żywa Wiara

Bóg na tapecieZOBACZ WSZYSTKIE

Czy Bóg potrzebuje reklamy?

Czy Bóg potrzebuje reklamy?

Czy Bóg potrzebuje reklamy?

Oczywiście że nie, pomyśli większość.  Tylko czy robimy wystarczająco, aby sobą „reklamować”  naszą wiarę?  Wiadomo, że najlepszą  „reklamą” samego Boga jesteśmy my sami, tylko dlaczego ta nasza „reklama” tak słabo działa?

Zacznę od książki, którą bardzo polecam  „Pan Bóg? Uwielbiam!”  Marcina Jakimowicza.  Spotkanie  z autorem było dla mnie ważnym wydarzeniem, na tyle ważnym, że sprowokowało w dużej mierze ten tekst. Po raz pierwszy usłyszałam go na rekolekcjach dla kobiet „Idź w ciemno za światłem”.  Marcin Jakimowicz o Bogu i uwielbieniu mówi  i pisze  tak, że wszystko jest jasne. Jak w reklamie – czyste i przejrzyste.  Zero przebierania i propagandy. 100 % - lubię to. Bóg przemawia poprzez ludzi, często przypadkowych – ale przecież u Boga nie ma przypadków. Dla mnie Marcin Jakimowicz okazał się kolejną  „chodzącą reklamą” naszego Stwórcy. Bardzo zresztą udaną.

No dobrze, ale wróćmy do tej naszej rzeczywistości i codzienności poza rekolekcjami, poza spotkaniami na wspólnotach czy nawet po wyjściu z mszy świętej. Czy my też jesteśmy „reklamą” naszego Boga?  Wiadomo, nie każdy z nas jest takim sprawnym mówcą, nie każdy ma na tyle odwagi by stanąć przed tłumem i przemawiać, ale co w takim razie możemy robić?  A może trzeba zacząć od polecania?

 Polecałeś kiedyś Boga?  Nie.  Dlaczego?  Przecież chętnie polecamy świetnych fachowców, niezawodny sprzęt i wiele innych.  Czy znasz lepszego fachowca od zadań beznadziejnych i niemożliwych niż twój Stwórca? Nie sądzę.

Polecam to takie słowo – przyjaciel,  a takie słowa w reklamie, czyli w moim naturalnym środowisku przytrafiają się nader często.  Aktor poleca szampon,  dentysta pastę do zębów. Czemu poleca? Wiadomo – kontrakt, pieniądze myślimy. Myślimy tak, lecz podświadomie sięgamy po produkt z TV. Dlaczego?  Ta znana twarz, ten perfekcyjnie sformułowany tekst? A może nasza wola i łatwość dokonania takiego wyboru. Wchodzę i kupuję, używam i nie muszę robić nic. Ale  wchodzę w to, w ten zakup, w tą usługę bo o tym usłyszałem?

A jak to jest z Bogiem? Każdy z nas wie, i każdy ma na temat Boga zdanie absolutnie wyrobione. Bóg jest, zawsze był, zawsze będzie. Zamykanie Go w ramy polecenia może budzić kontrowersje. Przecież mowa o Nim, mowa o Stwórcy. Trzeba się z tym słowem obchodzić ostrożnie. Obserwuję, że słowa Bóg, Stwórca i inne zarezerwowane dla naszego Ojca w niebie niezbyt często pojawiają się w naszych poradach i rekomendacjach.  Skoro Bóg żyje, a  żyje i ma się niezwykle dobrze to może należy mu czasami zrobić małą „reklamę” słowną jak nam ta cielesna nie do końca wychodzi. Od czegoś trzeba zacząć.

Boży  Syn  z niewyobrażalnej dla nas miłości poprzez zmartwychwstanie odmienił nasze życie, odmienił nasz los. Aż chce się wołać!  Otwarło się niebo i nadal pozostaje dla nas otwarte – a to wszystko za sprawą Mesjasza! Polecasz takiego Boga czy nie?  Niektórzy mogą się oburzyć – polecać Boga? Po co? Przecież każdy wie, że działa cuda, uzdrawia, jest łaskawy, niezwykle miłosierny i tak wymieniać możemy bez końca. No tak.  Skoro wszyscy to wiedzą to czemu tak mało prywatnych rozmów o Bogu? Przecież  możemy zachwycać  się godzinami nowym telewizorem, samochodem, meblami  a wśród znajomych lub przy rodzinnym stole o Bogu już ani słowa.

 Współczesne polecenie działa tak - przynajmniej powinno, że wzbudzamy w kimś chęć poznania, wypróbowania, przetestowania, użycia.   Przeważnie jednak polecamy kogoś Bogu, zresztą już w dziejach apostolskich Św. Paweł polecał tych, którym głosił słowo Boże, jednocześnie wskazując, że ich życie, ich przyszłość jest właśnie w Jego rękach. Oczywiście polecajmy naszych bliskich, przyjaciół, nieprzyjaciół  i świat cały Bogu, ale pamiętając o tym, że wokół nas jest bardzo wiele osób, którym to Boga należy polecić.

