to osiągnąć, było zawarcie małżeństwa.

Dla wyznawcy Luteranizmu Słowo Boże ma najważniejsze znaczenie. Jest jednym z dwóch „środków łaski”, przez które Bóg stwarza i zwiększa wiarę w nas. Na drugim miejscu są sakramenty chrztu, Wieczerzy Pańskiej i komunii świętej. Dotarło do mnie, że jeśli chcę otrzymać heroiczną wiarę, której bardzo pragnęłam, to muszę oddać się studiowaniu Słowa Bożego. W kolegiach luterańskich ta droga znajduje się w „teologii”, a nie w studium Pisma Świętego. Myślałam, że jedynym sposobem do podążania drogą wiary było studiowanie teologii, a jedyną opcją kariery dla kobiet w dziedzinie teologii było otrzymanie święceń diakonatu.

Długie poszukiwania

Studia teologiczne okazały się dla mnie wielkim rozczarowaniem, gdyż ten czas nie zbliżył mnie do osobistej relacji z Bogiem, której pragnęłam. Ten czas, tak naprawdę, był intelektualną rozmową o Bogu. Większość z tej pogawędki nasuwała kolejne pytania związane z fundamentalnymi prawdami chrześcijaństwa, których mnie nauczono. Pomimo szlachetnie brzmiącego motta: „Wiara i Służba w Chrystusie” program przygotowania do przyjęcia przeze mnie święceń diakonatu był tak naprawdę pierwszym zetknięciem się z feminizmem w moim życiu. Okazało się, że służę dla feminizmu, a nie dla Chrystusa. Poszukiwałam zanurzenia mojego życia w Bogu, a tak naprawdę byłam przygotowywana do otwartego rozłamu duszpasterstwa, składającego się wyłącznie z mężczyzn w Luterańskim Kościele Synodu Missouri, które miało uwzględnić kobiety. Ta denominacja luterańska rozbiła się kiedy odbywałam studia w luterańskim collegu. W tym konserwatywnym odłamie, którego nazwa brzmi Luterański Kościół Synodu Missouri posługę duszpasterską sprawują tylko mężczyźni. Natomiast liberalny odłam, który później powstał z tej i innych grup luterańskich utworzył the Evangelical Lutheran Church of America, ELCA (Ewangelicko Luterański Kościół Ameryki, ELKA), w którym zarówno kobiety i mężczyźni przyjmują święcenia prezbiteriatu i biskupie. Po ukończeniu uniwersytetu luterańskiego i otrzymaniu stopni naukowych w dziedzinie teologii i greki, nie zbliżyłam się bardziej do Boga. Byłam zrażona i zakłopotana, nie wiedziałam co dalej.

Moje poszukiwanie Boga trwało przez kilka lat podczas serii kościelnych profesji: staż diakonki, dyrektywa chrześcijańskiej edukacji w Kościele luterańskim, a potem jako luterański katecheta w szkole. Poszukiwałam też Boga w Izraelu, podczas studiów podyplomowych i później jako nauczycielka w szkole podstawowej w Jerozolimie. Wiele katolickich sanktuariów w Ziemi Świętej wywarło na mnie wrażenie, szczególnie Sanktuarium Grobu Bożego w Jerozolimie, które przybliża tradycyjne miejsca ukrzyżowania, pogrzebu i zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Piękno tego wszystkiego pozostawiło we mnie głębokie wrażenie, ale jeszcze nie miałam podstaw do przyjęcia katolickiej historii lub kultu.

Po powrocie do Stanów Zjednoczonych pracowałam dla Luterańskiego Kościoła Synodu Missouri w kształceniu misyjnym. Podróżowałam po całym kraju promując misje Kościoła Luterańskiego za granicą. Ta praca sprawiła, że przejechałam całe Stany Zjednoczone. Więcej, dzięki niej dotarłam na misje do Nigerii. Piękność, prostota i modlitwy mieszkańców tego kraju głęboko mnie poruszyły. Tam poczułam, że odrobinę zbliżałam się do Boga.

 
Kathy McDonald
 
Ciąg dalszy nastąpi
 
Tłumaczenie z j.ang. na j.pol.: Marcin Rak
 

zobacz powiązane artykuły

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Powiązane artykuły

Moja droga do Kościoła Katolickiego

Moja droga do Kościoła Katolickiego

autor: Joanna Wahlund

Pewnego dnia, według mnie był to początek stycznia 2003 roku, Collin zaskoczył mnie, kiedy oświadczył, że wiele myślał, robił dużo badań, wiele się modlił i poczuł, że Bóg chce, aby nawrócił się na...

dodano: 2016-01-29 KlaW
Komentarzy (1)
Odnalazłem Kościół za którym tęskniłem

Odnalazłem Kościół za którym tęskniłem

autor: Klemens Morgenstern

Na rok przed moim nawróceniem w czasie poznawania Kościoła Katolickiego moja wiara ożywiła się ponownie. Wcześniej byłem bierny i przygnębiony, a będąc katolikiem odkryłem piękno swojej wiary....

dodano: 2015-11-21 KlaW
Komentarzy (0)