żywa Wiara

Świadectwa wiaryZOBACZ WSZYSTKIE

Zapłodnienie in vitro a nauka Kościoła Katolickiego

autor: Sheila Diamond

użytkownik: MRak z dnia: 2016-02-19

Co raz częściej spotykam katoliczki, które w celu posiadania dziecka poddały się procedurze sztucznego zapłodnienia, tzw. in vitro.

Kiedy spotykam kobietę, której gratuluję za to, że jest w ciąży i będzie niebawem mamusią to jednocześnie jestem przerażona słysząc, że zaszła w ciążę w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego. Co gorsza, kobiety, z którymi się spotkałam, i które poddały się zabiegowi sztucznego zapłodnienia to katoliczki, które regularnie chodzą do kościoła. Pewnego razu kiedy poinformowałam moją koleżankę – katoliczkę, że Kościół Katolicki potępia zapłodnienie in vitro to spotkałam się z niedowierzaniem z jej strony. „Jak to możliwe? Czy Kościół nie zachęca pary małżeńskie do posiadania dzieci?” - tak mi odpowiedziała moja koleżanka, która mi nie wierzyła. Postanowiła to sprawdzić na internecie, a nie przez rozmowę z kapłanem. Okazało się, że miałam rację. Potem moja koleżanka tak mi powiedziała: „Nigdy nie słyszałam, że procedura in vitro jest potępiona przez Kościół”.

Nie byłam zaskoczona tą odpowiedzią, ponieważ nigdy nie słyszałam homilii na ten temat. Jednak liczba katolików, którzy decydują się na zabieg in vitro rośnie. Chociaż powszechne wysokie wskaźniki niepłodności częściowo są przyczyną tego stanu rzeczy to jednak decydującą rolę odgrywa libertynizm wśród katolików, na mocy którego każda osoba może sobie stworzyć prawdę, która jej pasuje. Taki liberalny katolik powiedziałby: „Myślę, że Bóg chciałby, abym miał/miała dziecko. W przeciwnym wypadku nie zaszczepiłby we mnie takiego pragnienia posiadania potomstwa. In vitro to jedyny sposób, abym mógł/mogła mieć dziecko. Nie potrzebuję stanowiska Kościoła Katolickiego w tej kwestii”.

Zjawisko libertynizmu jest bardziej powszechne wśród katolików mających wyższe wykształcenie. Skoro zapłodnienie in vitro jest powszechnie stosowane to tym samym nie wymaga od nich trzeźwej analizy pod względem moralnym. W przypadku sztucznego zapłodnienia, podobnie jak w kwestii stosowania antykoncepcji, autorytet moralny Kościoła Katolickiego jest często lekceważony. Ktoś powiedziałby: „Nie potrzebuję Kościoła, aby mi mówił to, co jest dla mnie 'dobre'”. W przypadku zapłodnienia pozaustrojowego, oczywiście jeśli kogoś stać na tą procedurę, to powyższe stwierdzenie jest wystarczające dla takiej osoby. Tak naprawdę para małżeńska, która jest bezpłodna, starsza wiekiem, lepiej wykształcona, finansowo niezależna od innych i zdesperowana, aby mieć dziecko jest potencjalną kopalnią złota dla kliniki in vitro, ponieważ takie osoby mogą być bardzo łatwo wykorzystane przez „specjalistów” od sztucznego zapłodnienia.

Zapłodnienie in vitro to nie jest tylko sposób na posiadanie dziecka. To jest także środek na posiadanie „lepszych” dzieci. Częścią moralnej analizy sztucznego zapłodnienia jest przestudiowanie eugenicznych wskaźników, które są częścią tego procesu. W skład każdej procedury in vitro wchodzi selekcja embrionów, która ma na celu ustalenie ich przydatności przed zagnieżdżeniem. Embriony, które posiadają niepożądane cechy (między innymi chorobę genetyczną, lub złą płeć) są odrzucane podczas tego procesu. Niewykorzystane zapłodnione komórki jajowe są, albo niszczone, lub zamrażane do użycia w późniejszym terminie. Jednak setki tysięcy tych zamrożonych embrionów nigdy nie doczeka się zagnieżdżenia, ponieważ one marnieją przez wiele lat podczas tego przechowywania i tym samym są opuszczone, lub zapomniane.

