żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Boże, Prowadź!

autor: Dawid

użytkownik: Klaudia z dnia: 2017-11-04

Miałem 8 lat gdy zmarła moja droga babcia. Pamiętam jednak dużo  z Jej świętego oraz nienagannego życia,  przesyconego oddaniem Bogu oraz cierpieniem. Z opowiadań Jej dzieci była osobą głęboko religijną oddaną Jezusowi. Moja ciocia mówi, że w kościele parafialnym zawsze śpiewała godzinki najgłośniej na cały Kościół, a sąsiedzi widząc, jak chodzi codziennie do kościoła, pytali ją: „ Za kogo tym razem będzie się modlić?”.

Wychowała 3 dzieci, w tym mojego tatę. Dużo można by opisywać wydarzeń z życia mojej babci, które były pełne radości oraz trosk. Jej mąż Stanisław a mój dziadzio, którego nie poznałem też był człowiekiem oddanym Bogu oraz Kościołowi. Moją babcię pamiętam z ostatnich lat jej życia. Pamiętam jak jeszcze była na tyle zdrowa, że mogła chodzić i siedzieć. Jak przesiadywała przed oknem i patrzyła na ten piękny świat jednocześnie dużo się modląc. Przychodząc z przedszkola razem z plecakiem na plecach, leciałem do pokoju mojej babci i przesiadywałem z nią, moi rodzice byli czasami źli, bo obiad nam stygł a my rozmawialiśmy. Uczyła mnie modlitw, prawdziwego oddanie Matce Bożej, poprzez rozmowy ze mną oraz zwykły uśmiech pełen radości oraz emanujący szczęściem. Babcia chorowała na gruźlicę i inne choroby, które postępowały, nie mogła się poruszać musiała leżeć całe dnie i noce, cierpiąc niezwykle poprzez nieziemski ból szczególnie ból odleżyn. Zawsze przed i po szkole, przychodziłem do babci przytulałem ją wiedząc, że cierpi dla Jezusa i za Kościół.  

Przeżywała wielkie cierpienia i możną Ją nazwać swoistą męczennicą domowego cierpienia cichego bez skargi. Zawsze dużo z babcią rozmawiałem, a Ona ze mną pomimo cierpienia nigdy nie była zła zawsze mówiła do mnie Dawidku, mój wnusiu. To moja babcia nauczyła mnie prawdziwego chrześcijaństwa oraz wiary i oddania Bogu. Ta lekcja była niezmiernie ważna w moim życiu, najważniejsza. W ostatnich daniach pozostawiła swoisty testament mówić: "Boże, Prowadź!". Do tej pory mam w uszach te piękne słowa.

Po śmierci mojej babci, zobaczyłem w szufladzie zbrudzą książeczkę do modlitwy, ubrudzoną ziemią oraz potem dnia codziennego, zawsze po ciężkiej rolnej pracy modliła się. Można powiedzieć z całą pewnością i przekonaniem,  że jest naszą rodzinną Świętą. Która oręduje za nami u Boga. Nauczyła nas wszystkich piękna cierpienia i oddania go woli Bożej. Takiej osoby nie było w całej mojej miejscowości. Takie skromne świadectwo spisane przeze mnie, powinno być rozpowszechniane, ażeby każdy wiedział jak wielkim skarbem są nasi dziadkowie,  jak wiele potrafią zrobić w naszym życiu, jaką wielką wartością jest ludzie cierpienie.

Komentarze (1)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~Podaj imię lub nazwisko (nick)

10.11.2017, godz.18:29

Cudowne swiadectwo...ja mialam takiego dziadka :-) rok temu zmarl... Czlowiek nigsy nie skarzacy sie na nic,ciagle zartujacy...chodzaca dobrota...Juz jako mala dziewczynka uczylam sie szacunku do Boga gdy dziadek za kazdym razem gdy przejezdzalismy obok przydroznego krzyza zdejmowal czapke z szacunkiem pozdrawiajac Pana...albo gdy juz byl bardzo chory,ale potrafil chodzic to,mimo ze rodzina zabronila to on wymknal sie na droge krzyzowa ulicami miasta..to sie nazywa milosc do Pana... Niedawno przyszedl do mojej prababci,na jej 94 urodziny caly na bialo,lsniacy...pojawil sie i zniknal...ja wierze, ze juz tez cieszy sie w pelni obecnoscia Pana...pozdrawiam i wszystkim zycze takich dziadkow...