żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Zagrałam koncert dla nieżyjącego brata

autor: Ola

użytkownik: Klaudia z dnia: 2016-06-03

Zdecydowałam się wziąć udział w przesłuchaniach nie ze względu na siebie, ale dla mojej mamy, gdyż chciałam sprostać jej oczekiwaniom. Choć byłam jedynaczką, wciąż wydawało mi się, że muszę rywalizować z kimś, kogo nie znam. Mama nieustannie oceniała mnie w kategoriach: „Jesteś lepsza”, „Jesteś gorsza”. Od kogo? Po latach poznałam odpowiedź.

Starałam się. Naprawdę robiłam wszystko, by zakwalifikować się na młodzieżowe występy muzyczne, do których przygotowaniami żyło całe miasto. Chodziłam do szkoły muzycznej, więc zdaniem rodziców powinnam bez problemu przejść przesłuchania. Jednak kiedy stanęłam przed komisją, presja oczekiwań stawianych mi przez mamę sprawiła, że z moich skrzypiec zamiast rzewnej muzyki popłynęły jakieś szorstkie dźwięki. Stałam bez ruchu, jakby coś nagle sparaliżowało mi rękę. Dobrze znałam ten stan. Ilekroć starałam się dobrze wypaść, zawsze coś mi się nie udawało.

Kiedy miałam pięć lat, nabroiłam coś w mieszkaniu i nie potrafiłam tego posprzątać. Mamę bardzo to zdenerwowało. „Mogłam pójść na aborcję, gdy byłam z Tobą w ciąży. Tamto dziecko byłoby lepsze” – powiedziała ze złością w głosie. Przestraszyłam się tych słów, choć nie rozumiałam ich znaczenia. Wprawdzie mama zaraz zreflektowała się i próbowała załagodzić sytuację, przepraszając mnie, ale jej słowa zapadły mi głęboko w pamięć. Poczułam się winna, niepotrzebna, niekochana.

Wydawało mi się, że coś mi grozi, ale nie potrafiłam o tym porozmawiać z mamą, której postępowanie uważałam za dziwnie i niezrozumiałe. Niby troszczyła się o mnie, ale wyczuwałam jakąś barierę, jakiś dzielący nas mur. Drobne rzeczy łatwo wytrącały ją z równowagi, a wtedy potrafiła być okrutna. Jej słowa naprawdę bolały. Zabiegałam o jej miłość, ale ona mnie odpychała. Sądziłam, że jeśli coś osiągnę, mama będzie ze mnie zadowolona i w końcu mnie pokocha. Któregoś dnia usłyszałam kłótnię rodziców:

– „Przez Ciebie straciłam dziecko!”.

– „Ja nie kazałem Ci iść na zabieg, sama tak zdecydowałaś!”.

– „Ale mogłeś mnie powstrzymać!”.

Po takiej kłótni mama zamykała się w sobie. Nie rozmawiała z nami, godzinami wpatrując się w pustą ścianę. „Mama ma depresję, dajmy jej spokój” – mówił tato, biorąc mnie za rękę i wyprowadzając na spacer. Znów czułam się winna i odpowiedzialna za ten jej stan.

Mamę nic nie zadowalało, wciąż stawiała mi wysokie wymagania, których spełnienie kosztowało mnie wiele wysiłku, a i tak nigdy nie była ze mnie zadowolona. Gdy na świadectwie szkolnym z VI klasy zobaczyła przewagę czwórek, a nie piątek, usłyszałam ostre słowa: „Ty niezdaro, po co ja Cię urodziłam? Mogłam tamtemu pozwolić żyć”. I znów zaczęła płakać.

Teraz już wiedziałam, co znaczy słowo: „aborcja”. Poczułam się winna, że żyję, że to nie on przeżył, lecz ja. Byłam niemal pewna, że miałam brata. Widziałam go kilka razy we śnie. Szłam wtedy gdzieś z rodzicami, a on podążał za nami. Nie mógł nadążyć, ale rodzice nie zwracali na to uwagi. Został gdzieś w tyle, aż w końcu zniknął mi z oczu.

Teraz też pomyślałam: „On z pewnością zagrałby wspaniale, komisja byłaby zachwycona”. Nagle jakby powróciło mi czucie w palcach. Wciąż jeszcze stałam na podium, więc chwyciłam za smyczek. „Zagram dla Ciebie, mój mały” – pomyślałam, a ze strun popłynęła piękna muzyka, która zaskoczyła mnie samą. Grałam dla niego, dla Wojtusia, bo tak go nazywałam pieszczotliwie. Chciałam mu powiedzieć, że noszę go w sercu i że żałuję, że nie ma go między nami, że tęsknię… Wyobraziłam sobie, że na tle błękitnego nieba, którego zarys widziałam przez okno, jako aniołek bawi się teraz nutami wypływającymi z moich skrzypiec.

To, czego doświadczyłam tam na sali, odmieniło mnie i moje życie. Poczułam się szczęśliwa, tak jakbym zrzuciła z pleców jakiś ogromny ciężar. Komisja była zachwycona moją grą i przyznała mi pierwsze miejsce. Choć zasłużyłam na pochwałę, mama była oszczędna w słowach: „Ten występ to nic takiego, teraz zaczniesz się przygotowywać do liceum muzycznego, a tam nie będzie tak łatwo” – powiedziała.

Wszystko wróciło „do normy”. Atmosfera w domu znów stała się napięta, nerwowa, a mamą nadal miotają skrajne emocje. Żyję z tym, bo nie mam innego wyjścia, nie zmienię swojej rodziny. Wraz z nimi dźwigam ten bagaż związany ze śmiercią mojego brata, bagaż aborcji, która zamieniła życie mojej rodziny w piekło.

Postawiłam się rodzicom i nie poszłam do szkoły muzycznej, lecz wybrałam ogólniak. Nie czuję się dobrze, na co dzień męczą mnie różne lęki, wciąż przeżywam niepokój, poczucie winy, choć staram się nie ulegać tym emocjom. Nie wierzę też w siebie. Są jednak chwile, gdy czuję się szczęśliwa, wyzwolona od zmartwień, spełniona. Dzieje się tak wówczas, gdy wyciągam skrzypce i gram dla mojego brata. Może jest to moja prośba skierowana do niego w imieniu mojej rodziny o przebaczenie za to, że zabrano mu życie?

Ola

Świadectwo zaczerpinięte z książki: "Duchowe konsekwencje aborcji" pod redakcją Biblioteki Mięsiecznika Egzorcysta. 

 

 

 

 

 

Komentarze (2)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~Rysiek

04.04.2017, godz.04:56

Witaj, myślę że powinnaś ćwiczyć by napisać muzykę 'Dla Wojtusia' i grać ją rodzicom... może ich to uleczy a tym samym całą rodzinę. Muzyka czyni cuda i łagodzi obyczaje.

~plastyk60L

09.12.2016, godz.08:38

Witam , myśle że powinnaś ćwiczyć gre na skrzypcach , a zobaczysz sama , że codzienny trening na skrzypcach czyni mistrza