Para małżeńska, która decyduje się na zabieg in vitro nie ma intencji niszczenia własnych embrionów. Jednak w wielu przypadkach małżonkowie nie mają świadomości, że „dodatkowe” embriony będą stworzone podczas procedury sztucznego zapłodnienia. Tworzenie nadwyżki embrionów jest powszechną praktyką w Stanach Zjednoczonych. Istnieje ogromna rywalizacja pomiędzy klinikami przeprowadzającymi zapłodnienie pozaustrojowe i tym samym te placówki muszą stworzyć i doprowadzić do zagnieżdżenia się większej liczby embrionów w celu utrzymania wysokich wskaźników zajścia w ciążę i porodów wśród „klientek”. Za ogromną liczbą porodów przez zastosowanie sztucznego zapłodnienia kryje się zabijanie wielu embrionów. Jeśli dana para ma zamiar zainwestować ogromną ilość pieniędzy w procedurę in vitro to tym samym wybiorą tylko tą klinikę, która ma najlepsze statystyki pod względem liczby ciąż i porodów. W niektórych krajach istnieje takie prawo, które pozwala na stworzenie tylko określonej liczby embrionów, które będą zagnieżdżone. Jednak w USA nie ma takich restrykcji prawnych i tym samym nadmiar embrionów staje się problemem. Większość par, które zdecydowały się na przechowywanie embrionów bierze pod uwagę ich wykorzystanie w przyszłości. Niestety kiedy dana para zachodzi w ciążę i po 9 miesiącach następuje poród dziecka to tym samym istnieje małe prawdopodobieństwo, że Ci ludzie po raz kolejny zdecydują się na zabieg sztucznego zapłodnienia. Para cieszy się ze swojego dziecka i to im wystarczy. Sama procedura in vitro jest nieprzyjemna i upokarzająca. Często rezultaty zapłodnienia pozaustrojowego przynoszą rozczarowanie. Z tego powodu większość par nie chce po raz kolejny poddać się procedurze sztucznego zapłodnienia.

W tym miejscu pragnę podać przykład, który zilustruje, czym tak naprawdę jest in vitro. Pewnego razu poznałam kobietę, która poddała się sztucznemu zapłodnieniu i w rezultacie urodziła bliźniaczki. Niestety obie dziewczynki były wcześniakami, a jedna z nich stopniowo zaczęła tracić słuch. Podczas porodu kobieta była po czterdziestce. W tym miejscu muszę dodać, że to była w jej życiu pierwsza ciąża, w którą zaszła. Ciąża obu dziewczynek przebiegała źle i z tego powodu ich matka chorowała cały czas. Jednak najgorszym rezultatem procedury in vitro jest to, że ta kobieta posiada 8 embrionów, które są zamrożone i przechowywane w klinice przeprowadzającej zabiegi sztucznego zapłodnienia. Od samego początku całej procedury nie miała świadomości, że specjaliści od zapłodnienia pozaustrojowego stworzyli 8 dodatkowych embrionów. Ta kobieta uważała, że Ci ludzie zamrozili tylko jej komórki jajowe i spermę jej męża do ewentualnej procedury w przyszłości. Podczas naszej rozmowy ta kobieta była bardzo zdenerwowana, ponieważ musiała podjąć decyzję, czy zapłacić za kolejny rok przechowywania tych embrionów, czy nie. Bardzo bolała ją ta sytuacja, ponieważ nie miała żadnych planów co do tych embrionów. Kiedyś poprosiła swoją siostrę, aby te embriony mogły zagnieździć się w jej łonie. Jednak jej siostra miała już dorosłe dzieci i nie brała pod uwagę ewentualnego powiększenia rodziny, a patrząc na problemy zdrowotne swojej siostry podczas ciąży w wyniku in vitro nie chciała przechodzić przez takie same problemy zdrowotne. Tym, co najbardziej przemawia w historii tej kobiety jest reakcja jej męża, który jednocześnie jest ojcem tych embrionów. „Mój mąż nie rozumie powagi sytuacji” - twierdzi kobieta. Wygląda na to, że jej mąż był świadomy tego, że ciąża jego żony była niebezpieczna dla jej zdrowia i życia. Dlatego po porodzie powiedział jej: „Nigdy więcej nie będziemy przechodzić przez coś takiego”. Tym samym gardzi losem ich embrionów, które tak naprawdę są jego dziećmi. „Zapomnij o nich! Mamy dwie córki, a ja odzyskałem żonę. To nam wystarczy” - tak powiedział jej mąż. Jego żona wyjaśnia, że: „Nie jestem zaskoczona obojętnością ze strony mojego męża, ponieważ tym, co on zrobił podczas całej procedury in vitro było oddanie nasienia do filiżanki. On nie zdaje sobie sprawy z powagi całej sytuacji. Patrząc na moje córeczki uświadamiam sobie, że inne moje dzieci są gdzieś przechowywane. Wiem, że pewnego dnia moje córki spytają mnie: 'Gdzie są pozostali nasi bracia i siostry?'. Kiedy ten dzień nastąpi dowiedzą się, co tak naprawdę stało się z ich rodzeństwem. Nie wiem, co ja im powiem. Kocham moje córeczki, ale żałuję tego w jaki sposób przyszły na świat” - wyjaśnia kobieta, która obecnie bardzo cierpi.