Nie każdy ma taką prostą ścieżkę życia i od razu trafia do kościoła,  gdzie porywające kazania poruszają serce i już po chwili mamy kontakt z Bogiem żywym, nie każdy trafia od razu do wspólnoty gdzie uwielbienie Boga to chleb codzienny i gdzie prawdziwie budujemy tą najgłębszą i najpiękniejszą relację dziecka i Ojca.

Jeśli nie polecają Boga Ci, którzy otwarcie mówią, że Go nie znają to wydaje się to być oczywiste i zrozumiałe, ale jeśli nie polecają Go Ci, którzy regularnie odwiedzają jego dom, doświadczają jego Miłości, słyszą o cudach i przemianach  to warto się zastanowić dlaczego?

Przykładowa rozmowa:

-  Tobie to dobrze, rogal na twarzy a mnie od roku strasznie bolą plecy i znowu mam ten atak, byłem u lekarza, ale nie pomógł, zresztą co oni tam mogą pomóc, za dużo pracuję przy komputerze a u nas w firmie tak przyoszczędzili na fotelach, że masakra.

Jak często po takim wstępie powiemy:

-Słuchaj, słyszałem, że są spotkania z uzdrowieniami i ludzi przestają też boleć plecy, poszukaj sobie coś na temat wieczorów charyzmatycznych w necie. Może się wybierzesz?

Lub

-Znam taką dziewczynę, która modliła się uwielbiając Boga i wstała z wózka po ciężkim wypadku, a miała być do końca życia przykuta do niego, poszukaj w necie informacji jak modlić się w ten sposób.

 

Obserwując otaczający mnie świat śmiem twierdzić, że rozmowa raczej potoczy się w konwencji:

- To weź sobie wygoogluj jakiegoś polecanego masażystę, albo podpytam znajomych kogo oni by polecili,  a tak na już to polecam kup sobie  tabletki xxxx.

Takie proste przyjacielskie słowa:   może zacznij odmawiać różaniec lub koronkę,   uwielbiaj Boga w swojej chorobie, oddaj Bogu swój problem, poszukaj pomocy we wspólnocie, zrób coś dla duszy to i ciało będzie się mieć lepiej –takie teksty są zdecydowanie niepopularne.  Łatwiej wejść, zapłacić i nie wysilać się. Przecież życie jest i tak ciężkie, po co je komplikować jeszcze bardziej? I powód podstawowy – brak czasu. Wymówka na wszystko. Bo Koronkę czy Różaniec to dobrze by było odmawiać codziennie, a wspólnota to zaraz skojarzy się z jakąś sektą i co ten mój rozmówca sobie pomyśli?

 Zadałam więc sobie pytanie czy łatwiej jest Boga uwielbiać czy polecać?  Dlaczego mówimy, że uwielbiamy a nie polecamy? Zostawiamy Go tylko dla siebie?  A jak mówimy, że Go uwielbiamy to znaczy co robimy? Jak ostatnio Marcin Jakimowicz uwielbiał Boga to ja to usłyszałam, ale usłyszałam też, że on Boga poleca. Oczywiście nie wprost, ale słuchając, rozważając i uczestnicząc w spotkaniu z nim dotarło to do mnie.

Dla mnie odpowiedź jest jedna. I uwielbienie i polecanie Boga  jest potrzebne i wcale nie takie trudne. I nie powinno się tych spraw rozdzielać. Polecenie wymaga odwagi, wymaga chęci i naszej decyzji aby czasem iść pod prąd.  Brakuje nam odwagi? Pomódlmy się o nią. Ja polecam modlitwę do Św. Michała Archanioła, ale wiele osób układa własną modlitwę o odwagę i to działa.

Jesteśmy współczesnymi uczniami Jezusa. Mamy się bać czy świadczyć?  Pozostać w naszej leniwie bezpiecznej strefie komfortu czy przypomnieć światu o  Bożej miłości.  

 Ja sama myślę już nieco inaczej, bo doświadczyłam  cudów od Boga i sama dla siebie stanowię dowód Bożej interwencji. I wiem, że Bóg ma do mnie słabość. Nie umiem już myśleć inaczej.

Ale żeby to wszystko się wydarzyło w moim życiu ktoś kiedyś mi Boga polecił.

Komentarze (1)

Portal zywawiara.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy i wypowiedzi zamieszczanych przez internautów. Osoby zamieszczające wypowiedzi naruszające prawo lub prawem chronione dobra osób trzecich mogą ponieść z tego tytułu odpowiedzialność karną lub cywilną.

~Jacek

25.03.2016, godz.10:48

Dziękuję za świetny wpis :-)

Kasia Zdeb

Człowiek od Reklamy

Bóg na tapecie

rozwiń opis

Bóg z perspektywy człowieka od reklamy i marketingu. Jak Bóg na tapecie posprzątał mi "pulpit" i sformatował głowę i dlaczego uważam, że Bóg potrzebuje reklamy?

kontakt ze mną

załóż bloga

Dobrodzieje portalu

Kobi

VipDesign

wyprzedaze

Polecamy

Katolickie Stowarzyszenie TABOR


MojRzeszow

wyprzedaze

vipdesign

zakony.pl

via

http://sanktuariapolskie.info/

Gość Niedzielny