żywa Wiara

Szukając BogaZOBACZ WSZYSTKIE

Chociaż wiele nosi imion - jest tylko jedna

Chociaż wiele nosi imion - jest tylko jedna

Matka Boża Rzeszowska

 
Maryja - cicha, pokorna, ufajaca, zgodziła się urodzić Syna Bożego, choć wcale nie wiązało
się to z zaszczytami, dostatkiem, czy po prostu łatwym życiem...
 
Poznałam ją w kościele o.o. Bernardynów w Rzeszowie. To była moja parafia.
Ile Ona  tam musiała wysłuchać moich żali, próśb, czasem narzekań:).
Ale i ta z Kalwarii Zebrzydowskiej jest mi bliska, bo często tam bywałam.
Ale tak naprawdę poznałam Ją jako matkę, kobietę, kiedy przeczytałam książkę
pt."Cień Ojca" Jana Dobraczyńskiego.
 
 
Zobaczyłam wtedy zwykłą-niezwykłą kobietę, która znalazła się w nieciekawej sytuacji.
Nieciekawej nawet patrząc z perspektywy obecnych czasów.
Urzekła mnie tym, że  zawsze podejmowała dobre wybory. Na tym przecież polega życie.
Tylko, że ja nie zawsze umiem dobrze wybrać. Jak Ona to robiła?
Zaufała Bogu we wszystkim i bezwarunkowo choć wcale nie wiedziała z czym się to wiąże.
Oczywiście Józef był jej prawdziwą podporą, przewodnikiem, opiekunem, mężem.
 
 
Patrząc na życie Maryi to właściwie nie ominęły jej żadne najgorsze ludzkie doświadczenia,
Nie miała swojego domu, mieszkania, bezpiecznego miejsca, gdzie mogła by urodzić swoje dziecko,
potem musiała uciekać, ponieważ chciano zabić jej dziecko. Każda kobieta, która ma dziecko
może sobie wyobrazić co to znaczy dla matki. Ciągły strach o życie dziecka.
 
 
Ale była też radość z dorastania, z inteligencji i mądrości jej syna. Akceptacja wyborów swojego dziecka,
a potem patrzenie na niesłuszne oskarżenia, na cierpienie, a na końcu na śmierć.
Przeżyć śmierć swojego dziecka to chyba jedno z najtrudniejszych doświadczeń w życiu.
Ktoś kto tyle przeszdł, dobrze rozumie innego człowieka, który znajdzie się w takiej sytuacji.
 
 
Po raz pierwszy świadomie doznałam wstawiennictwa Matki Bożej Rzeszowskiej,
kiedy dowiedziałam się że zostanę mamą, ale jak powiedział lekarz " nie może jeszcze stwierdzić,
czy ciąża jest martwa, czy żywa". Dla mnie to było powalające, strach, łzy i Maryjo pomóż...
potem diagnoza ciąża jest żywa, ale zagrożona. Nie będę tu opisywać medycznych terminów zagrożenia...
To było jakieś 26 lat temu. Było trudno, ale urodziłam zdrową dziewczynkę, którą powierzyłam 
Matce Bożej Rzeszowskiej. Kiedy moja córka maiała 2,5 roku zachorowała na małopłytkowość.
To taka choroba, kiedy szpik kostny nie produkuje płytek krwi.
Właściwie lekarze stwierdzili, że cudem z tego wyszła. A ja wiedziałam, że ten cud wyprosiła Maryja.
Jeszcze wiele było takich "przypadków" w życiu moim i mojej rodziny. 
 
 
Maryja była dla mnie tą osobą, którą najbardziej rozumiałam w moim życiu duchowym,
dlatego do niej najczęściej się zwracałam.
Ona przyprowadziła mnie do swojego Syna, dzięki niej Go poznałam.
Jezus pozwolił mi poznać Ducha Świętego, Jego moc, siłę, poazał jak się Nim napełniać,
a poznając Ducha Świętego, jestem na drodze poznania Boga Ojca.
I choć to Bóg jest stwórcą wszystkiego, jest początkiem wszystkiego,
to moja droga zaczęła się od Maryii.
 
 
To ona była moją najskrytszą powierniczką, to od niej uczyłam się pokory, posłuszeństwa,
i przede wszystkim takiej pełnej ufności Bogu. Tego uczę się zresztą cały czas.
I dalej jestem pod wrażeniem jej bezwarunkowego oddania i zaufania Bogu.
 
 
Kiedy dotyka mnie trudne doświadczenie, z czymś sobie nie radzę, myślę o Miriam - kobiecie,
która umiała sobie poradzić w takich trudnych życiowo sytuacjach i do tego podejmowała zawsze
decyzje, które podobały się Bogu. Myślę co ona by zrobiła, jakby się zachowała. Bo choć żyła
w czasach z mojego punktu widzenie bardzo odległych to doświadczenia, które przeżywała
są podobne, a czasem takie same jak te dzisiejsze. Przecież ona była taką zwykła kobietą.
 
 
Też się bała, kiedy musiała uciekać ze swoim mężem i dzieckiem, bo ktoś chciał zabić jej dziecko.
Może nawet tego nie rozumiała. Też cierpiała, kiedy co prawda już dorosłe, ale jej dziecko zostało
nieprawdziwie oskażone, na oczach innych ludzi znieważone, pobite, a w końcu zabite.
Czy dzisiaj spotykamy się z takimi sytuacjami?
Moje doświadczenie mówi, że umiem zrozumieć sytuację drugiego człowieka, kiedy sama taką sytuację
przeżyłam. Maryja przeżyła chyba najtrudniejsze doświadczenia, w jakich mogła znaleźć się kobieta
i matka. Ale też każdy człowiek.
 
 
Dlatego potrafi zrozumieć każdego.
Dlatego nigdy, nikogo nie zostawi bez pomocy.
Dlatego powierzając jej swoje problemy, możesz być pewny, że będzie cię prowadzić do Jezusa.
A On zrobi resztę.
Co mogę powiedzieć... dziękuję, bo była ze mną nawet, kiedy tego nie widziałam, 
nawet wtedy, kiedy się obrażałam na cały świat, ona cichutko opiekowała się mną.
Jest cicha, delikatna, nie narzuca się, ale zawsze pomoże...
Wystarczy tylko ją o to poprosić.
 
pozdrawiam
AgnL.
 
zdjęcia Agnieszka Lęcznar

Komentarze (0)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

Agnieszka L.

kobieta, żona, mama

Szukając Boga

rozwiń opis

Bóg objawia się wszystkim. Każdy szuka Go... lub nie, na swój własny, jedyny sposób. O moim nieustannym szukaniu Boga.

kontakt ze mną

załóż bloga

Dobrodzieje portalu

Kobi

VipDesign

wyprzedaze

Polecamy

Katolickie Stowarzyszenie TABOR


MojRzeszow

wyprzedaze

vipdesign

zakony.pl

via

http://sanktuariapolskie.info/

Gość Niedzielny