Dlaczego Kościół odrzuca zapłodnienie in vitro? Pierwsza zasada wyjaśnia pozostałe: dziecko zasługuje na to, aby poczęło się podczas pełnego miłości aktu małżeńskiego jego rodziców. Poczęcie na zewnątrz tego świętego uścisku jest niesprawiedliwością dla dziecka. Podczas sztucznego zapłodnienia dziecko jest „poczęte” przez manipulacje ze strony trzeciej osoby: laboranta. Czy to przekreśla nieskończoną wartość nowego życia? Oczywiście, że nie! Jednak procedura in vitro naraża dziecko nie tylko na zamrożenie, ale na wszystkie rodzaje zła, włączając w to opuszczenie, lub śmierć z powodu nadmiernego wyziębienia organizmu.

W starożytnym Rzymie noworodek, albo pozostawał przy życiu, albo umierał zgodnie z decyzją jego ojca. Jeśli ojciec uznał niemowlę jako swoje własne to ono żyło. W przeciwnym wypadku dziecko, albo było zabijane, albo trafiało do rynsztoka, lub było sprzedawane do niewoli. Każde dziecko, które nie miało ojca czekał ten los. To była straszna niesprawiedliwość, ponieważ to dziecko nigdy nie mogło zostać królem, otrzymać wykształcenia, lub cieszyć się z przywilejów, jakie przysługiwały jego biologicznym braciom i siostrom. Obecnie nikt nie zaprzeczyłby stwierdzeniu, że nieślubnemu dziecku należy się taka sama godność, jaka przysługuje jego rodzeństwu. Takie dziecko nie jest skazane na bycie na dnie ze względu na brak odpowiedzialności ze strony jego ojca. W tej kwestii nastąpił postęp w naszej cywilizacji. Jednak z powodu stosowania in vitro można dostrzec, że ludzie wracają do tej niesprawiedliwej praktyki wobec nienarodzonych dzieci. To zjawisko papież Benedykt XVI nazwał: „absurdalnym losem” porzuconego i zamrożonego embrionu. To jest absurd, ponieważ nie można zrobić nic, co jest moralnie uzasadnione po to, aby to nienarodzone dziecko przeżyło.

Niektórzy twierdzą, że kardynał Ratzinger, późniejszy papież Benedykt XVI, nigdy nie wypowiadał się na temat adopcji embrionów pisząc Donum Vitae, instrukcję "O szacunku dla rodzącego się życia i o godności jego przekazywania". W tym czasie kiedy Donum Vitae powstawało, macierzyństwo zastępcze było powszechnie stosowaną praktyką. W tej encyklice ksiądz kardynał Ratzinger potępia surogactwo tak samo, jak heterologiczne zapłodnienie in vitro, które polega na uzyskaniu komórki jajowej, lub spermy od osoby spoza małżeństwa, które pragnie mieć dziecko. Ta praktyka sztucznego zapłodnienia jest stosowana w przypadku, gdy mężczyzna cierpi na aspermię, lub kiedy kobieta przestała jajeczkować, lub kiedy jedno z małżonków choruje na chorobę genetyczną. Dziecko poczęte w wyniku heterologicznego zapłodnienia in vitro nie jest biologicznym dzieckiem tej pary, ponieważ podczas jego poczęcia zastosowano biologiczną, lub genetyczną materię osoby trzeciej. Macierzyństwo zastępcze wymaga zagnieżdżenia się embrionu w łonie kobiety, która nie jest biologiczną matką tego dziecka. Surogactwo polega na zajściu w ciążę z dzieckiem, które biologicznie nie jest spokrewnione z matką, a cały proces macierzyństwa zastępczego odbywa się poza aktem małżeńskim. Surogactwo jest podobne do heterologicznego zapłodnienia in vitro, jeśli bierze w nim udział trzecia osoba oprócz pary małżeńskiej.

Wiele osób uważa, że embrion, który został porzucony przez swoich biologicznych rodziców, lub jeśli jego matka nie chce, aby ten zagnieździł się w jej łonie powinien zostać „adoptowany”. Taki argument wzbudza szacunek, ponieważ dzięki temu dziecko ma szansę na przeżycie i jest ocalone przed tym, że stanie się królikiem doświadczalnym dla naukowców. Czy taka „adopcja ratunkowa” powinna być moralnie dopuszczalną opcją? Z jednej strony wychwalana jest intencja pary, która pragnie zostać rodzicami „ratunkowymi”. Natomiast z drugiej strony sama intencja nie wystarczy w ocenie moralnej uczynków, ponieważ czyn sam w sobie musi być dobry, aby był uczynkiem dopuszczalnym pod względem moralnym. W przypadku „adopcji ratunkowej” dla embrionu, kobieta zachodzi w ciążę z dzieckiem, z którym nie jest związana pod względem biologicznym. Co więcej to dziecko nie poczęło się w jej łonie podczas aktu małżeńskiego. Taki stan rzeczy również nazywa się surogactwem. Teraz możemy zrozumieć, dlaczego macierzyństwo zastępcze jest niedopuszczalne.

Kiedy kobieta i mężczyzna zawierają związek małżeński stają się jednym zarówno ciałem i duszą w sposób unikalny aż do śmierci. Sakrament małżeństwa charakteryzuje się trwałością i wyłącznością. W przypadku „adopcji” embrionu przez małżonków kobieta znajduje się w takiej relacji cielesnej, w której jej mąż nie ma żadnego udziału. W takim przypadku mąż i żona nie są małżeństwem sposób równy podczas witania tego dziecka tak, jakby go witali podczas tradycyjnej adopcji. Mąż jest jedynie biernym widzem, który nie odegrał żadnej roli w poczęciu tego dziecka. Natomiast żona pełni rolę surogatki do czasu porodu dziecka. Tylko wtedy małżonkowie stają się razem rodzicami adopcyjnymi.

Zamrożone embriony są oddawane do „adopcji ratunkowych”. Często biologiczni rodzice wybierają adopcyjnych rodziców dla ich zamrożonych dzieci. Tak naprawdę te embriony nie są dostępne do adopcji jeśli ich biologiczni rodzice nie wyrażają na nią zgody. Natomiast te embriony, które zostały oddane do celów badawczych i naukowych przez swoich rodziców nie są już brane pod uwagę do ewentualnej „adopcji ratunkowej”, ponieważ ich los został przypieczętowany i nie można już ich ocalić.

Małżonkowie, którzy zgodzili się na ocalenie embrionu przez tzw. „adopcję ratunkową” zgłaszają się do kliniki in vitro, a następnego dnia kurier dostarcza zamrożone nienarodzone dziecko, które zostanie zagnieżdżone w łonie kobiety. Dla tych rodziców ta praktyka jest mniej kosztowna od procedury sztucznego zapłodnienia. „Adopcja ratunkowa” jest promowana nie tylko ze względu na niski koszt, ale też z powodu kontroli, która jest zapewniona embrionowi tak, jak w porównaniu z tradycyjną adopcją. Biologiczni rodzice embriona, który został oddany do „adopcji ratunkowej” mogą zobaczyć narodziny swojego dziecka u jego „adopcyjnych” rodziców. Oni kontrolują ciążę i czuwają, aby poczęte dziecko nie było narażone na takie niebezpieczeństwa jak: alkohol i narkotyki. Poza hormonalną stymulacją i pobraniem komórki jajowej i spermy rodzice, którzy zgodzili się na „adopcję ratunkową” przechodzą przez takie same procedury, jakie przeszli biologiczni rodzice embriona. Oni współpracują z tą samą kliniką specjalizującą się w zapłodnieniu pozaustrojowym i z tymi sami technikami i lekarzami. Natomiast embriony są monitorowane przez taką samą selekcję.

Z punktu widzenia pro life można odnieść wrażenie, że „adopcja ratunkowa” jest rozwiązaniem w przypadku, kiedy nowe życie jest zagrożone śmiercią. Jednak tutaj zatrzymajmy się na chwilę, aby przyjrzeć się kwestii kruchości relacji małżeńskiej. Katolicy stali się w pewnym sensie obojętni w sensie trwałości małżeństwa z powodu ogromnej liczby rozwodów i tzw. „seryjnej monogamii”, które występują zarówno wśród nas, a także wśród protestantów i niechrześcijan. W przypadku „adopcji ratunkowej” embriona małżeństwo jest stawiane w niebezpieczeństwie rozbicia, a wszystko dzieje się dla „ocalenia” nienarodzonego dziecka. Jednak tu nasuwa się takie pytanie: czy my naprawdę mówimy w takim przypadku o „ratunku” dla tego embriona?

Na początku roku 2000 w Hiszpanii weszło w życie prawo, które umożliwiło „adopcję ratunkową” tych embrionów, które zostały porzucone przez swoich biologicznych rodziców. Jednak większość par, które ubiegały się o „adopcję” porzuconych embrionów pochodziło z zagranicy, a znaczną część tych osób stanowili homoseksualiści, dla których adopcja dzieci była nielegalna w ich ojczyźnie. Obecnie kliniki in vitro zatrudniają surogatki dla homoseksualistów, którzy chcą mieć dzieci. Dla niektórych osób jest to sposób na rozwiązanie trudnego procesu, związanego z tradycyjną adopcją. Jednak nasuwa się tutaj takie pytanie: czy to jest naprawdę rozwiązanie problemu porzuconych embrionów?

Obecnie oddawanie i adopcja embrionów stała się praktyką skomercjalizowaną. Jedna businesswoman w stanie Teksas, która była sfrustrowana z powodu braku otrzymania prawa do adopcji dziecka założyła „działalność gospodarczą”, która zajmuje się „tworzeniem” embrionów. Klienci mają duży wybór wśród embrionów w zależności od ceny posiadania dziecka. Komórki jajowe i sperma pochodząca od osób, które ukończyły tylko college jest nieco tańsza od dawców, którzy posiadają tytuł zawodowy magistra, lub stopień naukowy doktora. Najdroższe są komórki jajowe i sperma, które pochodzą od osób wywodzących się z wyższych sfer społecznych. Właścicielka tego biznesu prowadzi nabór dawców, posiada zespół specjalistów od in vitro, którzy „grupują” embriony, a swoją „działalność gospodarczą” reklamuje za pomocą internetu. Ta businesswoman wyjaśnia, że miała dość „błagania” o dziecko tych kobiet, które w ostatniej chwili mogły zmienić zdanie i chce, aby „jakościowy produkt” był dostępny dla tych osób, które nie zważają na cenę. Ta kobieta znalazła znaczną liczbę potencjalnych dawców komórek jajowych i spermy wśród studentek i studentów, którzy mają trudności z opłaceniem swojej edukacji. Obecnie jej „biznes” stanowi konkurencję dla licznych klinik specjalizujących się w zapłodnieniu pozaustrojowym.

Jeśli istoty ludzkie można zamrozić i przewozić z miejsca na miejsce to one stają się towarami na sprzedaż. Z moralnego punktu widzenia należy stwierdzić, że proces zamrażania ludzkich embrionów musi być zakazany. Nie wolno zamrażać żadną istotę ludzką, bez względu na jej stan rozwojowy. Przechowywanie ludzkich embrionów za pomocą krioprezerwacji nie jest opieką nienarodzonego dziecka, ponieważ ono jest zamrażane dla wygody innych osób. Natomiast to dziecko otrzyma pozwolenie na urodzenie dopiero wtedy, kiedy jego biologiczni, lub „adopcyjni” rodzice będą tego chcieli. In vitro to pragnienie absolutnej władzy jednego człowieka nad drugim, a zamrażanie embrionów jest godną pogardy formą traktowania istnień ludzkich.

Pewnego razu wygłaszałam wykład przed grupą studentów ewangelików. Zapytano mnie jak to się stało, że setki tysięcy ludzkich embrionów jest porzucanych przez swoich biologicznych rodziców. Moja odpowiedź na to pytanie była prosta: antykoncepcja. Jeśli ktoś oddziela jednoczący i prokreacyjny aspekt od miłości małżeńskiej to tym samym zmierza do zamrażania embrionów. Osoby, które stosują antykoncepcję myślą, że mogą mieć tyle seksu, ile dusza zapragnie, z kimkolwiek i bez obawy nieplanowanej ciąży. Z tego powodu mamy taką sytuację: można zajść w ciążę bez żadnego współżycia. Nasza kultura nie jest przesycona seksem, tylko stała się aseksualna. Ta sama grupa studentów – protestantów spytała mnie gdzie mogą znaleźć stanowisko Kościoła Katolickiego w kwestii stosowania antykoncepcji. Poleciłam im lekturę encykliki papieża bł. Pawła VI: „Humanae Vitae” dodając: „Nie pytajcie o tą encyklikę waszych kolegów katolików stosujących środki antykoncepcyjne, ponieważ oni nigdy jej nie czytali”.

 

Sheila Diamond

Tłumaczenie z j.ang. na j.pol. moje: Militem Jesu et Mariae

Źródło:http://www.catholicculture.org/culture/library/view.cfm?id=7985&repos=1&subrepos=0&searchid=1574881

Komentarze (2)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~bezdzietna

31.05.2016, godz.13:57

Bardzo dobry artykuł. Powinniśmy jak najczęściej szukać okazji do dyskusji na temat pejoratywnych aspektów in vitro, aby uświadamiać ludzi, jaką moralną zgubę to za sobą niesie. Owszem, Kościół nie uznaje wielu rzeczy, nawet niektórych świadectw wiary, objawień, w które wierzą setki i te setki dzięki temu są bliżej Boga, ale właśnie takie sytuacje powstające w naszym życiu dają nam do myślenia, każą skłonić się nad własnym życiem, skłonić do myślenia nad tym jakie jest MOJE zdanie, jaka jest MOJA moralność, czy ją posiadam, nie patrzeć egoistycznie "pragnę dziecka i wydam sporo pieniędzy, aby spełnić swoje pragnienia, marzenia, cele". Dzisiaj wszystko można kupić, procedura in vitro to dla mnie spełnianie zachcianek o marzeniu o dziecku, to kupowanie swoich marzeń, tak jak luksusowego samochodu czy wymarzonego roweru. Pomyślmy przed podjęciem tak drastycznych decyzji o tym, że nasze życie nie trwa wiecznie, co powiemy kiedy staniemy przed Bogiem, kiedy zapyta nas o to jak przeżyliśmy swoje życie? Tutaj na ziemi jest dla nas niejasne dlaczego tyle par nie może mieć dzieci, ale tam zobaczymy prawdę, Bóg wszystko nam wyjaśni. Dlaczego ludzie nie proszą Boga przez modlitwę o potomstwo lub wskazanie drogi misji tutaj na ziemi tylko materializują swoje życie i życie swoich dzieci płacąc pieniądze ośrodkom, aby stworzyli dziecko w probówce?

~Sao

15.03.2016, godz.17:40

Bardzo dobry wywiad z lekarzem przeprowadzającym dawniej procedurę zapłodnienia in vitro polecam do przeczytania w Gościu Niedzielnym nr 11 z 2016 r. Przytoczone dane statystyczne (Polska 2014r) są przerażające: na 43 000 zapłodnionych, przepraszam za wyrażenie, zarodków, urodziło się 214 dzieci...